Wpisy z okresu: 6.2014

Primark

Brak komentarzy

Moim ulubionym sklepem w Hanowerze jest Primark. Może dlatego , że dużo tu ciuchów z angielskiego Atmosfere , który przystaje do polskiej estetyki.
Tak jakoś jest , że w hannowerskich sklepach , na gównym deptaku, gdzie najwięcej jest sieciówek. 90 procent spacerujących i buszujących po sklepach to cudzoziemcy. Czasem i jezyk polski sie trafi , ale najwięcej jest Turczynek otoczonych gromadą dzieci i koniecznie z jednym w wózku. Czasem chodzą grupami, jeśli to same kobiety , lub w towarzystwie mężów, którzy mają ostateczny głos w tym co jest ładne, fajne i co zakupią .
Udałam się wiec do Primarku by jak zwykle zajrzeć do działu dziecięcego , bo lubię Zuzance kupować ciuchy. Sprawia mi to wielką radość. Szkoda tylko , że moja córka, kiedy przyjeżdżam obładowana jak wielbłąd nawet już cieszyć się nie umie….bo to takie oczywiste ze dam prezenty ile tylko mogę.
Ostatnio jednak mało rzeczy udało mi się upolować. Wyraźnie Primark skręca w kierunku najliczniejszej grupy kupujących tj turczynek. Długie kiecki do ziemi, chusty , kolory nie te, inna estetyka. Coraz mniej fajnych rzeczy do wyłowienia. Nie ma na czyn oka zawiesić.
Trudno . KLIENT NASZ PAN , a markietingowcy liczę pieniadze dla korporacji bacznie obserwując grupy kupujących tzn dających dochód.

Znów zwycięża pieniądz , ten wszechwładny Pan Świata

215Dziadkowi cały czas u nosa dynda kropla. Pól biedy , kiedy o tym tylko wiem a nie widzę.

A widzę często,  razem jemy posiłki.  

Do codziennego repertuaru przy stole , prócz permanentnego wybudzania dołączam moje zniecierpliwione pohukiwania. Nase schnoizen !!!!! wischen Sie Ihre Nase!!!!!

I ciągła walkę o zmianę chusteczek na czyste. Bo po co, jest tylko wygnieciona , ale sucha.

Nie ważne , że te smarki tam już są, że to obrzydliwe, czego dziadek nie rozumie, że to wylęgarnia wszelkiej maści bakterii.  Ze to nieestetyczne……

Próba nauczenia korzystania z chusteczek jednorazowych spaliła na panewce. Bo …. chusteczki trzeba kupować, więc kosztują . Tak jak by nie kosztowało ich pranie i prasowanie.

Ot starość…….

Coraz częściej mówi się ,ze Polacy obierają nowy kierunek emigracji za zachodnia granicę , do Niemiec. Przyjechałam, zobaczyłam, zostaję , taki tytuł nosi jeden z artykułów  w Na Temat, o nowym kierunku emigracji.

Żyję już tu troszkę, jakby na obrzeżach prawdziwego życia. Jako opiekunka starszych osób w pewien specyficzny sposób, zamknięta w małym światku domu staruszków , nie pozbawiona jednak drobnych przyjemności i wolnego czasu.

Związek Rolników zorganizował dni otwarte w okolicznych gospodarstwach rolnych. Niby nic takiego, gospodarstwa rodzinne prowadzące rożne rodzaje działalności rolniczej, za to cały przekrój.  W jednym dniu można było odwiedzić i zapoznać się z produkcja mleka, hodowlą świń i kurczaków. Obejrzeć gospodarstwo specjalizujące się w uprawie ziemniaka, uprawy warzyw czy odwiedzić fanatyka starych maszyn rolniczych,oraz zapoznać si z produkcja bio gazu. Wszystkie gospodarstwa zlokalizowane w niewielkim okręgu , tak , że w jeden dzień można wszystko zobaczyć.

wstep

Niemcy są fanatykami aktywnego wypoczynku, więc gremialnie wyruszyli na zwiedzanie. Całe rodziny na rowerach, rodzice z dziećmi, starsi i najstarsi. Kto nie czuł się na siłach to samochodem lub młodsi fanatycy motorów na swoich dwuśladach.

rowery

Dla dzieci  to lekcja, że mleko nie pochodzi z półki  w supermarkecie  ale od krowy. Jak wygląda krowa, jak ciele i świnia, skąd się biorą ziemniaki. Namacalnie , nie z obrazka.

