Mam 60 lat. Jestem sierotą. Od 8 lat sierotą. I nie ma prawie dnia , by chociaż przez moment nie mignęła mi jego twarz.

Im starsza jestem, tym jaśniej widzę i rozumiem jaki odcisnął na mnie znak. Nie, nie piętno, bo piętno ma ocień negatywny. Właśnie znak. Swój stempel.

Pamiętam ten straszny poranek, kiedy skończyło się moje dzieciństwo. Obudził mnie głuchy łoskot i cisza. Leniwie rozważałam czy wstać. Wewnętrzny imperatyw nakazał otworzyć oczy .. w progu pokoju leżałeś. Bezradny i cichy. Ta cisza była przerażająca. Lekarze, karetki i później trzymiesięczne czuwanie przy Twoim łóżku w odległym o 80 km szpitalu.

Rano wyprawiałam dzieci do szkoły, praca, by punkt 15 zatrzasnąc biurko i odpalić samochód. Musiałyśmy zdążyć przed 17, bo wtedy kończyły się godziny odwiedzin. Dziewczynki odrabiały lekcje na szpitalnych korytarzach siedząc na podłodze, jadałyśmy  w drodze powrotnej zakupione w przydrożnych marketach jakieś bułki i  parówki , czy co tam było. Czasami jakaś sąsiadka wyszła z garnkiem gorącej zupy poruszona naszym oddaniem. A Ty sobie spałeś i spałeś… Nie myślałam wtedy. Działałam jak automat. I nigdy mi do głowy nie przyszło , by choć raz opuścić jeden dzień.

Stawało się jasne, że kończy się dzieciństwo, że teraz ja przejmuje rolę przewodnika stada.

Później pięć lat. Nieważne że nie mówiłeś , nie chodziłeś, byleś sparaliżowany. Byłeś. Rozmawiałeś. Rozmawiałeś ze mną oczami.

Przed sobą mam czarną płytę pianina. Mam siedem lat. Panienki z dobrych domów grają na pianinie, malują, są grzeczne, ciche, nieśmiałe. Dobrze ułożone. Bębnię w te klawisze, wskazówka  zegara nad pianinem  z wolna się przesuwa. Zaraz trzecia. Wchodzisz do domu . Wyzwolenie. Już nie muszę grać. Wracasz do domu i wraca moje dzieciństwo. Wykłócasz się z mamą o moje wyjście na podwórko. Do dzieci. To takie prostackie, każdym gestem podkreśla mama, a ja o niczym innym nie marzę, by pobiegać jak inne dzieci z piłką , czy zagrać w dwa ognie. Kupujesz mi piłkę. Gumową. Odbija się wysoko. Jestem kimś. Dzieci bawią się ze mną. Do gry w palanta wybrałeś najlepiej leżący w ręce kijek. Ćwiczymy zamachy. Mało rozmawiamy. Raczej jesteśmy.To znaczy ja jestem. Grzeje się w cieple taty.

W sierpniu zaplanowałam zabezpieczyć dach garażu, może posmołować, uszczelnić pęknięcia, podciągnąć drzwi, bo się opuściły.Wreszcie wyśpię się w domu. Własnym domu.Tylko ta zdezelowana wersalka. Zawiasy się popsuły. Otwiera się na półokrągło, więc lepiej spać na połówce. A może kupić nową? Myśl dziewczyno, szepcze mi za uszami…podnieś, odkręć , sprawdź sprężynę , ewentualnie dokup nowe zawiasy.

Skąd ja to wiem ?…. Skąd wiem jak wymienić gniazdko, jak udrożnić zapchany zlew , podłączyć akumulator. Czemu wdaję się w dyskusję z majstrem , ze rurka 3/4, że trzeba zrobić obejście, że przed malowaniem ma umyć ściany , zaszpachlować , wygładzić. Skąd ja to wiem… Żaden majster mi nie straszny…. Skąd ja to wiem…

Poświeć tutaj, nie tutaj! Widzisz ? Jak ty widzisz to i ja widzę. Podaj śrubokręt, młotek, uszczelkę , próbnik, klucz 10. Niekończące się godziny domowych reperacji. Reperował wszystko. Żelazko i naszego pierwszego zółtego Moskwicza 403. Dłubał i rozkręcał, przykręcał , skrobał, dmuchał , chuchał. Znał na pamięć każdą śrubkę. Nawet nasz pierwszy telewizor, który mama wydziergała szydełkiem produkując serwetki. Metodą prób i błędów osiągał cel. Działało. A ja przestępując z nogi na nogę świeciłam latarką , podawałam narzędzia i nudziłam się jak mops. Potem pytałeś  jak byś to zrobiła ? Wykładałam swoje racje, a Ty z wilgotnymi oczami od śmiechu niezgrabnie głaskałeś mnie po głowie. I dalej majstrowaliśmy. Rzadkie to były chwile, bo panienki z dobrych domów mają grać na pianinie, deklamować wierszyki , wzdychać i być niewidoczne.

