Wpisy z okresu: 10.2012

Bogaci Niemcy , biedni Niemcy

Brak komentarzy

Chodząc po  miastach i ulicach niemieckich miast oglądam wszystko. Zabytki , ludzi, sklepy, próbuje chwycić atmosferę miasta, jego rytm i zapach.

Miasteczka i wsie zadbane, ludzie jacyś bardziej uśmiechnięci. Nie czuje sie tego pedu jak na warszawskich ulicach, gdzie obowiązuje prawo prędzej, szybciej. Tu jakoś spokojniej.

Ostatnio byłam w Hanowerze. Złaziłam się, naoglądałam, połaziłam po sklepach. To, że uwielbiam Flohmarki  czyli takie targowiska już pisałam.  Już dawno odkryłam swoiste secend hendy prowadzone prze Niemiecki Czerwony Krzyż i przez Maltesar. Może i inne organizacje , ale się z takimi nie spotkałam. Punkty prowadzone przez te organizacje mają na celu pomoc biednym. Dlatego też najczęściej zaglądają tam Turcy i Rosjanie świeżo przybyli do nowej ojczyzny. Nie brakuje też Polaków i rdzennych Niemców. Każdy kto czuje niedostatek może tam zaopatrzyć się we wszystko co potrzebne do życia za stosunkowo małe pieniądze.

Najczęściej jest tak , że kiedy rodzice odchodzą z tego świata dzieci zabierają z ich domu parę rzeczy, które mają dla nich jakaś wartość , czy to materialną czy sentymentalną. Pozostałość darują organizacjom prowadzącym takie punkty. Ta pozostałość, to właściwie wszystko. Od mebli począwszy poprzez pościel, firany, ręczniki, szkło i porcelanę, garnki i wyposażenie kuchni. Dzwonią do organizacji umawiają termin i zabierane jest wszystko do gołych ścian. Następnie rzeczy te są segregowane, wyceniane i wystawione do nabycia przez potrzebujących. Ceny iście symboliczne.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tutaj w samym centrum Hanoweru właśnie taki sklep z rzeczami używanymi. Wielki 3 piętrowy.

Obok tablica informacyjna co na którym piętrze się znajduje. Parter to książki i płyty, kasety. Pierwsze piętro to wszystko dla dzieci od ubranek, wózków, poprzez zabawki które czekają na maluchy całymi stosami. Najwięcej jest rożnego rodzaju gier i układanek, gdyż granie z dziećmi w rożnego rodzaju gry jest tu naprawdę powszechne. Drugie piętro kryje meble, lampy, instrumenty, urządzenia do fitness i elektronikę. Na trzecim znajdziemy cala drobnicę do kuchni,od przysłowiowego wałka i garnka,po sprzęt elektryczny, a także obrusy, zasłony. Na czwartym zaś wszystko do ubrania.

Sklep działa od poniedziałku do soboty i naprawdę cieszy sie wielkim powodzeniem.

Zdjęcia robiłam z ukrycia, bo Niemcy są wyczuleni i od razu jakiś kierownik by mnie zapytał a po co , a z jakiej organizacji , a gdzie to będzie i dlaczego. A ja po prostu chciałam pokazać jak to wygląda tym, którzy trafia na ten blog.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sami widzicie ,że wybór jest ogromny.  Właściwie początkujący może za stosunkowo niewielka kwotę urządzić swój dom  i wyposażyć we wszystko co potrzebne.

 

 

 

Jasne, że nie są to nowe rzeczy, ale komuś służyły i nowemu nabywcy też jeszcze posłużą

 

 

 

 

 

 

Chociaż muszę przyznać, że porcelanę taka sama chciałabym  mieć w domu. Można znaleźć prawdziwe perełki

 

 

 

Meble też w bardzo dobrym stanie. Tu akurat na pewno wyposażenie z pokoju stołowego.

