Wpisy z tagiem: podróże małe i duże

Bogaci Niemcy , biedni Niemcy

Brak komentarzy

Chodząc po  miastach i ulicach niemieckich miast oglądam wszystko. Zabytki , ludzi, sklepy, próbuje chwycić atmosferę miasta, jego rytm i zapach.

Miasteczka i wsie zadbane, ludzie jacyś bardziej uśmiechnięci. Nie czuje sie tego pedu jak na warszawskich ulicach, gdzie obowiązuje prawo prędzej, szybciej. Tu jakoś spokojniej.

Ostatnio byłam w Hanowerze. Złaziłam się, naoglądałam, połaziłam po sklepach. To, że uwielbiam Flohmarki  czyli takie targowiska już pisałam.  Już dawno odkryłam swoiste secend hendy prowadzone prze Niemiecki Czerwony Krzyż i przez Maltesar. Może i inne organizacje , ale się z takimi nie spotkałam. Punkty prowadzone przez te organizacje mają na celu pomoc biednym. Dlatego też najczęściej zaglądają tam Turcy i Rosjanie świeżo przybyli do nowej ojczyzny. Nie brakuje też Polaków i rdzennych Niemców. Każdy kto czuje niedostatek może tam zaopatrzyć się we wszystko co potrzebne do życia za stosunkowo małe pieniądze.

Najczęściej jest tak , że kiedy rodzice odchodzą z tego świata dzieci zabierają z ich domu parę rzeczy, które mają dla nich jakaś wartość , czy to materialną czy sentymentalną. Pozostałość darują organizacjom prowadzącym takie punkty. Ta pozostałość, to właściwie wszystko. Od mebli począwszy poprzez pościel, firany, ręczniki, szkło i porcelanę, garnki i wyposażenie kuchni. Dzwonią do organizacji umawiają termin i zabierane jest wszystko do gołych ścian. Następnie rzeczy te są segregowane, wyceniane i wystawione do nabycia przez potrzebujących. Ceny iście symboliczne.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tutaj w samym centrum Hanoweru właśnie taki sklep z rzeczami używanymi. Wielki 3 piętrowy.

Obok tablica informacyjna co na którym piętrze się znajduje. Parter to książki i płyty, kasety. Pierwsze piętro to wszystko dla dzieci od ubranek, wózków, poprzez zabawki które czekają na maluchy całymi stosami. Najwięcej jest rożnego rodzaju gier i układanek, gdyż granie z dziećmi w rożnego rodzaju gry jest tu naprawdę powszechne. Drugie piętro kryje meble, lampy, instrumenty, urządzenia do fitness i elektronikę. Na trzecim znajdziemy cala drobnicę do kuchni,od przysłowiowego wałka i garnka,po sprzęt elektryczny, a także obrusy, zasłony. Na czwartym zaś wszystko do ubrania.

Sklep działa od poniedziałku do soboty i naprawdę cieszy sie wielkim powodzeniem.

Zdjęcia robiłam z ukrycia, bo Niemcy są wyczuleni i od razu jakiś kierownik by mnie zapytał a po co , a z jakiej organizacji , a gdzie to będzie i dlaczego. A ja po prostu chciałam pokazać jak to wygląda tym, którzy trafia na ten blog.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sami widzicie ,że wybór jest ogromny.  Właściwie początkujący może za stosunkowo niewielka kwotę urządzić swój dom  i wyposażyć we wszystko co potrzebne.

 

 

 

Jasne, że nie są to nowe rzeczy, ale komuś służyły i nowemu nabywcy też jeszcze posłużą

 

 

 

 

 

 

Chociaż muszę przyznać, że porcelanę taka sama chciałabym  mieć w domu. Można znaleźć prawdziwe perełki

 

 

 

Meble też w bardzo dobrym stanie. Tu akurat na pewno wyposażenie z pokoju stołowego.

