Figa , moja kundelka mieszka teraz z moja córką. Nie mogę jej ze sobą wziąć  tam gdzie pracuję. Ubolewam , bo po prostu tęsknie za tym sierściuchem. Trafiła do naszego domu tak malutka, że mieściła się w dłoni. Długi czas nosiłam ją na spacerki za pazuchą. Dobry to był czas. Kochana i hołubiona przez obie moje córki, sypiała na wersalce, często razem z nimi, a także ze mną w łóżku , bez przekonania przeze mnie wyganiana. Odpłaciła całym psim serduszkiem miłością bezgraniczną i  ufną. Orzechowe oczy z uwagą patrzyły i mówiły, kocham cię, rozumiem cię.

Losy sie poplątały. Dzieci dorosły, poszły na studia, potem ja musiałam wyjechać. Koniec końców zamieszkała z jedna z córek. Jej los się odmienił. Na świat przyszło dziecko, miłość i oddanie jej młodszej Pani ulotniła się. Już nie było gadania w psi nos godzinami, już nie było wspólnego spania, już nie było dobrze znanego domu , w którym wychowała się. Nagle z dnia na dzień zamieszkała w nowym domu , z jedną z pań , ale pani serce się odwróciło. Ogon, ten cudowny ogon z frędzlem przestał majtać z radości na wszystkie strony. Teraz  podkulony, a orzechowe oczy zaszły mgłą smutku i odrzucenia.

Kiedy przyjechałam z radości posiusiała się. Wytarmosiłam,ucałowałam w nos i patrzyłam jak nieśmiało położyła się kładąc nos na moje nogi. Orzechowe oczy patrzyły tak wiernie i smutno.

Wróciłyśmy do domu. Patrzę na mojego psa. Sierść skundlona, nie wyczesana. Skołtunione kłaki, brudna , że strach dotknąć. Zaczęłam wyczesywać, nie dałam rady, wsadziłam do wanny. Długo spłukiwałam kurz samą wodą. Potem psi szampon. Dobrze że miałam cała butelkę. Brud spływał i spływał. Nareszcie pokazały się bialutkie łatki. Wreszcie na balkonie złapałam za nożyczki i wszystkie kłaki po prostu obcięłam. Nareszcie  zaczęła wyglądać na domowego psa. Kochanego psa.

Spędzamy całe dnie razem. Wszędzie ja biorę ze sobą. Niebieska nowa obroża zastąpiła stary pasek. Oczy Figi nabrały blasku. Ogon faluje z zadowolenia. Czasem widzę jak podnosi swe mądre oczy i niemo pyta.

Zostaniesz ze mną na zawsze??

Nie zostanę. Nie mogę. Jeszcze tylko będziemy razem dwa tygodnie. A potem wróci tam, gdzie nikt  jej nie kocha.

I tak myślę sobie. Że za jakiś czas będę jak ten pies. Stara i bezużyteczna. Dostane jeść i pić. Będę zaopiekowana.

I samotna.