Wpisy z tagiem: blogowanie

Primark

Brak komentarzy

Moim ulubionym sklepem w Hanowerze jest Primark. Może dlatego , że dużo tu ciuchów z angielskiego Atmosfere , który przystaje do polskiej estetyki.
Tak jakoś jest , że w hannowerskich sklepach , na gównym deptaku, gdzie najwięcej jest sieciówek. 90 procent spacerujących i buszujących po sklepach to cudzoziemcy. Czasem i jezyk polski sie trafi , ale najwięcej jest Turczynek otoczonych gromadą dzieci i koniecznie z jednym w wózku. Czasem chodzą grupami, jeśli to same kobiety , lub w towarzystwie mężów, którzy mają ostateczny głos w tym co jest ładne, fajne i co zakupią .
Udałam się wiec do Primarku by jak zwykle zajrzeć do działu dziecięcego , bo lubię Zuzance kupować ciuchy. Sprawia mi to wielką radość. Szkoda tylko , że moja córka, kiedy przyjeżdżam obładowana jak wielbłąd nawet już cieszyć się nie umie….bo to takie oczywiste ze dam prezenty ile tylko mogę.
Ostatnio jednak mało rzeczy udało mi się upolować. Wyraźnie Primark skręca w kierunku najliczniejszej grupy kupujących tj turczynek. Długie kiecki do ziemi, chusty , kolory nie te, inna estetyka. Coraz mniej fajnych rzeczy do wyłowienia. Nie ma na czyn oka zawiesić.
Trudno . KLIENT NASZ PAN , a markietingowcy liczę pieniadze dla korporacji bacznie obserwując grupy kupujących tzn dających dochód.

Znów zwycięża pieniądz , ten wszechwładny Pan Świata

215Dziadkowi cały czas u nosa dynda kropla. Pól biedy , kiedy o tym tylko wiem a nie widzę.

A widzę często,  razem jemy posiłki.  

Do codziennego repertuaru przy stole , prócz permanentnego wybudzania dołączam moje zniecierpliwione pohukiwania. Nase schnoizen !!!!! wischen Sie Ihre Nase!!!!!

I ciągła walkę o zmianę chusteczek na czyste. Bo po co, jest tylko wygnieciona , ale sucha.

Nie ważne , że te smarki tam już są, że to obrzydliwe, czego dziadek nie rozumie, że to wylęgarnia wszelkiej maści bakterii.  Ze to nieestetyczne……

Próba nauczenia korzystania z chusteczek jednorazowych spaliła na panewce. Bo …. chusteczki trzeba kupować, więc kosztują . Tak jak by nie kosztowało ich pranie i prasowanie.

Ot starość…….

Coraz częściej mówi się ,ze Polacy obierają nowy kierunek emigracji za zachodnia granicę , do Niemiec. Przyjechałam, zobaczyłam, zostaję , taki tytuł nosi jeden z artykułów  w Na Temat, o nowym kierunku emigracji.

Żyję już tu troszkę, jakby na obrzeżach prawdziwego życia. Jako opiekunka starszych osób w pewien specyficzny sposób, zamknięta w małym światku domu staruszków , nie pozbawiona jednak drobnych przyjemności i wolnego czasu.

Związek Rolników zorganizował dni otwarte w okolicznych gospodarstwach rolnych. Niby nic takiego, gospodarstwa rodzinne prowadzące rożne rodzaje działalności rolniczej, za to cały przekrój.  W jednym dniu można było odwiedzić i zapoznać się z produkcja mleka, hodowlą świń i kurczaków. Obejrzeć gospodarstwo specjalizujące się w uprawie ziemniaka, uprawy warzyw czy odwiedzić fanatyka starych maszyn rolniczych,oraz zapoznać si z produkcja bio gazu. Wszystkie gospodarstwa zlokalizowane w niewielkim okręgu , tak , że w jeden dzień można wszystko zobaczyć.

wstep

Niemcy są fanatykami aktywnego wypoczynku, więc gremialnie wyruszyli na zwiedzanie. Całe rodziny na rowerach, rodzice z dziećmi, starsi i najstarsi. Kto nie czuł się na siłach to samochodem lub młodsi fanatycy motorów na swoich dwuśladach.

rowery

Dla dzieci  to lekcja, że mleko nie pochodzi z półki  w supermarkecie  ale od krowy. Jak wygląda krowa, jak ciele i świnia, skąd się biorą ziemniaki. Namacalnie , nie z obrazka.

