Wpisy z tagiem: praca

Dobra wiadomość. Dopiero była obrona , a już córcia znalazła pracę nawet specjalnie nie zabiegając o nią.Właściwie praca sama weszła jej w ręce.

W rodzinnej przychodni spotkała starszą od siebie pielęgniarkę , która robiła studia uzupełniające na tej samej uczelni i po prostu zapytała czy nie poszukują kogoś do pracy. A jakże . Poszukują. Szybko napisane CV  nawet bez listu motywacyjnego trafiło na właściwe biurko i już ! Praca jest.

Co prawda jako świeżo upieczona absolwentka na razie idzie na staż, ale zaraz potem zatrudnią ja na etat.

To się nazywa szczęścieUśmiech

Własnie wyczytałam

13 komentarzy

Emerytury! Francja! Zmiana! News!!!

We Francji ponownie obowiązuje prawo do emerytury po ukończeniu 60 roku życia.

Conseil constitutionnel de la France (Rada Konstytucyjna ) nakazała Ministčre de la Santé et des Solidarités (Ministerstwo Zdrowia i Solidarności)powołanie 30 wybitnych specjalistów w kraju którzy stwierdzili,że człowiek pracujący fizycznie przez tak długi okres jak 36 lat jest całkowicie wyeksploatowany i niehumanitarnym byłoby przymuszać do go do pracy pozbawiając prawa do emerytury w wieku 60 lat.
To było podstawą do orzeczenia które nakazało przywrócenia prawa, do przejścia na emeryturę w wieku 60 lat po przepracowaniu 36 lat.
Rząd musiał to wykonać w trybie natychmiastowym.
We Francji ponownie obowiązuje prawo do emerytury po ukończeniu 60 roku życia.
Można o tym poczytać w specjalistycznej prasie francuskiej. W Polsce jest szlaban na tę informację.
Przekażcie informację dalej, bo na tv nie ma co liczyć.
pozdrawiam

Maria Zapart
Z-ca Przewodniczącego / Sekretarz
Zarządu Regionu Dolny Śląsk NSZZ „Solidarność”

 

…Nie dalej jak wczoraj /18.06.12  w NDR niemieckim kanale tv/ oglądałam reportaż z miejscowości Dalmenhorst.Traktował on ni mniej ni więcej o aktach wandalizmu na cmentarzu żydowskim. Poprzewracane nagrobki,pogruchotane tablice,zamalowane napisy. Jakby tajfun przeszedł. Po zdewastowany cmentarzu oprowadzał i szkody pokazywał miły Pan w jarmułce. Odniosłam wrażenie ze cmentarz ten dalej funkcjonuje wnosząc z formy i materiału nagrobków.

….W pewnej rodzinie,w której przebywałam , 23 lata temu pewna bardzo brzydka Niemka bez pamięci zakochała się w Persie. Dzisiaj nazwalibyśmy go Irańczykiem. Jak zwał tak zwał.Owocem tej szalonej miłości, wybitnie uzdolnionej studentki była córka Anahita. Miłość się skończyła ze strony Persa,młoda matka się rozpiła, a dziecię jak z obrazka tułało się to tu,to tu, by wreszcie wylądować na czas jakiś u dziadków na wychowaniu. Różne były jej koleje losu. Koniec końców dziewczę szkoły skończyło i zaczęło rozsyłać Bewerbung /CV/. Setkami. Jej szkolne koleżanki już dawno znalazły pracę,a dziewczę nie.Na ponad sto rozesłanych CV zaproszono ją na 3 rozmowy.Bez spodziewanego skutku.A dziewczę wygląda  tak,jakby ani kropelka niemieckiej krwi w niej nie płynęła. Rzuciłam mimochodem. Anahita wyrzuć zdjęcie z CV. Popatrzyła ze zrozumieniem, wyrzuciła,rozmów się namnożyło aż prace znalazła.Dużo poniżej kwalifikacji, ale jednak.I choć urodzona przez Niemkę, wychowana na Niemkę, urodę … no cóż odziedziczyła po tacie. Żyła i żyje jakoś na krawędzi. Bez szkolnych i młodzieńczych przyjaźni z czystymi Niemcami,odrzucona przez Irańczyków z racji wychowania,obracała się w gronie młodych również na krawędzi. Młodych Rosjan, w  środowisku  domowym posługujących się  językiem rosyjskim, urodzonych i wychowanych już  w Niemczech, białej rasy, ale jeszcze nie Niemców.