 

 

 

 

 

Sypialnię też da się za mały grosz urządzić

 

 

 

 

Klientów jak widać nie brakuje. Spotkacie tu i zasobnych Niemców,którzy polują na okazje

 

Szczególnie spodobały mi się stare lampy.Takie klimatyczne. Chciało by się taka mieć

 

Tutaj naprawdę jest dużo kupujących. I chociaż na pietrach z wyposażeniem wyraźnie widać Niemców polujących na okazję, lub potrzebujących w trybie pilnym coś uzupełnić , to na pietrach z odzieżą i bielizna dominują Turcy i starsze osoby.

 

 

 

Podoba mi się taka gospodarność. Podoba mi się fakt, że ludzie mniej zasobni maja możliwość za stosunkowo niewielkie pieniądze urządzić sobie mieszkanie, ubrać się.

 

Pamiętacie kaczora Donalda Sknerusa? Oszczędzał na wszystkim. Niemcy są bogaci, bo są gospodarni.

 

Jeśli chcecie obejrzeć zdjęcia w powiększeniu wystarczy na nie kliknąć

 

 

 

 

 

A nam wszystkim życzę, byśmy też umieli się tak zorganizować. Odciążymy nasze piwnice, strychy i garaże. Pozbędziemy się różnistych cósiów, co to a nuż jeszcze się przydadzą.

 

 

 

Ponieważ tak dużo pisałam, że tanio  powinnam jeszcze powiedzieć  jak tanio. Otóż regał do pokoju w całości może kosztować od 50 do 120 euro. Kanapa , sofa w zależności od jej stanu i obicia, czy z materiału czy ze skóry od 30  do 80/100 euro komplet. Pamiętać jednak należy, że kanapy te z reguły są tylko do siedzenia i nie rozkładają się. Przeważnie w niemieckich domach spotyka się tzw. Schlafzimmer, czyli sypialnię , więc nie ma większej potrzeby by kanapy rozkładały się , tym bardziej , ze nie jest przyjęte nocowanie gości z zewnątrz.

Wszelkiego rodzaju akcesoria kuchenne to doprawdy drobne kwoty. Najczęściej w granicach 0,25/0,50 centów, a większe po 1 do 5 euro. Często zdarza się , że akurat jest na zbyciu większa ilość podobnego towaru np łyżek czy widelców,to wyceniane są na np 1 euro za cały komplet . Tak samo rzecz się ma z porcelaną czy szkłem, wszelkiego rodzaju doniczkami-osłonkami . A te potrafią być naprawdę ładne.

Telewizory na zbyciu są najczęściej starego , pudełkowego typu, i te można nabyć po 10 do 20 euro. Oczywiście na chodzie. Bo wszystkie rzeczy które są kierowane do powtórnej sprzedażny są sprawdzane pod względem użyteczności, i jeśli znajdzie się najmniejsza usterka natychmiast wycofywane ze sprzedaży.

Jeśli chodzi o odzież dla dorosłych to ceny są naprawdę bardzo rożne. Ale kurtkę zimową można kupić za 5 euro.Właściwie wszystko zależy od stany zużycia i modelu. Odzież dziecięca jest również tania jak barszcz. Dzieciaka można przy odrobinie szczęścia ubrać od stóp do głów. Oczywiście wszystko zależy od tego czy akurat jest to na czym zalezy kupującemu , jak to w ciucholandach.

Pewnie myślicie że są to duże kwoty , bo podaję je w euro, ale należny pamiętać , że mówimy nie o Polsce , a o Niemczech i nie można tych cen przeliczać na złotówki. Chociaż każdy chciałby kupić  regał stołowy czy sofę za ok 400 złociszy.

 

Pierwszy raz trafiłam do takiego punktu sprzedaży rzeczy używanych za sprawą znajomej Rosjanki Iriny. Przyjechała do Niemiec za  swoim mężem, który miał niemieckie pochodzenie , a tych przyjmuje się w dalszym ciągu bez ograniczeń.

Trochę zawstydzona spytała czy pomogłabym jej przywieźć zakupy. Właściwie nie zakupy , a dary. Przedsiębiorstwa spożywcze , markety przekazują jako darowiznę swoja nadprodukcję , czy artykuły mające krotki już termin spożycia. Kolejka była jak nie wiem co. Rosjanie i Turcy. Wszyscy się znali więc i kolejka nie była uciążliwa,bo przy okazji wszystkie najnowsze ploteczki  aż latały w powietrzu. A że starej daty jestem , to i rosyjskim władam, wiec rozumiałam i jeszcze się pośmiałam.

