No i doczekałam się.

Poczta przyszła jak zwykle. Jak zwykle dziadek Frydrich z pietyzmem zasiadł do jej otwierania, otoczony wszelkimi potrzebnymi akcesoriami. Nóż do rozcinania kopert,długopis i ze trzy notatniki. Na każdej kopercie z pietyzmem wypisuje datę , po czym otwiera list, wpisuje datę na liście,i uważnie czyta.

Czyta raz, po czym drugi , by z filuternym uśmiechem podać mi pismo.

Patrzę i widzę swój bild  za kierownicą. Prędkość przekroczona o 7 km/h. 15 euro mandatu, i nie ma zmiłuj się.

No cóż, zapłaciłam. I byłam zła, bo dziadek mnie popędzał i denerwował się, że jadę za wolno. I kto zapłacił???

Kierowca. No jasne, że ja prowadziłam, ale czuję jakąś taką niesprawiedliwość , bo popędzał, pojękiwał ,że nie zdążymy na urodzinowy obiad u szwagierki.

A ja głupia stara mogłam nie słuchać , ale te wieczne narzekania strasznie mnie stresują i chciałam już jak najszybciej być u celu.

Zresztą dziwna sytuacja była, bo dziadek chciał zapłacić ten mandat , ale babcia na moją propozycję , że zapłacę, nie powiedziała nie , ale cała swą postawą określiła swoje stanowisko.

A co tam , 15 euro nie majątek,a jednak szkoda.