Wpisy z tagiem: kobiety

Pamiątka rodzinna

Brak komentarzy

Magdalene odwiedza moja babcie, którą opiekuję się w miarę regularnie.

Wielka kobieta, sterana życiem, a jednak uśmiechnięta i naiwnie radosna. Koleżanka mojej babci z  młodości, wydała się za maż  w jednej koszulinie za dziedzica gospodarstwa rolnego. Duża rzecz.

Odpracowała  ten awans wielokrotnie , bo nie dość ze nic nie miała , to jeszcze choleryka dostała, a do tego skąpego i złośliwego, który nigdy nie zapomniał ze posagu nie miała. No bo jak miała mieć , kiedy dzieckiem będąc wypiastowała jako najstarsza 12 rodzeństwa. No może nie cała dwunastkę , bo pewnie za mala była by tak od razu pracować.  Nie mniej jednak, od najwcześniejszych lat pomagała matce jak mogla i umiała w prowadzeniu domu i opiece nad licznym rodzeństwem. Magdalene ma ręce wielkie jak bochny chleba i spracowane, bo los tak dał.

Często rozmowa zbacza na ważne dla starszych tematy. kto żyje , jak żyje  i wreszcie kto zmarł. Omawiane są losy wszystkich znajomych ich dzieci i wnuków.

Magdalene często wspomina swe młode lata jak to opiekowała się rodzeństwem. Wspomniała też , że jej siostra szuka medalu matki , i lekkim zawstydzonym chichem  wyznała że ona go ma.

Jaki medal???? pytam z zainteresowaniem. Oj przywiozę następnym razem… i przywiozła  KRZYŻ MATKI  nadany jej matce przez wodza III Rzeszy Adolfa Hitlera.

 

 

 

 

 

 

 

Krzyż ten jej matka otrzymała po urodzeniu siódmego syna.

 

 

 

 

 

Za Wikipedią

Krzyż Matki (pełna nazwa niem. Ehrenkreuz der Deutschen Mutterpol. Krzyż Honoru Niemieckiej Matki, w skrócie Mutterkreuz) – order w formie krzyża ustanowiony przez Hitlera 16 grudnia 1938 w drodze rozporządzenia.

Przyznawany był wielodzietnym matkom w 3 klasach: złotej, srebrnej i brązowej.

  • Mutterkreuz in Bronze (Brązowy Krzyż Matki) – za 4-5 dzieci
  • Mutterkreuz in Silber (Srebrny Krzyż Matki) – za 6-7 dzieci
  • Mutterkreuz in Gold (Złoty Krzyż Matki) – za 8 i więcej dzieci

Odznaczenie nadawano w ramach tzw. „Wojny urodzeń” („Geburtenkrieg”). Otrzymać go mogły tylko określone kobiety (spełniające m.in. kryteria rasowe). Z góry wykluczone były matki „aspołeczne”, jak również „rasowo” lub „umysłowo małowartościowe”.

Magdalene jednak powiedziała mi , że krzyż ten dawano tylko po urodzeniu stosownej ilości synów. Nie wiem więc, jaka jest historyczna prawda. Taka wersję nadania krzyża ,  tj. że nadawany był za urodzenie  synów, podała Magdalene, której dobre pochodzenie rasowe  nie ulega wątpliwości .

Zazdrosnikom w odpowiedzi

Brak komentarzy

Wszystkim zazdroszczącym kasy , a tych jest nie mało, informuje , że na każdego centa Polska opiekunka zasłużyła podwójnie.

Fakt dostajemy kasę , ale płacimy tęsknota za rodziną, polskim niebem i ubezwłasnowolnieniem. Bo prace przy opiece w dużej części na tym również polega.

Pewnie czytelnikom wydaję się , że słowo ubezwłasnowolnienie użyłam na wyrost. Otóż nie. W pracy nad opieką oddajesz się całkowicie. Pracujesz 24 godziny na dobę , nie jesteś panem siebie. Wszystko zależy od innych,i od warunków w jaki się znajdziesz.