Każde z gospodarstw przygotowało sie na przyjecie tłumów organizując przewodników, najczęściej członków rodziny i młodych wolontariuszy gotowych na udzielenie odpowiedzi na każde pytanie, organizując poczęstunek w ramach własnych możliwości, lub udostępniając miejsce dla rożnego rodzaju przewoźnej gastronomii, bo jak to w Niemczech bywa jak nie ma bratwurstu i piwa to impreza nie odbyła się. Zwiedzanie zwiedzaniem , ale piwo z kiełbasa musi być.

Schowek

drugie

  I już teraz wcale mnie nie dziwi, że na pólkach w supermarketach stoi  Deutsche Butter, Deutsche Milsch, czy Deutsche Kartofell, i ludzie chętnie po nie siegają , nie tylko ze względu na cenę , ale z wewnętrznego przekonania , że są nasze – niemieckie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Organizacja pochówku w Niemczech wcale tania nie jest. Kosztuje i to sporo.  Co powiecie na 5000 do 10000 euro?

Tu żaden organ emerytalny nie wypłaca zasiłków pogrzebowych , więc wszystko w rękach i portfelach rodziny.

Cmentarze parafialne są drogie, utrzymanie miejsca pochówku też, wiec coraz częściej Niemcy szukają alternatywnego, tańszego wyjścia.tablica

W lasach powstały leśne cmentarze, tańsze i zgodnie z duchem narodu ekologiczne, ale też i wygodniejsze , bo nie wymagają pracy, odwiedzania ,pielęgnowania mogiły. Często też pochówki w lasach organizowane są przez rodziny , które mieszkają daleko od miejsca pochówku i nie maja możliwości czy też chęci  zajmować się mogiłą

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o leśnych cmentarzach pomyślałam, las, kamyczek i natura i zapomnienie.

Przypadkiem trafiłam na taki leśny cmentarzyk w okolicach  Wennigser , i mile byłam zaskoczona.

Wśród lasów na polance  niewielkie , acz zadbane miejsce.

Wszystko co potrzeba, miejsce , cisza,  a także kaplica mała kapliczka , a raczej Dom pogrzebowy,  by na miejscu zorganizować uroczystość ostatniego pożegnania.widok

 

 

Cisza i spokój, ptaszki śpiewają, a wokół las…

 kwatera

 

Puf co to jest ????

Brak komentarzy

Od czasu do czasu wybieram się z podopiecznymi do ich rodziny zamieszkałej w okolicach Celle.  Landstrase , czyli droga krajowa biegnie przez piękne lasy.

Gdzieniegdzie stoją w przesiekach lasów nie pierwszej młodości  wozy kempingowe . Czasem przejeżdżając widziałam , że kabina oświetlona jest lampkami choinkowymi. Czasem mignęła mi dziewczyna siedząca w  tak oświetlonej kabinie.puf

Pytałam wielokrotnie babcie , ilekroć jechaliśmy tą drogą co to jest. Babcia z niezmierzonym spokojem odpowiada Puf. Jak babcia nie chce  czegoś powiedzieć , to udziela właśnie takiej kategorycznej , krótkiej informacji i nie sposób się więcej dowiedzieć.

No ok,  ale co to jest. Puf to Puf , i  już.

Pewnego tez razu cudem dziadek nie spał , i jak to on, zaczyna opowiadać  co to jest.

Znacie pewnie w polskich dróg widoczek ,  stojących lub spokojnie spacerujących  w leśnych duktach  dziewczyn  w króciutkich spódniczkach.  Czekają na klienta ……

Nigdy specjalnie nie rozważałam jak one  to robią , bo i po co. Stoją , załatwiają sprawę z napalonym gościem , i czekają na następnego.puf 1

A tu….. mamy Puf.

No PEŁEN KOMFORT !!!!!  

Nie dość  ze dzieweczki czekają z utęsknieniem , to użytkownik na wygodę , bo na łóżku w przyczepie sprawę załatwi …..

Ach ten wspaniały zachód !!!!!!  Nawet przydrożne k….  mają lepsze warunki pracy

 

Wędrując uliczkami Barsinghausen oglądam świat. Szaro buro,  ni to wiosna , ni to zima. Ludzi jak na lekarstwo bo wiatr dokucza i pogoda nijaka.

W miejskim bruku złocą się płytki .  barsingTakie inne od bruku , że przyciągnęły moja uwagę. I warto było.