Tam też dowiedziałam się,  że ci kolejkowicze dostają Tafel , czyli taki bon na mocy którego otrzymują żywność. W zależności od ilości osób w rodzinie dostaje się taki deputat, a w nim prócz artykułów pierwszej potrzeby żywnościowych , od ziemniaków, przez makarony, kasze, ryże , po puszki mięsne i rybne, masło i jogurty. Dodatkowo chemię gospodarczą od mydeł przez szampony i proszki do prania.

Nie wiem dokładnie na jakiej to zasadzie funkcjonuje zarówno ze strony przedsiębiorstw darujących , jak i jakie zasady obowiązują otrzymujących, ale pewne jest, że za dobroczynność to jeszcze nikt  tu nie zbankrutował w przeciwieństwie do polskiego piekarza, który nie sprzedany chleb rozdawał za darmo a nasz kochany US naliczył mu podatki od sprzedaży w wyniku czego chłopina o złotym sercu popadł w niewąskie tarapaty.

http://www.wykop.pl/ramka/862371/koniec-procesu-piekarza-z-legnicy-rozdawal-chleb-biednym-teraz-to-bankrut/

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Uczmy się od innych

Brak komentarzy

O tym , że kocham Flohmarki ,  czyli bazary kiedyś już pisałam.

Dzisiaj byłam na bazarku organizowanym, przez szkołę dwa razy w roku. Raz wiosną , raz jesienią. To fantastyczny pomysł dla rodzin z dziećmi. Dzieci tak szybko wyrastają ze wszystkiego i w domach w rożnych miejscach zalegają rzeczy jeszcze porządne, których żal wyrzucić, a praktycznie nie ma jak spieniężyć.

Jakieś dwa tygodnie temu, do każdej gazety dołączona została ulotka.Informuje ona, że organizowany jest bazar w takiej a takiej szkole/przedszkolu, że osoby chcące wystawić towary na sprzedaż maja sie zgłosic  teefonicznie, a kupujących zaprasza sie na dzień i godzinę.

Pojechałam więc. W głównym halu szkoły zorganizowano stoiska z odzieżą, w korytarzach i na zewnątrz na patio stoiska z zabawkami i grami. Oczywiście nie zabrakło tradycyjnie już , jak to w Niemczech, kawiarenki z ciastami wypieczonymi przez mamy i kawą. Bo nade wszystko zjeść trzeba. To nieodłączny element wszelkiego rodzaju zgromadzeń, festynów i jarmarków w Niemczech.

Na takim bazarku można zaopatrzyć się we wszystko co potrzebne dziecku od maluszka do…no powiedzmy pierwszaka.

Oczywiście dokonałam zakupów, z których jestem bardzo dumna.

Łóżeczko dla lalki  > 5 euro

Teatr Lalek  > 2 euro

Gry dla 3 latki > od 1 do 3 euro

i wszystkie nowe, nieużywane

Na gwiazdkę prezenty jak znalazłŚmiech

A że nie tylko dla ducha tylko się wybrałam, to troszkę ciuszków kupiłam.

Za wszystkie zapłaciłam 10 euro, i choć to nieprawdopodobne to bluzeczki na długi rękaw  aż po 50 centów, a spódnisie w tym dżinsową po 2 euro.

Bardzo ucieszyłam się z kurtki zimowej i kombinezonu przeciwdeszczowego , ale niestety po dokładniejszych pomiarach będą dopiero dobre w przyszłym roku, jeśli Zu utrzyma tempo rośnięcia.

 

I tak wszyscy zadowoleni. Sprzedający, bo pozbyli  niepotrzebnych rzeczy i kupujący, bo nabyli to, co potrzebowali.A szkoła w której bazar został zorganizowany też zarobiła  na wpisowym  od sprzedających.

I jak zwykle nasuwa się refleksja.