 

 

 

 

 

Sypialnię też da się za mały grosz urządzić

 

 

 

 

Klientów jak widać nie brakuje. Spotkacie tu i zasobnych Niemców,którzy polują na okazje

 

Szczególnie spodobały mi się stare lampy.Takie klimatyczne. Chciało by się taka mieć

 

Tutaj naprawdę jest dużo kupujących. I chociaż na pietrach z wyposażeniem wyraźnie widać Niemców polujących na okazję, lub potrzebujących w trybie pilnym coś uzupełnić , to na pietrach z odzieżą i bielizna dominują Turcy i starsze osoby.

 

 

 

Podoba mi się taka gospodarność. Podoba mi się fakt, że ludzie mniej zasobni maja możliwość za stosunkowo niewielkie pieniądze urządzić sobie mieszkanie, ubrać się.

 

Pamiętacie kaczora Donalda Sknerusa? Oszczędzał na wszystkim. Niemcy są bogaci, bo są gospodarni.

 

Jeśli chcecie obejrzeć zdjęcia w powiększeniu wystarczy na nie kliknąć

 

 

 

 

 

A nam wszystkim życzę, byśmy też umieli się tak zorganizować. Odciążymy nasze piwnice, strychy i garaże. Pozbędziemy się różnistych cósiów, co to a nuż jeszcze się przydadzą.

 

 

 

Ponieważ tak dużo pisałam, że tanio  powinnam jeszcze powiedzieć  jak tanio. Otóż regał do pokoju w całości może kosztować od 50 do 120 euro. Kanapa , sofa w zależności od jej stanu i obicia, czy z materiału czy ze skóry od 30  do 80/100 euro komplet. Pamiętać jednak należy, że kanapy te z reguły są tylko do siedzenia i nie rozkładają się. Przeważnie w niemieckich domach spotyka się tzw. Schlafzimmer, czyli sypialnię , więc nie ma większej potrzeby by kanapy rozkładały się , tym bardziej , ze nie jest przyjęte nocowanie gości z zewnątrz.

Wszelkiego rodzaju akcesoria kuchenne to doprawdy drobne kwoty. Najczęściej w granicach 0,25/0,50 centów, a większe po 1 do 5 euro. Często zdarza się , że akurat jest na zbyciu większa ilość podobnego towaru np łyżek czy widelców,to wyceniane są na np 1 euro za cały komplet . Tak samo rzecz się ma z porcelaną czy szkłem, wszelkiego rodzaju doniczkami-osłonkami . A te potrafią być naprawdę ładne.

Telewizory na zbyciu są najczęściej starego , pudełkowego typu, i te można nabyć po 10 do 20 euro. Oczywiście na chodzie. Bo wszystkie rzeczy które są kierowane do powtórnej sprzedażny są sprawdzane pod względem użyteczności, i jeśli znajdzie się najmniejsza usterka natychmiast wycofywane ze sprzedaży.

Jeśli chodzi o odzież dla dorosłych to ceny są naprawdę bardzo rożne. Ale kurtkę zimową można kupić za 5 euro.Właściwie wszystko zależy od stany zużycia i modelu. Odzież dziecięca jest również tania jak barszcz. Dzieciaka można przy odrobinie szczęścia ubrać od stóp do głów. Oczywiście wszystko zależy od tego czy akurat jest to na czym zalezy kupującemu , jak to w ciucholandach.

Pewnie myślicie że są to duże kwoty , bo podaję je w euro, ale należny pamiętać , że mówimy nie o Polsce , a o Niemczech i nie można tych cen przeliczać na złotówki. Chociaż każdy chciałby kupić  regał stołowy czy sofę za ok 400 złociszy.

 

Pierwszy raz trafiłam do takiego punktu sprzedaży rzeczy używanych za sprawą znajomej Rosjanki Iriny. Przyjechała do Niemiec za  swoim mężem, który miał niemieckie pochodzenie , a tych przyjmuje się w dalszym ciągu bez ograniczeń.

