Poprzez swoja starsza córkę uczestniczę z daleka w życiu jej znajomych. Opowieść  ta budowana jest z ich relacji , a nie osobistego uczestnictwa. Na pewno mocno zindywidualizowana  przez relacje, ale….

Było sobie pięciu chłopaków na łódzkim osiedlu. Rośli razem od piaskownicy. Razem w przedszkolu, razem w podstawówce . Potem wybrali rożne szkoły średnie i rożne studia. Ich drogi ciut się rozeszły , ale byli zawsze zgraną paczką i taką pozostali. Dzisiaj już 30 latkowie utrzymują kontakt może nie ożywiony , codzienny , bo ich życiowe drogi po całym kraju , a jednego w świat zaniosły. Nie mniej jednak kontakt  trzymają , a kiedy tylko wiatry zawieją  ich do rodzinnego miasta , zawsze się spotykają.

W końcu ubiegłego roku , jeden z nich , nazwijmy go Marek, zaczął niedomagać. Bóle głowy nasilały się. Z początku rzecz lekceważona wreszcie zaprowadziła go do lekarza. Szybko zdiagnozowany. Wiadomość okrutna. Glejak. Jakimś cudem udało się bez specjalnych protekcji tuż przed Świętami Bożego Narodzenia przeprowadzić operację w jednym z warszawskich szpitali. Zarówno przed samą operacją jak i w czasie wcześniejszych konsultacji Marek pomieszkiwał u moich bliskich w Warszawie.

Nie wiem , czy rozmawiali o życiu i śmieci. Nie wiem jak przebiegał ostatni wieczór przed operacją w ich domu. O czym rozmawiała ta trójka udając , że nie jutro  skalpel będzie w głowie jednego z nich , że może przeżyje a możne nie, czy będzie widział, mówił,  chodził? Jakie myśli i lęki skrywali głęboko?

Operacja udała się. Nic złego się nie zdarzyło. Chłopaki z paczki spontanicznie zrzucili się , co który miał i mógł. Akurat starczyło na złożenie spermy w Banku spermy i jej przechowywanie przez rok, by kiedyś ewentualnie dziecię począć własnej krwi i kości. Zaraz  też zaordynowano chemię. Ma silny organizm. Chemie przeszedł bez zwykłych u innych komplikacji. Nawet czupryna została.

Kilka dni temu miał rezonans magnetyczny, by potwierdzić skuteczność leczenia , wykluczyć przerzuty. Marek czuje się dobrze. Ośmiela się więc planować życie. Tuż przed rezonansem powierzył swemu przyjacielowi postanowienie. Jeśli wszystko będzie dobrze , oświadczę się. Dziewczyna, dzielnie trwała przy jego boku w czasie choroby. Sekunduje mu caly czas.

To pięknie,że nie opuściła go w trudnej sytuacji. Choć jego reakcja na wieść o chorobie była typowa. Rozstajemy się, nie chce cię widzieć.  Kobieta przetrzymała strach, odrzucenie i wrogość. Była i jest.

I tylko mnie , na wieść o zamierzonych oświadczynach ścisnęło mi się serce. Ze strachu. Z żalu. Z niepewności nad losami tych młodych ludzi.

Żadna decyzja nie jest dobra. Przyjmie oświadczyny, wybierze niepewna przyszłość. Czy Marek dożyje późnej starości , czy będą wychowywać swe dzieci razem ? Wielka niewiadoma…

Odrzuci go , to zada mu śmiertelna ranę, bo uwierzył jej, że go kocha. Że jest to Kobieta na niepogodę…

…a ja co myślę? Gdybym była matką chłopaka skakałabym z radości ze taka perła  mu sie trafiła. Ale gdybym matkowała dziewczynie targały by mną wielkie emocje. Jak doradzic córce. Jak odradzic corce. Gdzie jest granica między ludzką miłoscią i poświeceniem , a zwykłym zdrowym egoizmem?

Jakakolwiek dziewczyna podejmie decyzje, bedzie ona zła.Odrzucenie kochanego człowieka , czy byc moze samotne borykanie sie z życiem. Bo chociaz z calego serca pragnę , by młody żył w zdrowiu i szczęsciu do póznych lat , w duchu powatpiewam czy to sie uda.