Swego czasu podsuwałam swojej córce pomysł, by w przedszkolu zorganizować taki bazarek czy dzień wymiany ciuchów. Okazało się , że jest to niemożliwe, bo nie dość,  że potrzebna jest góra, albo dwie papierów do rozmaitych urzędów, to jeszcze nasz kochany US chciałby opodatkować dochody ze sprzedaży  nieużywanych ciuszków i zabawek itd itd….

Bez komentarza

I po co ułatwiać ludziom życie?  Państwo nie dba o młode rodziny.

Ach, zapomniałam. Dla Państwa najekonomiczniejsze są rodziny bezdzietne. Zawsze umykają mi złote myśli wodza.

A przecie rzeczą ludzką jest przenosić dobre przykłady z innych krajów. Ale …. po co??????

W Ciechocinku

Brak komentarzy

Leszek Sypniewski, uczestnik Must Be The  Music  dalej sobie gra w Ciechocinku, ku radości spacerujących.

Bije od niego niesłychanie pozytywna energia . Jest taki wewnętrznie uśmiechnięty.  Skromny człowiek. Ludzie spacerują, czasem przystaną, czasem jakis grosz wrzucą do czapki, A On sobie gra…


Ludzie tłumnie spacerują, kupują na straganach mydło i powidło. Od koralików, poduszek,majtek i wszelkiej tandety kreci się w głowie

 

 

 

 

czy bierny opór wystarczy by uratować Polskie  skarby ?????

 

 

 

 

 

 

 

 

Park   Zdrojowy  w nowej szacie

Prześlicznie. Cisza i spokój. I nawet te tłumy nie przeszkadzają, bo wszędzie  kojąca zieleń

Niewiele w Niemczech jest starych, rozpadających sie budynków. Najczęściej  są wyburzane i na ich miejsce  stawiane nowe , lub zakładany  zieleniec. Stare budynki to rzadkość. Mnie jednak udało się taki zobaczyć.

W Hanowerskim  okręgu wszystkie stare budynki  budowane są metodą muru pruskiego. Czyli szkielet z drewna wypełniony cegłą. Tak budowane były   zarówno budynki mieszkalne jak i gospodarskie

 

 

 

 

 

 

 

ta  tabliczka na szopie ma pewnie ze sto lat

 

 

 

 

 

 

wewnątrz stodoły stare koło od wozu.  Stara drabina i trochę słomy.   A obok widok dachu od środka

 

te koła tez są wiekowe. Takie drewniane z metalowa obręczą.

Na górnej konstrukcji leżą i czekają na nowego właściciela,który doceni ich piękno deski olchowe. Piekne jasne i suche.

Moja znajoma, dziennikarka Carmen Eickhoff Cluwi sama hobbystycznie bawi sie w ten sport. Nie wiem jak go nazwać po polsku. Powiedziałabym , że jest to sport szalenie wysiłkowy, wymaga sprytu, siły i koordynacji grupy. Zawodnicy przebierają się w szkockie spódniczki i latają, dzwigając 50 kg kamienie, albo drzewo, rzucają na odległość,przeciagaja linę. Popisują się siłą jak Wikingowie. Drużyna  CARMEN właśnie zdobyła tytuł Mistrzowski .  Jest powód do  dumy.

A poniżej kilka fotek w wykonaniu Carmen z przebiegu zawodów.

 

 

 

 

„Copyright 2012! Das Copyright fuer Fotos / Bilder der Highland Games 2012 hat der 1. Nettetaler Highlander Verein e.V.

Zainteresowanych  odsyłam do linka powyżej. Tam można obejrzeć zdjecia z zawodów na całym świecie.

A dzisiaj dostałam link do filmu. Obejrzyjcie , bo wartoUśmiech


Niemiecki Fokus

Brak komentarzy

nic dodać , nic ująćZakłopotanie

Loty balonem cd.