Trochę zawstydzona spytała czy pomogłabym jej przywieźć zakupy. Właściwie nie zakupy , a dary. Przedsiębiorstwa spożywcze , markety przekazują jako darowiznę swoja nadprodukcję , czy artykuły mające krotki już termin spożycia. Kolejka była jak nie wiem co. Rosjanie i Turcy. Wszyscy się znali więc i kolejka nie była uciążliwa,bo przy okazji wszystkie najnowsze ploteczki  aż latały w powietrzu. A że starej daty jestem , to i rosyjskim władam, wiec rozumiałam i jeszcze się pośmiałam.

Tam też dowiedziałam się,  że ci kolejkowicze dostają Tafel , czyli taki bon na mocy którego otrzymują żywność. W zależności od ilości osób w rodzinie dostaje się taki deputat, a w nim prócz artykułów pierwszej potrzeby żywnościowych , od ziemniaków, przez makarony, kasze, ryże , po puszki mięsne i rybne, masło i jogurty. Dodatkowo chemię gospodarczą od mydeł przez szampony i proszki do prania.

Nie wiem dokładnie na jakiej to zasadzie funkcjonuje zarówno ze strony przedsiębiorstw darujących , jak i jakie zasady obowiązują otrzymujących, ale pewne jest, że za dobroczynność to jeszcze nikt  tu nie zbankrutował w przeciwieństwie do polskiego piekarza, który nie sprzedany chleb rozdawał za darmo a nasz kochany US naliczył mu podatki od sprzedaży w wyniku czego chłopina o złotym sercu popadł w niewąskie tarapaty.

http://www.wykop.pl/ramka/862371/koniec-procesu-piekarza-z-legnicy-rozdawal-chleb-biednym-teraz-to-bankrut/

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zasmarkane reflaksje

Brak komentarzy

Dzisiaj katar malutki co prawda, nie daje mi żyć.

Ani chora , ani zdrowa. To taki dla mnie najgorszy stan. Czuję rozbita , ciężka i leniwa. Głowa pobolewa.

Ech jesień…

Uświadomiłam sobie, że gdyby moja Nat była w kraju , to już za cztery dni dostałabym kopertę z lekami, serdeczną kartką , jakąś gazetką i książką. No gdyby była w kraju. Ale Australia daleko. Nawet nie wspomnę , że dopadły mnie jesienne dolegliwości. Po co ma się martwić.

Nat działa z sercem. Racjonalnie ale z sercem. Prawdziwie kocha rodzinę i o nią się troszczy na wszystkie możliwe sposoby. Ewa , młodsza, ma dobre serce , ale prawda jest taka , że nawet nie wpadnie na pomysł , żeby spytać  czy coś nie wysłać. Sama z siebie nic  raczej nie zrobi, co więcej miedzy nami jest tak wielki dystans, że nawet nie poproszę, i raczej nigdy nie proszę o jakąkolwiek pomoc, bo jak już  coś zrobi , to tak to opowiada, jakby  dokonała istnego cudu. Urodziłam ją, ale nie rozumiem. Nasze rozmowy to kupić, posiadać, mieć. Nie wiem co myśli , co czuje. Po prostu nie wiem.

Dzieci wychowane w tym samym domu , jedną ręką , a takie różne. Szkoda , że tak się stało.Jakie refleksje może przynieść zwykły katar.Chyba dlatego, że bardzo chciałabym dostać serdeczną dawkę pocieszenia. Choroba i tęsknota. Marzę się troszkę, ale nawet babcie miewają chwile słabości…..

A na razie leczę się witaminą C i Febrisanem , bo tylko to mam z sobą. Mam nadzieję, że nie złapię  zapalenia oskrzeli jak to najczęściej bywa przy moich przeziębieniach. Jestem na obczyźnie…….

Czy jesteśmy wielbłądami???