Niemcy na swój sposób rozliczają się z przeszłością.

Tu mieszkali żydzi, a płytki zaznaczają , że tu z tego miasta , z tego miejsca odeszli….

elisejosefrosalierosalie2sallyselnaTreblinka, Warszawa,

 

 

Mińsk, Auschtz

                                                                                                                                           Taki los ich spotkał…..

 

 

A teraz, tylko w miejskim bruku złote kostki.

Tutaj w De przebiegały jakby spokojniej.

Oglądam Polską TV i tam istne szaleństwo, spoty , reklamy, dyskusje mądrych głów.  Którą stację włączysz , tam bicie piany. Bilbordy ogromniaste gdzie się da. Z każdego kata spoglądają na nas najmądrzejsze w kraju głowy, mające niezawodne recepty na szczęśliwość ogólna. Dzień wyborczy to relacje, relacje, liczenie słupków…..

Tu spokojnie. Trochę plakatów z wizerunkami kandydatów, marnej zresztą jakości, parę przypomnień w tv.wyb

wyb2

Moi znajomi starszawi są. Więc na wybory do lokalu wyborczego nie wybrali by się. Za dużo fatygi. Po uprzednim zgłoszeniu telefonicznym, nie osobistym z tysiącem dokumentów potwierdzającymi tożsamość, dostali do domu grubaśne koperty z kartami do głosowania, wyraźną instrukcją i kopertą zwrotną , co ważne bezpłatną wysyłką. Na każdej kopercie wpisany był indywidualny numer wyborcy bez nazwiska i adresu.karty A że do skrzynki pocztowej daleko, wiec po prostu włożyliśmy koperty z kartami do głosowanie do domowej skrzynki pocztowej z prośba do pana listonosza o wzięcie  korespondencji ze soba i już. Już widzę polskiego listonosza jak odbiera  korespondencje do wysyłki :oops:

dziadki

Zasiedli w kuchni i pracowicie czytali  instrukcje, potem obejrzeli karty do głosowania, które z namaszczeniem wypełnili i już.

 

Pamiątka rodzinna

Brak komentarzy

Magdalene odwiedza moja babcie, którą opiekuję się w miarę regularnie.

Wielka kobieta, sterana życiem, a jednak uśmiechnięta i naiwnie radosna. Koleżanka mojej babci z  młodości, wydała się za maż  w jednej koszulinie za dziedzica gospodarstwa rolnego. Duża rzecz.

Odpracowała  ten awans wielokrotnie , bo nie dość ze nic nie miała , to jeszcze choleryka dostała, a do tego skąpego i złośliwego, który nigdy nie zapomniał ze posagu nie miała. No bo jak miała mieć , kiedy dzieckiem będąc wypiastowała jako najstarsza 12 rodzeństwa. No może nie cała dwunastkę , bo pewnie za mala była by tak od razu pracować.  Nie mniej jednak, od najwcześniejszych lat pomagała matce jak mogla i umiała w prowadzeniu domu i opiece nad licznym rodzeństwem. Magdalene ma ręce wielkie jak bochny chleba i spracowane, bo los tak dał.

Często rozmowa zbacza na ważne dla starszych tematy. kto żyje , jak żyje  i wreszcie kto zmarł. Omawiane są losy wszystkich znajomych ich dzieci i wnuków.

Magdalene często wspomina swe młode lata jak to opiekowała się rodzeństwem. Wspomniała też , że jej siostra szuka medalu matki , i lekkim zawstydzonym chichem  wyznała że ona go ma.

Jaki medal???? pytam z zainteresowaniem. Oj przywiozę następnym razem… i przywiozła  KRZYŻ MATKI  nadany jej matce przez wodza III Rzeszy Adolfa Hitlera.

 

 

 

 

 

 

 

Krzyż ten jej matka otrzymała po urodzeniu siódmego syna.

 

 

 

 

 

Za Wikipedią

Krzyż Matki (pełna nazwa niem. Ehrenkreuz der Deutschen Mutterpol. Krzyż Honoru Niemieckiej Matki, w skrócie Mutterkreuz) – order w formie krzyża ustanowiony przez Hitlera 16 grudnia 1938 w drodze rozporządzenia.

Przyznawany był wielodzietnym matkom w 3 klasach: złotej, srebrnej i brązowej.