3 komentarzy

Potężny wentylator nadmuchuje powietrze do powłoki balonu , która jest bardzo ciężka, tak że wlot musi trzymać dwóch silnych panów, a strumień powietrza urywa głowy

 

zanim jednak powłokę się nadmucha trzeba ja wyjąc z pokrowca i rozwinąć

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Baloniku nasz malutki , rośnij duży okrąglutki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

popatrzcie, teraz do napompowanego zimnym powietrzem balonu  wtłacza się gorące powietrze, widzicie ten ogień? to zdecydowanie najlepsze zdjęcie jakie udało mi się zrobić moim rozlatującym sie aparacikiem. No wysłużył się….

Powłoka  balonu zaczyna z wolna sie unosić. Wystarczyłu trzy wrzuty gorąca i balon podniósł się do góry. Asystenci mieli co robić. Trzymanie balonu to  duży  wysiłek. Najśmieszniejsze było to, ze jedną linką przywiązany był do auta , i już już miałam krzyczeć ze auto poszybuje w przestworza

 

 

 

ale najpierw do kosza wsiadają pasażerowie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

a tu zajrzałam balonikowi do brzucha…Mrugnięcie okiem

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Balon powoli sie dzwiga,  podnosi , jeszcze jeden wdmuch gorącego powietrza….. i polecieł

 

 

 

 

a niebo było błękitne….

Loty balonem

11 komentarzy

Zostałam zaproszona żeby obejrzeć lot balonem.

Oto samochód z przyczepka w której mieści się podniebny żaglowiec

Dla zainteresowanych info, po kliknięciu na zdjęcie obejrzycie je w pełnoekranowym wymiarze.

 

 

 

 

 

tu wyjmowana jest czasza balonu. Ciężka ze aż strach.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

a tu kosz , w którym szybuja podniebni zdobywcy przestworzy

 

 

 

 

 

 

na koszu montowany jest stelaż a na nim urządzenie do podgrzewania powietrza. To ta spirala.W koszu jest niewiele miejsca dla pasażerów, ale miejsce muszą znaleźć wszystkie niezbędne urządzenia, w tym butle z gazem do podgrzewania powietrza

 

 

 

 

 

 

 

 

Pilot odpowiada za wszystko. W tym roku był to jego pierwszy podniebny lot, w którym sprawdzał funkcjonowanie wszystkich urządzeń, szczelność powłoki.Do lotu balonem niezbędne są odpowiednie warunki pogodowe. Wszystko jest ważne.Przed startem wypuszcza się próbnik, taki mały balonik i mierzy się siłę wiatru.Wcześniej jednak trzeba uzyskać pozwolenie na lot, tak by był on  bezpieczny i jednocześnie nie kolidował z lotami samolotów z pobliskiego lotniska

 

 

Loty balonem to bardzo drogie hobby. Koszt jednego balonu kształtuje sie w granicach 180.000 euro. To tyle , ie kosztuje  wybudowanie małego domku. Wiele firm sponsoruje zakup balonu i umieszcza na powłoce swoje logo.Wymagając jednocześnie od pilota określonej liczby lotów.

Sam zakup balonu jest jednak jedną z części tego kosztownego hobby. Niezwykle drogie jest ubezpieczenie, 1000 euro, koszty licencji, nieustanne szkolenia , a także części zapasowe. Dziwnie to brzmi, części zapasowe, ale są to rożnego rodzaju linki, powłoka balonu, która czasem ulega rozdarciu, czy butle gazowe lub nagrzewacz.

 

 

 

 

 

ustawia się wielki wentylator,który będzie nadmuchiwał balon zimnym powietrzem

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

tak wygląda kosz z zamontowanymi wszystkimi częściami. Kosz kładziony jest na boku na murawie i przyczepiony specjalnymi linami do powłoki balonu

Kocham Polskę  ze spontaniczność…

W Niemczech , tym poukładanym, po regulowanym kraju spontaniczność ??? No pewnie gdzieś tam jest, ale żyje się według kalendarza.

Kalendarz to święta rzecz.