Brak komentarzy

Camel : WielbÅ‚Ä…dy w stylu etniczne sÄ… dobre symbol bogactwa i pieniÄ™dzyBo tak  czasami jesteśmy traktowane. Po wielbłądziemu. Czyli wkłada się  nam na grzbiet wszystko co się da, i jeszcze więcej. A my mamy tę dziwną właściwość , że przyjmujemy wszystkie zalecenia i polecenia z buzia zamkniętą na kłódkę w duchu przeklinając i połykając łzy.

Niestety nie nauczono nas asertywności, a wychowane w Polsce nie wiemy co to znaczy powiedzieć ” nie ”pracodawcy. Oczywiście “nie” uzasadnione, a nie wynikające z naszego widzimisię.

Jadąc do domu właściwie niewiele wiesz o tym co cie spotka. Wprawdzie niby zapoznałaś sie z ankietą lub nawet masz ja ze sobą , uwaga! warto poprosić  o ksero ankiety!!!!!, ale pamiętaj !!!!!! W ankiecie nie masz zawartych wszystkich informacji. Musisz się nauczyć czytać między wierszami. I zawsze musisz założyć, że będzie gorzej niż w przedłożonej ankiecie. Ponadto rodziny niemieckie  często nie piszą całej prawdy o stanie pacjenta, wiec niejednokrotnie czeka nas niemiłe zaskoczenie.

Ważnym jest jak powiedziałam czytanie miedzy wierszami. Masz np informację, że pacjent siedzi na wózku. Nie wiesz czy wstanie z niewielką pomocą, czy będziesz dźwigać. Taszczyć do góry, przesadzać na klopa, do łóżka itd. Nie wiesz, czy w domu są urządzenia wspomagające np dżwig do podnoszenia. A wiedz , że takie dżwigi są w wielu domach, bo  sponsoruje je na ogół kasa chorych. Więc przygotuj sie raczej na ostrą jazdę dla swojego kręgosłupa i rąk. Bo ręce też wysiadają szczególnie w łokciach i nadgarstkach.

Nie zawsze też są podawane prawdziwe informacje o pampersach. Jeśli godzisz sie na pampersy to jest ok.

Zawsze, ale to zawsze żądaj rękawiczek jednorazowych. Nie musisz nic robić gołą ręką. Niemieckie pielęgniarki nie przystąpią do chorego z gołymi rękami żeby nie wiem co. Nawet odzież zmieniają w rękawiczkach. Więc spytaj , gdzie sa rękawiczki, bo tym pytaniem dasz znać , że znasz swoje prawa i że  jest to również dla nas polskich opiekunek standard.

Rękawiczki kupisz w każdym Aldi po ok 4 euro, lub w aptece po ok 7 euro , każde opakowanie zawiera 100 sztuk, czyli 50 razy do użycia. Masz przecież dwie ręce. Są dwa rodzaje rękawiczek. Z pudrem i bez pudru. Oba rodzaje wkłada sie dobrze i nie ma to istotnego znaczenia , chyba , że tak jak ja masz suchą skórę na rękach i puder Ci nie służy.  Każą Ci oszczędzać rękawiczki. A ja Ci mówię nie musisz !!!! Zrób swoje , i je po prostu wyrzuć. Powtórne włożenie rękawiczki jest trudne, bo puder będący wewnątrz zostanie Ci na rękach po pierwszym użyciu. Ponadto jeśli wkładasz używane rękawiczki to i tak dotykasz powierzchni zewnętrznej, którą dotykałaś np. pupy pacjenta. I mimo , że  rękawiczka wygląda na czystą, czysta nie jest. Mozesz też używać płynu antybakteryjnego po każdym użyciu rąk. Również dostępny jest w sprzedaży.

Co jeszcze jest w ankiecie???. Np czytasz , że chory je wszystko , a okazuje się , że jest cukrzykiem, i nie dość , żę często musisz mu podać insulinę , czyli zrobić zastrzyk w brzuch , to jeszcze musisz mu podać posiłki co najmniej 5 razy w ciągu dnia. Prawie , a robi różnicę.