Napisałam 24 godziny na dobę , bo często tak jest. Nie dość, że jesteś cały dzień do dyspozycji , to często zdarza się i tak, że musisz po wielokroć wstawać w nocy do staruszka. Niby w ciągu dnia masz  z reguły dwu godzinna przerwę , ale nie czarujmy się , ta przerwa potrzebna jest nie Wam , a staruszkowi na poobiednią drzemkę. Wiele Pań wykorzystuje ten czas na  robienie zakupów bo jest to jedyny możliwy czas , by w miarę spokojnie zaopatrzyć dom. W miarę , bo zawsze musisz zdążyć na czas , więc nawet stojąc w przydługiej kolejce do kasy denerwujesz się. Denerwujesz się , czy Twój podopieczny dalej bezpiecznie przebywa  w łóżku czy fotelu gdzie go ulokowałaś , denerwujesz się , bo nie wiesz jakie niespodzianki czekają cie po powrocie do domu.

Generalnie jest tak, że rodzina wynajmując cię do pracy , składa na Twoje barki absolutnie wszystko. Przebywasz więc z chorym i starym człowiekiem najczęściej sama w domu  i jesteś za niego odpowiedzialna.

Najczęściej są to schorowani ludzie i nie można ich zostawić nawet na chwilkę. Więc gotujesz , sprzątasz dom i jesteś na każde skinienie. Pół biedy gdy podopieczny jest na tyle sprawny , że możesz wyjść z nim na spacer, czy na zakupy. Osoby leżące też nie stanowią większego zagrożenia same dla siebie. Najtrudniej jest z demencjami i otępieniami starczymi. W różnych fazach demencja rożnie się objawia. Wielokrotnie osoby dotknięte tą chorobą bywają agresywne i histeryczne. Dotyczy to szczególnie tych osób, które są w początkowej fazie choroby, kiedy to czasami zdają sobie sprawę z tego ,że coś nie jest w porządku , ale nie umieją zdefiniować co. Są więc niespokojne ,często napastliwe i złośliwe.Sytuację jeszcze pogarsza Twoja obecność, bo nie rozumieją kim jest ten obcy człowiek w ich domu, co robi w jego kuchni, dlaczego otwiera szuflady itd.

A większość Pań zatrudnionych jest przez agencje pracuje w systemie 6 czy 8 tygodniowym . Ciągła zmiana opiekunek dla osób dotkniętych demencją wprawia je w  jeszcze większe zamieszanie. Ledwie zdążą się przyzwyczaić do jednej osoby , a już przychodzi inna.Najlepszym rozwiązaniem byłoby zatrudnienie 2 opiekunek pracujących na zmiany , ale tak się najczęściej nie dzieje.

Jesteś więc w obcym domu. Nie zależy od Ciebie nic. Nic do Ciebie nie należy. Nie przysiądziesz żeby napić sie herbaty i przejrzeć gazetę , nie włączysz radia ze swoją stacją czy muzyką , nie obejrzysz nie swojego telewizora , a już na pewno nie polskiej stacji, nie wyciągniesz się na sofie , bo dziś nie masz weny. Nie poczytasz , bo prostu jak nie wzięłaś ze sobą odpowiednio dużego zapasu książek czy prasy, to nie masz. Nie  zadzwonisz do koleżanki, nikt do Ciebie nie wpadnie.Nie pogadasz. Jesteś sama.

Kiedy pracujesz z kobietą, ta często nerwowo reaguje na każde stukniecie talerzyka czy szuflady. Boi  się ze pobijesz i zniszczysz , często napomina Cię żebyś uważała. Najgorsze skorupy nabierają milionowych wartości w oczach  właścicielki. Może okazać się , że źle pierzesz, czy prasujesz , czy co tam jeszcze robisz w domu, bo wykonujesz te czynności nie tak jak były wykonywane przez całe życie. To wszystko sprawia , że denerwujesz się i często z tego powodu stajesz się niezgraba i wszystko leci Ci z rąk. Bo ile można wytrzymać permanentną inwigilację.

Praca z mężczyzną o tyle , z reguły  jest  łatwiejszą , że nie wtrąca się w prace domowe, ale w 99 na 100 przypadków spotkasz się z erotycznymi sygnałami, czy wręcz z propozycjami. A to Ci w dekolt zajrzy , a to klepnie w pupie, a popatrzy w oczy, czy wręcz zaproponuje sex.