Dzisiaj rozmawiałam z Fracem P. Urodzonym w Gdyni. Powiedział mi ciekawą rzecz. Dlaczego Polacy postrzegani są jako naród złodziei samochodów? To proste, był czas , ze w prasie nagminne były artykuły o kradzieży samochodów.Nagłówki krzyczały-Polscy złodzieje samochodów znów w akcji. I ponoć było bardzo dużo tych artykułów. A kiedy teraz prasa pisze o ulicznych burdach to na dole materiału malutkimi literami dopisek. Sprawcami były osoby posługujące się innymi językami, lub tez rasy czarnej. Frank, spytałam, to Niemcy nie kradną nie rozrabiają ? Jego odpowiedz była bezcenna.O tym się nie pisze.

Na każdym kroku podkreślana jest tolerancja,a pod skóra tkwi… najczystszy rasizm. Niewypowiedziany,ale naród dzieli się na prawdziwych Niemców, wschodnich Niemców, Niemców wypędzonych i tych przybyłych z Rosji,najczęsciej z Kazachstanu-białej rasy, którzy Niemcami staną się za parę pokoleń i Turków, ale to odrębny temat.

Poprawność polityczna mówi o jednym narodzie, a życie swoje

to ważne, byśmy dobrze rozumieli zjawiska którymi rządzi się współczesny świat i kraj w którym przyszło nam pracować

POLITYKA 16.06.2012

„Polskie obozy śmierci” efekt uboczny niemieckiej polityki historycznej – Bogdan Musiał

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Tekst zasługuje na szerokie rozpowszechnienie i dokładne przeczytanie.

W czasach PRL-u popularny był dowcip o wyższości propagandy komunistycznej nad propagandą Goebbelsa: „Gdyby propaganda Goebbelsa była taka skuteczna jak komunistyczna, to Niemcy do dzisiaj nie mieliby pojęcia, że przegrali wojnę”. I oto okazuje się, że kawał z czasów PRL-u stał się rzeczywistością, a niemiecka polityka historyczna dorównała w skuteczności komunistycznej propagandzie

W Waszyngtonie odbyła się dwa tygodnie temu ceremonia pośmiertnego uhonorowania Jana Karskiego, kuriera polskiego podziemia, Prezydenckim Medalem Wolności. Podczas wygłaszania laudacji Barack Obama użył sformułowania „polskie obozy śmierci”, mając na myśli niemiecki obóz przejściowy dla żydowskich ofiar Holokaustu w Izbicy k. Lublina. Te słowa wywołały falę oburzenia w Polsce oraz wśród Polonii, czemu trudno się dziwić.

Incydent ten dowiódł po raz kolejny, że problem używanego na Zachodzie sformułowania „polskie obozy śmierci” istniał i wciąż istnieje. Przy czym nie jest to efekt niewinnego przejęzyczenia czy też skrót myślowy nawiązujący do miejsca geograficznego, gdzie te obozy funkcjonowały, jak wielu przekonuje. Przecież nikt nie mówi i nie pisze o obozie koncentracyjnym w Dachau jako „bawarskim obozie koncentracyjnym”, o obozie koncentracyjnym w Mauthausen jako „austriackim”, o obozie w Teresinie jako „czeskim”. Natomiast całkiem normalne jest jakoby pisanie o „polskich obozach śmierci”, ponieważ niemieccy okupanci wybudowali je na terenach podbitej Polski.