Okazuje się , że w ankiecie nie powiedziano Ci , że musisz wstawać do staruszki nocą , a musisz , bo woła , bo musisz ja odwrócić na drugą stronę , bo ….. Więc noce masz zarwane. Tego też nie wyczytasz w podstawowej informacji.

Słyszałam również o przypadkach , że rodzina a to zamówi się na obiad , a to zaczyna regularnie bywać na obiadach, a to podrzuci pranie i prasowanie czy żąda byś pracowała w ogrodzie. Czasami tak układają sprawy , że dzieci przychodzą po szkole do domu gdzie przebywasz. Więc siłą rzeczy pilnujesz dzieciaka i często go karmisz a potem po nim sprzątasz. Babcia zaopiekowana i prawnuczek też. Miałaś w ankiecie??? Nie miałaś. Więc jeśli Ci dodatkowo zapłacą do ręki , a ty się zgodzisz to jest ok. Jeśli nie , to albo to sama załatw, albo zgłoś do agencji która Cię skierowała. Spokojnie. Nic się nie stanie. Oni wiedzą , że Cie wykorzystują i najczęściej odstępują od takich dodatkowych prac. Tak zupełnie na marginesie podpowiem, że nie musisz też urządzać hucznych urodzin na ileś tam osób. Możesz, ale nie musisz.

Camel : 3D Render z Toon Camel Zdjęcie Seryjne

Zazdrosnikom w odpowiedzi

Brak komentarzy

Wszystkim zazdroszczącym kasy , a tych jest nie mało, informuje , że na każdego centa Polska opiekunka zasłużyła podwójnie.

Fakt dostajemy kasę , ale płacimy tęsknota za rodziną, polskim niebem i ubezwłasnowolnieniem. Bo prace przy opiece w dużej części na tym również polega.

Pewnie czytelnikom wydaję się , że słowo ubezwłasnowolnienie użyłam na wyrost. Otóż nie. W pracy nad opieką oddajesz się całkowicie. Pracujesz 24 godziny na dobę , nie jesteś panem siebie. Wszystko zależy od innych,i od warunków w jaki się znajdziesz.

Napisałam 24 godziny na dobę , bo często tak jest. Nie dość, że jesteś cały dzień do dyspozycji , to często zdarza się i tak, że musisz po wielokroć wstawać w nocy do staruszka. Niby w ciągu dnia masz  z reguły dwu godzinna przerwę , ale nie czarujmy się , ta przerwa potrzebna jest nie Wam , a staruszkowi na poobiednią drzemkę. Wiele Pań wykorzystuje ten czas na  robienie zakupów bo jest to jedyny możliwy czas , by w miarę spokojnie zaopatrzyć dom. W miarę , bo zawsze musisz zdążyć na czas , więc nawet stojąc w przydługiej kolejce do kasy denerwujesz się. Denerwujesz się , czy Twój podopieczny dalej bezpiecznie przebywa  w łóżku czy fotelu gdzie go ulokowałaś , denerwujesz się , bo nie wiesz jakie niespodzianki czekają cie po powrocie do domu.

Generalnie jest tak, że rodzina wynajmując cię do pracy , składa na Twoje barki absolutnie wszystko. Przebywasz więc z chorym i starym człowiekiem najczęściej sama w domu  i jesteś za niego odpowiedzialna.

Najczęściej są to schorowani ludzie i nie można ich zostawić nawet na chwilkę. Więc gotujesz , sprzątasz dom i jesteś na każde skinienie. Pół biedy gdy podopieczny jest na tyle sprawny , że możesz wyjść z nim na spacer, czy na zakupy. Osoby leżące też nie stanowią większego zagrożenia same dla siebie. Najtrudniej jest z demencjami i otępieniami starczymi. W różnych fazach demencja rożnie się objawia. Wielokrotnie osoby dotknięte tą chorobą bywają agresywne i histeryczne. Dotyczy to szczególnie tych osób, które są w początkowej fazie choroby, kiedy to czasami zdają sobie sprawę z tego ,że coś nie jest w porządku , ale nie umieją zdefiniować co. Są więc niespokojne ,często napastliwe i złośliwe.Sytuację jeszcze pogarsza Twoja obecność, bo nie rozumieją kim jest ten obcy człowiek w ich domu, co robi w jego kuchni, dlaczego otwiera szuflady itd.