  • Mutterkreuz in Bronze (Brązowy Krzyż Matki) – za 4-5 dzieci
  • Mutterkreuz in Silber (Srebrny Krzyż Matki) – za 6-7 dzieci
  • Mutterkreuz in Gold (Złoty Krzyż Matki) – za 8 i więcej dzieci

Odznaczenie nadawano w ramach tzw. „Wojny urodzeń” („Geburtenkrieg”). Otrzymać go mogły tylko określone kobiety (spełniające m.in. kryteria rasowe). Z góry wykluczone były matki „aspołeczne”, jak również „rasowo” lub „umysłowo małowartościowe”.

Magdalene jednak powiedziała mi , że krzyż ten dawano tylko po urodzeniu stosownej ilości synów. Nie wiem więc, jaka jest historyczna prawda. Taka wersję nadania krzyża ,  tj. że nadawany był za urodzenie  synów, podała Magdalene, której dobre pochodzenie rasowe  nie ulega wątpliwości .

Pocztowe perypetie

Brak komentarzy

W marcu wysłałam do mojej córki i mojej przyjaciółki do Australii listy, takie po kilogramie. Właściwie były to małe paczuszki, ale w kopertach z bąbelkami.

Bardzo starałam się, by dotarły przed świętami wielkanocnymi , bo w liście do córki wysłałam trochę wielkanocnych dekoracji, których brak w Australii, trochę leków,i jakieś tam duperele, żeby dzieciaki poczuły się jak w Ojczyźnie. Taka małą namiastkę domu. Nic specjalnego, ot mama wysłała, pamiętała. Do przyjaciółki wysłałam upragnioną formę do pierogów, bo lepienia pierogów fanką jest, i kartki świąteczne do australijskich znajomych wraz z drobnymi upominkami. Malutkimi ,bo cóż można zmieścić w paczce w kształcie listu i to jeszcze do 1 kilograma.

Moje listo-paczki zatoczyły krąg. Właśnie odebrałam je z powrotem tu w Niemczech. Dotarły do Australii, i wróciły.

Jedna źle zaadresowałam, a drugą zaadresowałam tak jak poprzednie ,ale widać nie dość czytelnie dla australijskiego listonosza. Tak jakby czytać nie umiał. Na liście wyraźnie stoi numer mieszkania, ale nie doczytał i paczka wróciła.

Jest już lipiec. Od polowy marca paczki krążyły po świecie.

A ileż to nagadałyśmy się , że złodzieje, że to okradli , że pewnie w Niemczech, a może w Australii. Było toczenia piany, oj było……

A Australijczycy to nawet jedną z kopert w folię zapakowali , bo koperta cosik rwała się, i nawet 15 dolarów które włożyłam , bo zostały z pobytu ,wróciły.

Ha i jak tu nie wierzyć w dobre ludzkie chęci.

Jutro przepakowane wysyłam listem poleconym.

Uważnie napiszę adresy i na pewno dojdą !!!!!!!

Mandat z fotoradaru

Brak komentarzy

No i doczekałam się.

Poczta przyszła jak zwykle. Jak zwykle dziadek Frydrich z pietyzmem zasiadł do jej otwierania, otoczony wszelkimi potrzebnymi akcesoriami. Nóż do rozcinania kopert,długopis i ze trzy notatniki. Na każdej kopercie z pietyzmem wypisuje datę , po czym otwiera list, wpisuje datę na liście,i uważnie czyta.

Czyta raz, po czym drugi , by z filuternym uśmiechem podać mi pismo.

Patrzę i widzę swój bild  za kierownicą. Prędkość przekroczona o 7 km/h. 15 euro mandatu, i nie ma zmiłuj się.

No cóż, zapłaciłam. I byłam zła, bo dziadek mnie popędzał i denerwował się, że jadę za wolno. I kto zapłacił???

Kierowca. No jasne, że ja prowadziłam, ale czuję jakąś taką niesprawiedliwość , bo popędzał, pojękiwał ,że nie zdążymy na urodzinowy obiad u szwagierki.

A ja głupia stara mogłam nie słuchać , ale te wieczne narzekania strasznie mnie stresują i chciałam już jak najszybciej być u celu.

Zresztą dziwna sytuacja była, bo dziadek chciał zapłacić ten mandat , ale babcia na moją propozycję , że zapłacę, nie powiedziała nie , ale cała swą postawą określiła swoje stanowisko.

A co tam , 15 euro nie majątek,a jednak szkoda.


  • RSS