Ta sytuacja jest efektem ubocznym niemieckiej polityki historycznej, która okazała się bardzo skuteczna. Dzięki niej politycznie niepoprawne jest dzisiaj używanie pojęcia „niemieckie obozy śmierci”, „niemieckie obozy koncentracyjne” czy też „niemieccy sprawcy”, natomiast sformułowanie „polskie obozy śmierci” niczym niezwykłym nie jest. To jednak także efekt antypolskich uprzedzeń dosyć rozprzestrzenionych na Zachodzie.

Niemiecka polityka historyczna a „nazistowska przeszłość”

Niemieckie elity polityczne i intelektualne postrzegają siebie jako mistrzów świata w „przezwyciężaniu własnej przeszłości”. Lecz owa przeszłość jest zamknięta w cezurze lat 1933–1945, czyli w czasie rządów Adolfa Hitlera. Potępienie „nazizmu” stało się już w latach 60. głównym filarem niemieckiej polityki historycznej oraz od dziesięcioleci odgrywa ważną rolę w polityce zagranicznej tego państwa.

Co ciekawe, z winy uczyniono cnotę. Jednym z głównych elementów dzisiejszej polityki historycznej Niemiec stała się duma z „przezwyciężenia nazistowskiej przeszłości”. W przekonaniu elit niemieckich niektóre narody powinny podobnie „przezwyciężyć swoją własną przeszłość”. Dotyczy to w pierwszej kolejności Polaków, natomiast w stosunku do Rosjan, Francuzów, Brytyjczyków, Belgów, Duńczyków i innych nacji takich żądań w Niemczech się raczej nie stawia.

Gdy dokładniej przeanalizujemy niemiecką politykę historyczną, dostrzeżemy, że pełna jest ona zakłamań i wypaczeń historycznych, które mają na celu zdjęcie z narodu niemieckiego odium sprawcy największych zbrodni w Europie. Z punktu widzenia państwa niemieckiego jest to zrozumiałe, ponieważ żaden naród nie może nieustannie odwoływać się do negatywnych aspektów własnej historii. Konieczne są wzorce pozytywne, podkreślające wspólną przeszłość, kulturę i tradycję. Aspekt ten odgrywa kluczową rolę integrującą i zarazem państwotwórczą.

Od bezwarunkowej kapitulacji do wyzwolenia

Większość Niemców odebrała bezwarunkową kapitulację w maju 1945 r. jako narodową katastrofę, a bardzo często również osobistą tragedię. Adolf Hitler, przywódca Niemiec, popełnił samobójstwo, a „tysiącletnia Trzecia Rzesza” legła w gruzach. Niemieckie terytoria okupowane były przez wojska aliantów, zniszczone nalotami miasta leżały w gruzach, miliony Niemców tułało się po świecie bądź przebywało w niewoli. Wielu Niemców z rozpaczy popełniło samobójstwo, inni ukrywali się ze strachu przed karą za popełnione wcześniej zbrodnie.

Wtedy nikomu w zachodniej części Niemiec nie przychodziło do głowy, by dzień 8 maja 1945 r. postrzegać jako pozytywne wydarzenie w niemieckiej historii. Wyjątkiem były ofiary prześladowań z tego okresu, ale stanowiły one jednak nieznaczną część niemieckiego społeczeństwa. Dopiero w połowie lat 80. XX w. zaczęła się zaznaczać dostrzegalna zmiana w interpretacji tamtych wydarzeń. Było nią mianowicie rosnące przeświadczenie, że totalna klęska Trzeciej Rzeszy stanowiła przesłankę powstania nowych, demokratycznych Niemiec, i z tego to punktu widzenia powinna być postrzegana jako wydarzenie o pozytywnym znaczeniu. Do pierwszych, którzy posłużyli się taką argumentacją, należał Richard von Weizsäcker, który 8 maja 1985 r., sprawując wówczas funkcję prezydenta RFN, oświadczył: „Dzień 8 maja był dniem wyzwolenia. W tym dniu wszyscy zostaliśmy wyzwoleni spod ucisku gardzącego człowiekiem systemu narodowosocjalistycznej przemocy”.