A większość Pań zatrudnionych jest przez agencje pracuje w systemie 6 czy 8 tygodniowym . Ciągła zmiana opiekunek dla osób dotkniętych demencją wprawia je w  jeszcze większe zamieszanie. Ledwie zdążą się przyzwyczaić do jednej osoby , a już przychodzi inna.Najlepszym rozwiązaniem byłoby zatrudnienie 2 opiekunek pracujących na zmiany , ale tak się najczęściej nie dzieje.

Jesteś więc w obcym domu. Nie zależy od Ciebie nic. Nic do Ciebie nie należy. Nie przysiądziesz żeby napić sie herbaty i przejrzeć gazetę , nie włączysz radia ze swoją stacją czy muzyką , nie obejrzysz nie swojego telewizora , a już na pewno nie polskiej stacji, nie wyciągniesz się na sofie , bo dziś nie masz weny. Nie poczytasz , bo prostu jak nie wzięłaś ze sobą odpowiednio dużego zapasu książek czy prasy, to nie masz. Nie  zadzwonisz do koleżanki, nikt do Ciebie nie wpadnie.Nie pogadasz. Jesteś sama.

Kiedy pracujesz z kobietą, ta często nerwowo reaguje na każde stukniecie talerzyka czy szuflady. Boi  się ze pobijesz i zniszczysz , często napomina Cię żebyś uważała. Najgorsze skorupy nabierają milionowych wartości w oczach  właścicielki. Może okazać się , że źle pierzesz, czy prasujesz , czy co tam jeszcze robisz w domu, bo wykonujesz te czynności nie tak jak były wykonywane przez całe życie. To wszystko sprawia , że denerwujesz się i często z tego powodu stajesz się niezgraba i wszystko leci Ci z rąk. Bo ile można wytrzymać permanentną inwigilację.

Praca z mężczyzną o tyle , z reguły  jest  łatwiejszą , że nie wtrąca się w prace domowe, ale w 99 na 100 przypadków spotkasz się z erotycznymi sygnałami, czy wręcz z propozycjami. A to Ci w dekolt zajrzy , a to klepnie w pupie, a popatrzy w oczy, czy wręcz zaproponuje sex.

Śmiertelnie się nudząc, grasz w jakieś gry, czy oddajesz się innym równie nudnym zajęciom by staruszkom jakoś zapełnić czas.

Czasem zajmujesz się parą , chociaż w kontrakcie masz jedna osobę. Bo niby to jest prawda. Jedna osoba chora, która wymaga opieki i jej współmałżonek , któremu też musisz podać posiłki , oprać i wykonać tysiące czynności które związane są z obecnością tej drugiej osoby.

I dźwigasz. Dźwigasz , bo na wózek inwalidzki trzeba posadzić , podnieść z łózka. Podtrzymać, podprowadzić. Schylasz się by podać , podnosisz na klopa, ściągasz z klopa. Wycierasz tyłki. Zmieniasz pampersy. Dźwigasz do wanny czy prysznica. Kręgosłup Ci nawala, stawy w rekach wyskakują.

I jeszcze wąchasz. No bo co górą wchodzi , przetworzone dołem wyjść musi.

Tak wiec nie ma czego zazdrościć.A raczej  współczuć ,

że tylko w ten sposób możemy sobie i naszym rodzinom zapewnić byt.

No cóż kobietki. Pracowite jak pszczółki jesteśmy

…. ale jak to Polskie Baby , nic nas nie zmorze.

Damy radę     BuziakNiewinna minaŚmiech


  • RSS