Każde z gospodarstw przygotowało sie na przyjecie tłumów organizując przewodników, najczęściej członków rodziny i młodych wolontariuszy gotowych na udzielenie odpowiedzi na każde pytanie, organizując poczęstunek w ramach własnych możliwości, lub udostępniając miejsce dla rożnego rodzaju przewoźnej gastronomii, bo jak to w Niemczech bywa jak nie ma bratwurstu i piwa to impreza nie odbyła się. Zwiedzanie zwiedzaniem , ale piwo z kiełbasa musi być.

Schowek

drugie

  I już teraz wcale mnie nie dziwi, że na pólkach w supermarketach stoi  Deutsche Butter, Deutsche Milsch, czy Deutsche Kartofell, i ludzie chętnie po nie siegają , nie tylko ze względu na cenę , ale z wewnętrznego przekonania , że są nasze – niemieckie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Organizacja pochówku w Niemczech wcale tania nie jest. Kosztuje i to sporo.  Co powiecie na 5000 do 10000 euro?

Tu żaden organ emerytalny nie wypłaca zasiłków pogrzebowych , więc wszystko w rękach i portfelach rodziny.

Cmentarze parafialne są drogie, utrzymanie miejsca pochówku też, wiec coraz częściej Niemcy szukają alternatywnego, tańszego wyjścia.tablica

W lasach powstały leśne cmentarze, tańsze i zgodnie z duchem narodu ekologiczne, ale też i wygodniejsze , bo nie wymagają pracy, odwiedzania ,pielęgnowania mogiły. Często też pochówki w lasach organizowane są przez rodziny , które mieszkają daleko od miejsca pochówku i nie maja możliwości czy też chęci  zajmować się mogiłą

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o leśnych cmentarzach pomyślałam, las, kamyczek i natura i zapomnienie.

Przypadkiem trafiłam na taki leśny cmentarzyk w okolicach  Wennigser , i mile byłam zaskoczona.

Wśród lasów na polance  niewielkie , acz zadbane miejsce.

Wszystko co potrzeba, miejsce , cisza,  a także kaplica mała kapliczka , a raczej Dom pogrzebowy,  by na miejscu zorganizować uroczystość ostatniego pożegnania.widok

 

 

Cisza i spokój, ptaszki śpiewają, a wokół las…

 kwatera

 

Puf co to jest ????

Brak komentarzy

Od czasu do czasu wybieram się z podopiecznymi do ich rodziny zamieszkałej w okolicach Celle.  Landstrase , czyli droga krajowa biegnie przez piękne lasy.

Gdzieniegdzie stoją w przesiekach lasów nie pierwszej młodości  wozy kempingowe . Czasem przejeżdżając widziałam , że kabina oświetlona jest lampkami choinkowymi. Czasem mignęła mi dziewczyna siedząca w  tak oświetlonej kabinie.puf

Pytałam wielokrotnie babcie , ilekroć jechaliśmy tą drogą co to jest. Babcia z niezmierzonym spokojem odpowiada Puf. Jak babcia nie chce  czegoś powiedzieć , to udziela właśnie takiej kategorycznej , krótkiej informacji i nie sposób się więcej dowiedzieć.

No ok,  ale co to jest. Puf to Puf , i  już.

Pewnego tez razu cudem dziadek nie spał , i jak to on, zaczyna opowiadać  co to jest.

Znacie pewnie w polskich dróg widoczek ,  stojących lub spokojnie spacerujących  w leśnych duktach  dziewczyn  w króciutkich spódniczkach.  Czekają na klienta ……

Nigdy specjalnie nie rozważałam jak one  to robią , bo i po co. Stoją , załatwiają sprawę z napalonym gościem , i czekają na następnego.puf 1

A tu….. mamy Puf.

