Tym razem znalazłam się w okolicach Hanoweru. W przewarzającej mierze mieszkają tu protestanci.

Mam styczność z tym kościołem poprzez dom , w który się znajduję .Trochę jednak informacji do mnie dociera.

Kościoły, wszystkie, utrzymywane  są z podatków wierzących. Plącą oni 1 % swoich rocznych dochodów, przy czym  emeryci i renciści zwolnieni są z opłat.

Zarówno kościoły katolickie jak i protestanckie są niebogate. Widać to na każdym kroku, szczególnie w zderzeniu z polskim kościołem katolickim. Może to tylko wrażenie , ale widok księdza w skromniutkiej szacie tu i barwnego odpicowanego  jak papuga u nas , jest uderzający. Ewenement na skale światową, kapiemy od złota, kolorowych ornatów, pełnych zadęcia i obcym. Bo często odnosi się u nas w kraju wrażenie , że  lud stworzony jest po to bywać  służyć, modlić się ,płacić i kornie schylać głowę.

Tutejsze kościoły są  bardzo skromne. Po części jest to również wynik tradycji architektonicznej i estetyki jaka reprezentują Niemcy. Surowe skromne mury , cegła i drewno. Gdzieniegdzie skromny witraż, skromne ołtarze, często tylko  wiszący Chrystus na krzyżu rzeźbiony w drewnie. A widziałam tych kościołów nie mało.

W Spayer dawnej  Spira    króluje ponad 1000 letnia historia .

Katedra zwana Dom 

 

zaraz obok wielki kościół   protestancki  zwany Kościołem Pojednania.

Spayer jest szczególne. Na malutkiej przestrzeni jaką kiedyś ,przed wiekami, miało miasto organiczne murami obronnymi ulokowało się jednym  6 kościołów katolickich i 5 protestanckich. W mieście tym ,ongiś jednym z głównych miast Niemiec ,które było pod władaniem  raz niemieckim raz francuskim, raz katolickim raz protestanckim budowano na wyścigi kościoły jakby wierni  właśnie  budową kościoła  chcieli potwierdzić swoja doktrynę. Często kościoły te stoją obok siebie , naprzeciwko, lub w niedalekim sąsiedztwie. Stoją sobie przy drodze, a wierni przywoływani są raz tu raz tu. Jakby stali na rozdrożu.

 

 

We współczesnym Speyrer ,  tym mieście kościołów widziałam  też meczet, będący częścią jakiegoś centrum kultury tureckiej, a o istnieniu świątyni sygnalizowała nadbudowana kopuła. W czasie wędrówek ciasnymi ocienionymi uliczkami natrafiłam też na Mykwę-czyli żydowską łaźnię.

Niestety nie udało mi się dowiedzieć, czy to tylko tablica zaznaczająca dawną przedwojenna mykwę, czy dalej działający obiekt.

 

 

Bliżej spotkałam się z kościołem katolickim w Emslandzie.  To taka kraina jak nasze Kujawy, Żuławy czy Podhale. Małej, szczególnej miejscowości, gdzie katolicyzm, pomoc bliźniemu zarówno przed wojnami jak i później zaowocowała stworzeniem ośrodka dla mężczyzn – żołnierzy wyniszczającej I wojny światowej , jak i później mężczyzn którzy w wyniku  urazów psychicznych, niedomóg zdrowotnych znaleźli azyl w Kolping Haus .W zalesionej części miasteczka, teraz czymś na kształt parku w rozrzuconych w terenie domkach mieszkali ,uczyli się  nowego życia / blisko boga , modlili się. W spartańskich warunkach, a jednak z dachem nad głową.

Powołań do stanu duchownego w Niemczech jest niewiele, stad znajomy ksiądz, z niezrozumiałych dla mnie względów pastorem zwany, w swej pieczy ma 3 kościoły, w których naprzemiennie odprawia msze, dba o ich stan techniczny itd.