Co ciekawe, podczas II wojny światowej Richard von Weizsäcker walczył na froncie jako oficer Wehrmachtu, do samego końca broniąc Niemiec przed „wyzwoleniem”. Jego ojciec Ernst von Weizsäcker był wówczas wysokiej rangi dyplomatą, który osobiście przyczynił się do rozbioru Polski i wybuchu wojny. Jego najstarszy brat, Heinrich, zginął 2 września 1939 r. podczas niemieckiej agresji na Polskę, drugi zaś, Carl Friedrich, fizyk, konstruował dla Hitlera bombę atomową.

I to właśnie Richard von Weizsäcker zapoczątkował proces przewartościowania wydarzeń, który kontynuowano w następnych latach. Dzisiaj, prawie 70 lat po zakończeniu II wojny światowej, panuje w Niemczech wszechobecne przekonanie, że 8 maja 1945 r. niemiecki naród został wyzwolony spod „nazistowskiej tyranii”. W ten sposób doszło do reinterpretacji absolutnej klęski – w wyzwolenie.

„Odniemczenie” rządów Hitlera

Przewartościowanie 8 maja 1945 r. pociąga za sobą niejako automatycznie kolejne reinterpretacje. Bo przecież powstaje w tym kontekście pytanie, dlaczego Niemcy musieli zostać wyzwoleni od swoich rodaków. Wytrychem okazało się tutaj następujące sformułowania: ówczesne Niemcy określane są jako Trzecia Rzesza, Niemcy hitlerowskie bądź hitlerowski reżim, nazistowskie czy narodowosocjalistyczne Niemcy itp. To nie Niemcy rządzili w latach 1933–1945 r. w Niemczech, lecz naziści, narodowi socjaliści lub zgoła Hitler i jego poplecznicy. Dlatego też Niemcy jako naród musieli zostać wyzwoleni od tyranii tych ostatnich.

W tym kontekście konieczne jest jednak przemilczenie, że Hitler doszedł do władzy w wyniku demokratycznych wyborów i cieszył się swego czasu ogromną popularnością wśród Niemców. Więcej, żaden inny polityk niemiecki w historii Niemiec nie miał takiego poparcia. Nie przypadkiem rządy Hitlera w Niemczech nazywa się również „dyktaturą konsensu”, czyli powszechnej zgody.

Natomiast dzisiaj stosunek Niemców do rządów Hitlera i narodowego socjalizmu jest diametralnie różny. Można wręcz pokusić się o następującą syntezę, która charakteryzuje zmianę stanowiska Niemców wobec Hitlera i jego rządów: im więcej czasu upływa od klęski Trzeciej Rzeszy, tym bardziej zacięty staje się opór (oczywiście tylko werbalny) przez nich stawiany narodowemu socjalizmowi. Dzisiaj to właśnie niemieccy politycy i publicyści należą do najbardziej krzykliwych i agresywnych „bojowników” z neonazizmem, faszyzmem, antysemityzmem, ksenofobią oraz nietolerancją w całej Europie. A ich ulubionym wręcz polem walki jest Polska, pierwsza ofiara „nazizmu”, a nie np. Białoruś czy Rosja Putina.

Proces „odniemczania” przeszłości Niemiec lat 1933–1945 dotyczy nie tylko ówczesnego rządu, lecz także niemieckich sprawców. Określa się ich jako „narodowosocjalistyczni” lub „faszystowscy” sprawcy, „oprawcy z SS”, „naziści”, „gestapowcy” czy tym podobni. Na pierwszy plan wysuwana jest tym samym ich polityczna względnie instytucjonalna przynależność, natomiast przynależność etniczna spychana jest na drugi plan. Taki paradygmat dominuje dziś nie tylko w mediach; nacechowane są nim również naukowe debaty.