No PEŁEN KOMFORT !!!!!  

Nie dość  ze dzieweczki czekają z utęsknieniem , to użytkownik na wygodę , bo na łóżku w przyczepie sprawę załatwi …..

Ach ten wspaniały zachód !!!!!!  Nawet przydrożne k….  mają lepsze warunki pracy

 

Na chwilkę do domu

Brak komentarzy

Dziecko moje po 2 latach przylatuje do domu. Już 5 sierpnia zobaczymy sie…..

Ach śpij kochanie….

Brak komentarzy

Śmiesznostek ciąg dalszy.

Dziadek posypia, wszędzie o każdej porze. Ożywia się jedynie  jak telefon dzwoni i kiedy poczta przychodzi, wszak on pierwszy biuralista w De.65777beb673f981140f5483f73ae4638,10,1

Posypia i śpi całkiem twardo. Najlepiej przy stole, nad rozłożoną gazetą lub też w trakcie jedzenia.

Gazetka rozłożona , dziadek pilnie śledzi wiadomości , wprawdzie tylko lokalne, wszak kulturalny człowiek jest , i główka mu opada to na lewa to na prawa stronę. Jak główką kiwnie się mocniej , przebudza się , by  przeczytać  jedno słowo , i główka kiwa się  w dół.

Czasem usypia na stole z nosem w gazecie.

Jemy posiłek . Obiadek. Talerze stoją ładnie z nich zmiatamy aż tu bach, widelec upada. Dziadek przebudza się, następny kęs , i lulu.

Pokrzykuje, pohukuję , widelczykiem walę w stół. Przebudza się na następny kęs.

    I tak wkoło Macieju. 

Kiedyś nawet obiecałam sobie, że pozwolę mu upaść nosem w talerz. Ale nie uchodzi starszego człowieka narazić na taką śmieszność.

Nie to nie narkolepsja. To starość i pernamentne zmęczenie. Wstaje o 6 rano , bo tak wstawał cale życie,  do 8 jest już zmęczony , bo to umyć się trzeba i ogolić. To znaczny wydatek energii.  Już w czasie śniadania jest zmęczony, bo pól nocy posypiał nad gazeta, która pilnie czytał.

Na nic moje nocne upominania , że do łóżka już czas. Że noc.

Zawsze wzrokiem zahaczy, a to o gazetkę , a to o kopertkę z korespondencją lub jakiś inny karteluszek. I zaczyna się od nowa. Kiedy wreszcie idzie do łóżka jest na wpół pijany ze zmęczenia . Dociera wreszcie by się położyć, a potem pilnie  o 6 rano wstać, by cały dzień  nadrabiać brak  snu.

 Tak wiec pewnie oboje dotrwamy do dnia ostatecznego, on walcząc ze snem, a ja ucząc się akceptacji nieuniknionego.

 

Denerwuje się przy jedzeniu z dziadkami. Moimi podopiecznymi.

Koncert mlaskania, siorbania ,mamlenia . Jedzenie rośnie mi w buzi.231_1302009745
Dziadek na koniec obiadu popija wodą czy kompotem posiłek. I…… koncertowo , głośno płucze zęby a potem przełyka. Brrrr

Na nic zdają się uwagi. A na pytanie , dlaczego je cicho w gościach , lub przy gościach, z niewinnym zdziwieniem odpowiada , no przecież jestem kulturalnym człowiekiem….. po czym dzielnie mlaska dalej……

Babcia zaś dłubie w nosie , a to co udłubie uklei w kulkę i buch na podłogę. Dyskretnie , a jakże.

A ja dzielnie wkładam rękawiczki jednorazowe do sprzątania, bo gdyby mi taka kulka przylepiła się do dłoni…..

No, lepiej nie przewidywać jak bym zareagowała. Żołądek  mam odporny , ale nie aż tak…..

Podobno każdy z nas ma swoje śmiesznostki i grzeszki na sumieniu.  Ja pewnie też. Jednak jedno jest pewne nie mlaskam i nie dłubię w nosie. A co….!!!!!


  • RSS