Śmiertelnie się nudząc, grasz w jakieś gry, czy oddajesz się innym równie nudnym zajęciom by staruszkom jakoś zapełnić czas.

Czasem zajmujesz się parą , chociaż w kontrakcie masz jedna osobę. Bo niby to jest prawda. Jedna osoba chora, która wymaga opieki i jej współmałżonek , któremu też musisz podać posiłki , oprać i wykonać tysiące czynności które związane są z obecnością tej drugiej osoby.

I dźwigasz. Dźwigasz , bo na wózek inwalidzki trzeba posadzić , podnieść z łózka. Podtrzymać, podprowadzić. Schylasz się by podać , podnosisz na klopa, ściągasz z klopa. Wycierasz tyłki. Zmieniasz pampersy. Dźwigasz do wanny czy prysznica. Kręgosłup Ci nawala, stawy w rekach wyskakują.

I jeszcze wąchasz. No bo co górą wchodzi , przetworzone dołem wyjść musi.

Tak wiec nie ma czego zazdrościć.A raczej  współczuć ,

że tylko w ten sposób możemy sobie i naszym rodzinom zapewnić byt.

No cóż kobietki. Pracowite jak pszczółki jesteśmy

…. ale jak to Polskie Baby , nic nas nie zmorze.

Damy radę     BuziakNiewinna minaŚmiech

Dobra wiadomość. Dopiero była obrona , a już córcia znalazła pracę nawet specjalnie nie zabiegając o nią.Właściwie praca sama weszła jej w ręce.

W rodzinnej przychodni spotkała starszą od siebie pielęgniarkę , która robiła studia uzupełniające na tej samej uczelni i po prostu zapytała czy nie poszukują kogoś do pracy. A jakże . Poszukują. Szybko napisane CV  nawet bez listu motywacyjnego trafiło na właściwe biurko i już ! Praca jest.

Co prawda jako świeżo upieczona absolwentka na razie idzie na staż, ale zaraz potem zatrudnią ja na etat.

To się nazywa szczęścieUśmiech

Poprzez swoja starsza córkę uczestniczę z daleka w życiu jej znajomych. Opowieść  ta budowana jest z ich relacji , a nie osobistego uczestnictwa. Na pewno mocno zindywidualizowana  przez relacje, ale….

Było sobie pięciu chłopaków na łódzkim osiedlu. Rośli razem od piaskownicy. Razem w przedszkolu, razem w podstawówce . Potem wybrali rożne szkoły średnie i rożne studia. Ich drogi ciut się rozeszły , ale byli zawsze zgraną paczką i taką pozostali. Dzisiaj już 30 latkowie utrzymują kontakt może nie ożywiony , codzienny , bo ich życiowe drogi po całym kraju , a jednego w świat zaniosły. Nie mniej jednak kontakt  trzymają , a kiedy tylko wiatry zawieją  ich do rodzinnego miasta , zawsze się spotykają.

W końcu ubiegłego roku , jeden z nich , nazwijmy go Marek, zaczął niedomagać. Bóle głowy nasilały się. Z początku rzecz lekceważona wreszcie zaprowadziła go do lekarza. Szybko zdiagnozowany. Wiadomość okrutna. Glejak. Jakimś cudem udało się bez specjalnych protekcji tuż przed Świętami Bożego Narodzenia przeprowadzić operację w jednym z warszawskich szpitali. Zarówno przed samą operacją jak i w czasie wcześniejszych konsultacji Marek pomieszkiwał u moich bliskich w Warszawie.

Nie wiem , czy rozmawiali o życiu i śmieci. Nie wiem jak przebiegał ostatni wieczór przed operacją w ich domu. O czym rozmawiała ta trójka udając , że nie jutro  skalpel będzie w głowie jednego z nich , że może przeżyje a możne nie, czy będzie widział, mówił,  chodził? Jakie myśli i lęki skrywali głęboko?