Co ważne, dzięki niemieckiej polityce historycznej panuje dzisiaj przekonanie, że „naziści” niekoniecznie musieli być Niemcami, lecz mogli być również Ukraińcami, Polakami, Litwinami, Łotyszami i innymi przedstawicielami narodów wschodnich. W rzeczywistości pojęcie „nazista” oznaczało i oznacza przynależność do NSDAP, a członkami tej partii mogły być wyłącznie osoby posiadające niemieckie obywatelstwo oraz pochodzenie. „Nazista” musiał więc być Niemcem, innej możliwości nie było.

Jednak najbardziej znanym „nazistą” ostatnich lat stał się Iwan Demianiuk, Ukrainiec z pochodzenia, skazany przez niemiecki sąd w Monachium za zbrodnie „nazistowskie” w „polskich obozach śmierci”. Lecz Demianiuk nie tylko nie był Niemcem, lecz nigdy nie posiadał obywatelstwa niemieckiego, zatem „nazistą” być nie mógł.

Równocześnie zadziwia determinacja niemieckich sądów, które tego ukraińskiego „nazistę” ścigały z wielkim zaangażowaniem i szumem medialnym. Dzisiaj to sądy niemieckie jawią się jako ostatni sprawiedliwi, którzy ścigają „nazistowskich zbrodniarzy” na całym świecie, tylko nie w samych Niemczech. Bo przecież w samych Niemczech żyją jeszcze tysiące „nazistowskich” oprawców narodowości niemieckiej, a nimi niemieckie sądy i prokuratorzy w ogóle się nie interesują. Trudno o większy przykład hipokryzji i zakłamania.

„Spolonizowanie” niemieckich zbrodni

Rzecz na tym się jednak nie kończy. Niemieckie obozy zagłady czy obozy koncentracyjne, utworzone na ziemiach polskich, zostały nie tylko „odniemczone”, lecz nierzadko wręcz „spolonizowane”. I nie jest to fenomen wyłącznie niemiecki – takie zakłamanie ma miejsce w debatach w wielu innych krajach, przykład Obamy jest tutaj wymowny. W taki sposób powstały „polskie obozy śmierci”, „polskie obozy zagłady” czy też „polskie obozy koncentracyjne”.

Proces „odniemczenia” zbrodni niemieckich i ich częściowe „spolonizowanie” jest już tak daleko posunięty, że nazywanie ich niemieckimi postrzegane jest jako antyniemieckie resentymenty i politycznie niepoprawne. Natomiast ich „spolonizowanie” tłumaczy się skrótem myślowym. Jak daleko ten proces zaszedł, przekonaliśmy się już przed laty.

W styczniu 2005 r. Parlament Europejski przygotowywał rezolucję z okazji 60. rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego i śmierci Auschwitz. Brytyjska parlamentarzystka Sarah Ludford przedłożyła projekt rezolucji, w której mowa była o „polskich obozach śmierci”. Natomiast słów takich jak „niemiecki”, „Niemcy”, projekt ten w ogóle nie zawierał.

Polscy parlamentarzyści słusznie się oburzyli i zażądali, aby w rezolucji Auschwitz nazwać jako „niemiecki obóz śmierci”. Na tę propozycję zareagowali oburzeniem nie tylko niemieccy parlamentarzyści, w tym także Sarah Ludford. Argumentowali, że przecież nie wszyscy Niemcy byli „nazistami” i zarzucili polskim parlamentarzystom antyniemieckie uprzedzenia! Polscy parlamentarzyści nie przebili się z swoim żądaniem, ale osiągnęli przynajmniej to, że Auschwitz nie zostało nazwane „polskim obozem śmierci”, lecz „Nazi Germany’s death camp at Auschwitz-Birkenau”.

