Moim ulubionym sklepem w Hanowerze jest Primark. Może dlatego , że dużo tu ciuchów z angielskiego Atmosfere , który przystaje do polskiej estetyki.
Tak jakoś jest , że w hannowerskich sklepach , na gównym deptaku, gdzie najwięcej jest sieciówek. 90 procent spacerujących i buszujących po sklepach to cudzoziemcy. Czasem i jezyk polski sie trafi , ale najwięcej jest Turczynek otoczonych gromadą dzieci i koniecznie z jednym w wózku. Czasem chodzą grupami, jeśli to same kobiety , lub w towarzystwie mężów, którzy mają ostateczny głos w tym co jest ładne, fajne i co zakupią .
Udałam się wiec do Primarku by jak zwykle zajrzeć do działu dziecięcego , bo lubię Zuzance kupować ciuchy. Sprawia mi to wielką radość. Szkoda tylko , że moja córka, kiedy przyjeżdżam obładowana jak wielbłąd nawet już cieszyć się nie umie….bo to takie oczywiste ze dam prezenty ile tylko mogę.
Ostatnio jednak mało rzeczy udało mi się upolować. Wyraźnie Primark skręca w kierunku najliczniejszej grupy kupujących tj turczynek. Długie kiecki do ziemi, chusty , kolory nie te, inna estetyka. Coraz mniej fajnych rzeczy do wyłowienia. Nie ma na czyn oka zawiesić.
Trudno . KLIENT NASZ PAN , a markietingowcy liczę pieniadze dla korporacji bacznie obserwując grupy kupujących tzn dających dochód.

Znów zwycięża pieniądz , ten wszechwładny Pan Świata