Śmiesznostek ciąg dalszy.

Dziadek posypia, wszędzie o każdej porze. Ożywia się jedynie  jak telefon dzwoni i kiedy poczta przychodzi, wszak on pierwszy biuralista w De.65777beb673f981140f5483f73ae4638,10,1

Posypia i śpi całkiem twardo. Najlepiej przy stole, nad rozłożoną gazetą lub też w trakcie jedzenia.

Gazetka rozłożona , dziadek pilnie śledzi wiadomości , wprawdzie tylko lokalne, wszak kulturalny człowiek jest , i główka mu opada to na lewa to na prawa stronę. Jak główką kiwnie się mocniej , przebudza się , by  przeczytać  jedno słowo , i główka kiwa się  w dół.

Czasem usypia na stole z nosem w gazecie.

Jemy posiłek . Obiadek. Talerze stoją ładnie z nich zmiatamy aż tu bach, widelec upada. Dziadek przebudza się, następny kęs , i lulu.

Pokrzykuje, pohukuję , widelczykiem walę w stół. Przebudza się na następny kęs.

    I tak wkoło Macieju. 

Kiedyś nawet obiecałam sobie, że pozwolę mu upaść nosem w talerz. Ale nie uchodzi starszego człowieka narazić na taką śmieszność.

Nie to nie narkolepsja. To starość i pernamentne zmęczenie. Wstaje o 6 rano , bo tak wstawał cale życie,  do 8 jest już zmęczony , bo to umyć się trzeba i ogolić. To znaczny wydatek energii.  Już w czasie śniadania jest zmęczony, bo pól nocy posypiał nad gazeta, która pilnie czytał.

Na nic moje nocne upominania , że do łóżka już czas. Że noc.

Zawsze wzrokiem zahaczy, a to o gazetkę , a to o kopertkę z korespondencją lub jakiś inny karteluszek. I zaczyna się od nowa. Kiedy wreszcie idzie do łóżka jest na wpół pijany ze zmęczenia . Dociera wreszcie by się położyć, a potem pilnie  o 6 rano wstać, by cały dzień  nadrabiać brak  snu.

 Tak wiec pewnie oboje dotrwamy do dnia ostatecznego, on walcząc ze snem, a ja ucząc się akceptacji nieuniknionego.