Operacja udała się. Nic złego się nie zdarzyło. Chłopaki z paczki spontanicznie zrzucili się , co który miał i mógł. Akurat starczyło na złożenie spermy w Banku spermy i jej przechowywanie przez rok, by kiedyś ewentualnie dziecię począć własnej krwi i kości. Zaraz  też zaordynowano chemię. Ma silny organizm. Chemie przeszedł bez zwykłych u innych komplikacji. Nawet czupryna została.

Kilka dni temu miał rezonans magnetyczny, by potwierdzić skuteczność leczenia , wykluczyć przerzuty. Marek czuje się dobrze. Ośmiela się więc planować życie. Tuż przed rezonansem powierzył swemu przyjacielowi postanowienie. Jeśli wszystko będzie dobrze , oświadczę się. Dziewczyna, dzielnie trwała przy jego boku w czasie choroby. Sekunduje mu caly czas.

To pięknie,że nie opuściła go w trudnej sytuacji. Choć jego reakcja na wieść o chorobie była typowa. Rozstajemy się, nie chce cię widzieć.  Kobieta przetrzymała strach, odrzucenie i wrogość. Była i jest.

I tylko mnie , na wieść o zamierzonych oświadczynach ścisnęło mi się serce. Ze strachu. Z żalu. Z niepewności nad losami tych młodych ludzi.

Żadna decyzja nie jest dobra. Przyjmie oświadczyny, wybierze niepewna przyszłość. Czy Marek dożyje późnej starości , czy będą wychowywać swe dzieci razem ? Wielka niewiadoma…

Odrzuci go , to zada mu śmiertelna ranę, bo uwierzył jej, że go kocha. Że jest to Kobieta na niepogodę…

…a ja co myślę? Gdybym była matką chłopaka skakałabym z radości ze taka perła  mu sie trafiła. Ale gdybym matkowała dziewczynie targały by mną wielkie emocje. Jak doradzic córce. Jak odradzic corce. Gdzie jest granica między ludzką miłoscią i poświeceniem , a zwykłym zdrowym egoizmem?

Jakakolwiek dziewczyna podejmie decyzje, bedzie ona zła.Odrzucenie kochanego człowieka , czy byc moze samotne borykanie sie z życiem. Bo chociaz z calego serca pragnę , by młody żył w zdrowiu i szczęsciu do póznych lat , w duchu powatpiewam czy to sie uda.


Receptury i przepisy

10 komentarzy

Wczorajsza rozmowa z moja jedyną przyjaciółka stała się przyczynkiem do otworzenia nowej kategorii na blogu.                                                

Receptury i przepisy.

Nasze nocne skeypowe rozmowy, bo u niej ranek i czas na poranna kawkę , u mnie noc i ostatnie herbatka , ubogacają mnie, moje myślenie i spojrzenie na świat.

I mimo dzielącej nas międzykontynentalnej odległości i prawie 20 letniej różnicy wieku, w przyjaźni to maja druga połówka jabłka.

Receptury i przepisy to taki sobie misz masz.

Receptury , bo moja przyjaciółka ostatnimi czasy żywo zainteresowała się medycyną naturalna i cześć naszych rozmów to odgrzebywanie z pamięci wiedzy, zasłyszanych gdzieś  receptur pt. jednej pani to pomogło, i kiedyś tak lekceważonej przeze mnie wiedzy i zainteresowań mojej mamy, która rodzinnie po cichu traktowana z pewnym lekceważeniem za jej artystyczną duszę, inność i przywiezione z kresów wierzenia, bajki i metody uzdrawiania , i atmosferę lekkiego porozumienie z istotami wyższymi.

I teraz w czasie rozmów z I. wracają słowa matki jak zza mgły i okazuje się, ze była to cenna wiedza,którą w swej arogancji zgubiłam. I teraz  już u schyłku życia uświadamiam sobie jak wiele straciłam.

A że marzeniem I., które ciągle jest w fazie zamiaru, jest stworzenie zielnika i wielkiej księgi wiedzy o medycynie naturalnej, zapiszę to, o czym rozmawiamy. I choć pewnie takich zapisków w internecie jest miliony, to te , będą te jedyne , bo nasze…

o kobietach

9 komentarzy

Kobiety nie można zmienić.

Można zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia.


  • RSS