W każdym domu w centralnym miejscu wisi kalendarz, nie takie jak nasze z widoczkiem kalendarium. O nie. To kalendarz  typu biurowego, z miejscem na wpisy. A w nim , na tygodnie wcześniej zapisane , zaplanowane wydarzenia. Zwykłe  sprawy. Kawa z koleżanką dnia … o godzinie 15. Wizyta rodzinna w godzinach 10-12./Nie trzeba się martwić co postawić na stół,tak określony czas wizyty sygnalizuje, że jeść nie będą choćby umierali z głodu. Czemu? BO SA NIE ZAPLANOWANI. Zresztą na obiady się nie zaprasza.Wyjazd na urlop wielkimi literami zaznaczony na początku roku. Wizyta lekarska, termin do fryzjera czy pedikiurzystki.Wszystko na tygodnie, miesiące wcześniej. Nie trzeba się martwić, że ktoś wpadnie nie zaplanowany, a ty masz wałki na  włosach i wiatr w lodówce. Nikt nie wpadnie, bo nie uzgodnił terminu , nie trzeba go karmić bo goście maja się najeść w domu , a u Ciebie to najwyżej wody dostana. No, zapowiedziani na popołudnie, z wyraźną zapowiedzią na kawę, kawę dostana i ciasto , albo i nie.W zależności od rangi gościa.

Częste kontakty telefoniczne jakby zabezpieczają potrzebę życia we wspólnocie. Ludzie do siebie dzwonią.Często jest tak, że pani X  dzwoni w poniedziałki , a inna pani w piątki. Regularnie. Wiadomo, że tego dnia zadzwoni. Dzwoni i odrabia swa lekcje z życia we wspólnocie.Pogadają , poplotkują , jak najmniej o swoich ważnych sprawach.To zbyt osobiste.Do następnego razu.

Kalendarz. Widziałam kalendarze , gdzie planuje się termin telefonu do znajomego.Tak , by nie za często, ale tez nie za rzadko dzwonić i podtrzymywać kontakt.

I nie ma tu nic  spontanicznego naszego przaśnego. Spotykasz Kasie, Marysie gadacie na ulicy a często idziecie tak z marszu na kawę i gadacie , bo właśnie dziś nam w duszy gra i zupełnie nieważne ze zlew pełen garów, obiad w powijakach.Bo jakże się inaczej wygadać, pożalić. Czekając na termin?

Póki na Europa nie przemieliła i urobiła nas na własne kopyto wmawiając ze Walentynki są ważniejsze od Kupały, a Halloween od Wszystkich Świętych, pielęgnujmy nasza spontaniczność w kontaktach z innymi nie nadużywając jej.

 

Nie znam danych jaka kubatura,ilu podróżnych w ciągu doby, godziny. Wielkość?  Średniego miasteczka. Poziomy 2 , w porywach 3. 20 peronów wzdłuż promenady, zjazdy do metra.Tysiące sklepików,kawiarenek, sklepów. Nie musisz wychodzić na zewnątrz, by zaspokoić wszystkie potrzeby. Szum , ruch pospiech

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

… a że Matrix. A jakże. Tym razem bez ilustracji foto, bo chyba bym nie wyszła  żywa. Noc. Czekam na autobus do Polski. Życzliwa prawie Polka poradziła mi , żebym nie czekała na autobus na przystanku , bo nie wiadomo co się może wydarzyć. Zlekceważyłam, ale potem w te pędy wracałam na dworzec, wcale nie bezpieczniejszy, ale przynajmniej oświetlony. Matrix w w nocy zmienia oblicze. Już nie ma policji, spieszących podróżnych,otwartych promenadowych sklepików, przyjaznych podróżnych.Teraz są wałęsające się bandy wyrostków. Napite, naćpane, hałaśliwe, nieobliczalne i pewne swej siły. Prostytutki w niebotycznych obcasach, napici bezdomni  żebrzący o euro na następne piwo czy flachę.  Pachnie gandzią i wiszącą grandą w powietrzu. Znów szum i ruch , ale w innym wymiarze. A w tym wszystkim ja, jedyna dorosła osoba z góra bagażu jak na zmiłowanie czekająca na swój autobus. Ale zanim do niego dobrnę przejdę  , ciemnym placem, obok równie odrealnionych  gości pobliskiej dyskoteki. Wrzaski , trzask tłuczonego szkła i nareszcie siedzę w autobusie.

Nigdy więcej  Hanoweru nocą


  • RSS