Długie miesiące byliśmy sami. Mama chorowała. Codziennie szliśmy kilometry do szpitala. Najpierw przez most na Dunajcu. Zimno i ciemno. Dmuchało. Mróz szczypał w oczy. Zawsze szedłeś tak, by mnie ochronić przed mroźnymi porywami wiatru. Czasem, kiedy wspinaliśmy się pod gorę do nowotarskiego szpitala niosłeś mnie chwilę , a wtykałam nos w cieple zagłębienie Twej szyi.

Pod mostem zakopianki rosły kaczeńce. Malutkie schodki prowadziły w dół. Zbiegałam , zbierałam kwiatki napominana by  nie wpaść w wodę i uważać na grząski grunt, a Ty sobie stałeś tam u góry i patrzyłeś. Co myślałeś? Pamiętam ten dzień. Podmokła łąka, kwiatki, słońce , nowy prochowiec i Twoja malejąca sylwetka na górze skarpy. Spacer. Jeden z niewielu.

W sierpniu  muszę ubezpieczyć samochód, zrobić przegląd. Mam nadzieję , że auto przejdzie go bezboleśnie. No i zatankować  cały bak. Oj będzie bolało.

Kiedy 30 lat temu  szukałam ratunku dla małej Nat , wpadłam na pomysł by pojechać do Centrum Zdrowia Dziecka. Tak bez skierowania. Koleżanka koleżanki dała kontakt do … koleżanki tam pracującej. Komunikat od Taty. Zbieraj się. Jedziemy. Jak  jedziemy. Benzyna na kartki , a do Warszawy  daleko. Pojechaliśmy. Nic nie mówił. Zadziałał. Obszedł zmotoryzowanych znajomych, kupował na lewo. Bak był pełny. I dzisiaj Nat ma 30 lat. Zdrowa, pełna życia , wykształcona. Szkoda ,że szczęścia szuka w świecie , bo dla mnie Polska to była dumą, matką i Ojczyzną. Pochody pierwszomajowe. Maszeruje wojsko. Łopoczą flagi, gra orkiestra. I ja dumna maszeruję z Tata za rękę. Po co słowa. Popatrz to Polska. Był czas , ze na widok biało czerwonej drżało mi serce z przejęcia. Byłam dumna zwiedzając Kraków, przerażona Oświęcimiem, wystraszona wielką Warszawą,oczarowana Gdańskiem i nadmorskimi plażami. Budowałeś tą miłość po cichu. Popatrz jak pieknie ….

Miałeś i swoje ciemne strony. Przecież byłeś człowiekiem. Wyliczać ? Po co. Wiem co mi dałeś. Klatka po klatce. We wszystkim co robię , co planuję, gdzieś jest Twoje echo. Tak jak Ty potrafiłam kochać bez pamięci, tak jak Ty równie silnie nienawidzić. Jestem gwałtowna, skora do wybuchów. Choć z wiekiem uspokoiłam się… tak jak Ty.

To dzięki Tobie okrutniku, gwałtowniku, sentymentalny głupcze sama wychowałam swoje córki. Sama ? Jakie sama. Bo chociaż dzieliło nas  dziesiat kilometrów zawsze byłeś. Pozwalałeś mi robić błędy. I to jakie!!! A Ty sobie patrzyłeś jak tonę , jak włażę coraz głębiej. I zawsze, jak topielca przy ostatnim wypłynięciu , łapałeś za włosy stawiając na twardym gruncie. Zacierałeś uciesznie ręce , bo robota wykonana. Czasem powrzeszczałeś. A jakże. Odpalałeś fiacika i tyle cię było. Radz sobie dalej sama. No … do następnego razu. Nie, nie byłam nierozsądna,roztrzepana, głupia. Byłam młoda i uczyłam się życia.Wpoiłeś mi , że ludzie są bezwzględnie dobrzy i nieraz dostałam za to po tyłku od życia. Tak się nie robi!  nauczałeś. Oj robiło się i robi. Czemu mnie oszukałeś ?

Dobry kierowca umie jeździć powoli. Uważnie wciskaj sprzęgło… a moja skrzynia biegów zgrzyta. No zgrzyta. Jak wtedy, gdy wiozłeś Floczka do szpitala , bo organizmowi zapomniało się sikać i lała się przez ręce. I tylko ta zgrzytająca  skrzynia i dzikie skoki samochodu mówiły jak jesteś zdenerwowany. A ja dalej jeżdżę  wolno i uważnie.

To wreszcie Ty pędziłeś 40 kilometrów by przywieźć małym pierwsze nowalijki. Ostrożnie w pudełeczku po zapałkach przywiozłeś 3 pierwsze poziomki. Oczy Ci wilgotniały jak opowiadałeś dzieciom, popatrzcie co dziadziuś dla was ma…To Ty byleś opoką dla małej Ew.Ty ja chroniłeś, obdarzałeś uczuciem za dwoje. Prowadziłeś za rękę i cieszyłeś się ze wszystkich jej małych osiągnięć. To w Twoją dłoń wkładała ufnie rączkę.

Buty. To Twoja obsesja. Kupowałeś wszystkim buty.Ty ze swoim bratem chodziliście do szkoły na zmianę , bo mieliście jedną parę butów. Buty. Całe mnóstwo butów. I właśnie kiedy odszedłeś , to zabrakło butów. KupiŁam Ci nowe. Pierwszy raz.

Nigdy nie powiedziałeś , że mnie kochasz. Bo i po co…..