Nie znam danych jaka kubatura,ilu podróżnych w ciągu doby, godziny. Wielkość?  Średniego miasteczka. Poziomy 2 , w porywach 3. 20 peronów wzdłuż promenady, zjazdy do metra.Tysiące sklepików,kawiarenek, sklepów. Nie musisz wychodzić na zewnątrz, by zaspokoić wszystkie potrzeby. Szum , ruch pospiech

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

… a że Matrix. A jakże. Tym razem bez ilustracji foto, bo chyba bym nie wyszła  żywa. Noc. Czekam na autobus do Polski. Życzliwa prawie Polka poradziła mi , żebym nie czekała na autobus na przystanku , bo nie wiadomo co się może wydarzyć. Zlekceważyłam, ale potem w te pędy wracałam na dworzec, wcale nie bezpieczniejszy, ale przynajmniej oświetlony. Matrix w w nocy zmienia oblicze. Już nie ma policji, spieszących podróżnych,otwartych promenadowych sklepików, przyjaznych podróżnych.Teraz są wałęsające się bandy wyrostków. Napite, naćpane, hałaśliwe, nieobliczalne i pewne swej siły. Prostytutki w niebotycznych obcasach, napici bezdomni  żebrzący o euro na następne piwo czy flachę.  Pachnie gandzią i wiszącą grandą w powietrzu. Znów szum i ruch , ale w innym wymiarze. A w tym wszystkim ja, jedyna dorosła osoba z góra bagażu jak na zmiłowanie czekająca na swój autobus. Ale zanim do niego dobrnę przejdę  , ciemnym placem, obok równie odrealnionych  gości pobliskiej dyskoteki. Wrzaski , trzask tłuczonego szkła i nareszcie siedzę w autobusie.

Nigdy więcej  Hanoweru nocą