Utrzymuje się on biedaczek z wyznaczonej pensji. Pewnie niewielkiej, sadząc po zadeptanych butach, wyświeconych spodniach i starym jak świat samochodzie. Z daleka widać samotnego mężczyznę. Instytucja gospodyni domowej to coś o czym tu dawno zapomniano. Z niejakim zażenowaniem powiedział mi , że kiedyś pomagała mu kobieta z polski, ale teraz kuria obcięła fundusze i radzi sobie sam. I jak radzi. Prowadzi i finansuje ,przy udziale ratusza , przedszkole katolickie, zorganizował dla młodzieży pole campingowe i boiska do gry. Raz w tygodniu ukazuje się gazetka, która trafia do wszystkich wiernych. Raz jest to jedna kartka ,raz biuletyn. Zależy  od ilości newsów. Gazetkę tą tworzą  bezpłatnie członkowie kościoła. Raz tygodniu jest specjalna msza dla ludzi starych i chorych kończąca się kawą i ciastem na koszt parafii. Kawę podaja i ciasta pieką parafianki  często z własnych środków. Raz bogato raz biednie , ale starcy wychodzą z domu modlą się w swoim tempie, spotykają towarzyszy młodości. Żyją od piątku do piątku. Dla swojego okna na świat. Pastor – ksiądz dwoi się i troi. Raz w miesiącu do tych najbardziej schorowanych, na życzenie rodziny ,dociera do domów z króciuteńką 30 minutową wizytą, w trakcie której wspólnie się modlą, udziela komunii i chwilkę pogada.Za Bóg zapłać, bez koperty.

Nigdy tez o mnie  Polce, nie należącej do  wspólnoty nie zapomniał. Przywoził upominki w postaci świecy paschalnej, obrazka czy CD z muzyką kościelną.

Nie wiem czy tak jest wszędzie. Może spotkałam najczystszy brylant.

Faktem jest jednak, że zarówno kościoły katolickie jak i protestanckie włączają się w organizację życia swoich społeczności. Różnie to  się kształtuje, ale widziałam czy spotkałam się z kółkami osób np. odwiedzających chorych w domu dla porozmawiania , czy grupami osób które grają z chorym w karty. W tutejszym kościele protestanckim funkcjonuje kilka grup .Koło kobiece –die Frauenrunde, w którym panie spotykają się gadają, szydełkują, wymieniają się przepisami na ciasta , bo dobre ciasto w domu to rzecz najwyższej wagi. W Travel kreis / czyli kręgu podróży  jeździ się na wycieczki , rowerowe, autokarowe, jedno dwu dniowe. Organizują wyprawy do lasu, wspólnie , aktywnie spędzają czas, lub na pobliska atrakcje jak dni jakiego miasta czy dzień otwarty w jakimś gospodarstwie czy obiekcie muzealnym będącym w  rękach rodziny./ zobacz  wpis Młyn/. Działa też chór kościelny i krąg odwiedzających chorych i starych o jakim wcześniej pisałam. Jest grupa przygotowująca  kościół do obrządków, czytania lekcji , i raz w tygodniu Gute-Nacht-Kaffe  do wspolnych spotkań w grupie.

Kościół organizuje też zajęcia z dziećmi. Są to w wyznaczone dni zajęcia wszelakie /od tańców poprzez malowanie, wycinanie, do organizowania wystaw twórczości dziecięcej czy tez wspólnych wypraw do lasu, parku dla obserwacji przyrody. Ewangelizacja mimochodem, bez żmudnego wkuwania na pamięć modlitw, wiedzy i bez stresu i zagrożenia / bo nie dopuszczę cie do Pierwszej komunii…

W tutejszym kościele protestanckim funkcjonuje kilka grup . Koło kobiece –die Frauenrunde, w którym panie spotykają się gadają, szydełkują, wymieniają się przepisami na ciasta , bo dobre ciasto w domu to rzecz najwyższej wagi. W Travel kreis / czyli kręgu podróży  jeździ się na wycieczki , rowerowe, autokarowe, jedno dwu dniowe. Organizują wyprawy do lasu, wspólnie , aktywnie spędzają czas, lub na pobliska atrakcje jak dni jakiego miasta czy dzień otwarty w jakimś gospodarstwie czy obiekcie muzealnym będącym w  rękach rodziny./ zobacz  wpis Młyn/. Działa też chór kościelny i krąg odwiedzających chorych i starych o jakim wcześniej pisałam. Jest grupa przygotowująca  kościół do obrządków, czytania lekcji , i raz w tygodniu Gute-Nacht-Kaffe  do wspolnych spotkań w grupie.

Czy to pieśń pochwalna? Nie. To fakty. Tak coś zaskakującego dla Polki. Może miałam pecha, ale w mojej miejscowości nie spotkałam się z takimi kościelnymi działaniami, prócz  chóru i uroczystych celebr  z tytułu poświecenia jakiegoś obiektu. Znam kościół stojący ponad ludźmi, daleki i chłodny, ale pełen wiernych. Niemieckie kościoły wyludniają się. Widać tylko starych ludzi, rzadziej 30-40 latków, a młodzież aktywizuje się tylko w czasie komunii lub konfirmacji za sprawą rodziców. Gdyż obrządków trzeba dokonać. Prócz tego czasu ,młode i dziecięce buzie są jak wisienka na torcie.