Dzięki przemyślanej, nader zręcznej i obliczonej na dłuższą metę polityce historycznej udało się Niemcom praktycznie zdjąć z siebie odium narodu sprawców. Znamienne są przy tym niemieckie żądania, by właśnie Polacy pożegnali się wreszcie z „rzekomym mitem narodu ofiar” i zaczęli w krytyczny sposób oceniać własną historię – na wzór i podobieństwo tego, co uczynili już wcześniej sami Niemcy.

W szczególny sposób w tej niemieckiej debacie o „rzekomym polskim micie narodu ofiar” podkreślany jest polski antysemityzm, polska współodpowiedzialność za Holokaust oraz odpowiedzialność za wypędzenie / wysiedlenie Niemców. Tematy te są bardzo często poruszane zarówno w niemieckich mediach, jak i wśród tamtejszych „Polenexperten”.

Problem w tym, że niemieccy i inni zachodni komentatorzy i różnej maści eksperci od Holokaustu i historii Polski mogą się powoływać na polskich polityków, naukowców, dziennikarzy. Tak np. wszystko wskazuje na to, że Adam Rotfeld, który w imieniu Polski przyjmował pośmiertny medal dla Jana Karskiego od prezydenta Obamy, myśli podobnie. Dla niego „polskie uwikłanie w Holokaust” jest najwidoczniej faktem – można tak wnioskować z jego artykułu opublikowanego w niemieckim magazynie „Spiegel” przed trzema laty (31 maja 2009 r.): „Spór o Jedwabne podzielił Polskę, jednak równocześnie oczyścił wspólną pamięć. Od tego momentu polskie uwikłanie w Holokaust nie jest tematem tabu”.

Trudno się zatem dziwić panującemu powszechnie przekonaniu na Zachodzie, i nie tylko tam, że Polacy jako naród byli współodpowiedzialni za Holokaust, wspólnie z „nazistami”. Nie sposób również dziwić się, że tak często używa się sformułowania „polskie obozy śmierci”. I będzie się tak jeszcze działo długo, jeżeli Polska jako państwo nie zacznie prowadzić spójnej polityki historycznej, która pokaże, że Polacy jako naród ponoszą odpowiedzialność za Holokaust w tym samym stopniu co za zniszczenie Warszawy oraz wymordowanie jej mieszkańców przez „nazistów”. Nie można przy tym przestrzegać nakazów politycznej poprawność, która zabrania używania pojęcia „niemieckie obozy śmierci”. Wręcz przeciwnie, jest to pierwszy krok w walce z kłamliwym sformułowaniem „polskie obozy śmierci”.

Bogdan Musiał

Autor jest niemieckim historykiem polskiego pochodzenia, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Kopalnia i targi

8 komentarzy

W małym bo prawie 30 tysiecznym Barsinghausen na terenie starej kopalni,która na co dzień pełni funkcje muzeum,parku,i miejsca pikników zorganizowano lokalne targi.

Ludziska walili drzwiami i oknami by popatrzeć , spotkać się ze znajomymi i oczywiście napić się piwa z obowiązkowym Bratwurstwem , czyli kiełbasa z grilla.

Targi zostały zorganizowane z myślą o miejscowym przemyśle i handlu , by ożywić  gospodarkę ,pokazać co ciekawego dzieje się w okolicach  a jednocześnie po to, by miejscowa społeczność  zapoznała się z przedsiębiorstwami działającymi na ich terenie.

wejście na teren kopalni i zaraz nas wita wagonik na węgiel

a tu powiększone zdjęcie z dawnych czasów  z oznaczeniami co gdzie było ulokowane

 

wagoniki do przewozu węgla i robotników

 

 

 

 

 

 

tory kolejowe , takie wąziutkie  żeby zmieściły się w chodniku kopalnianym, zupełnie jak zabawki albo wesołe miasteczko dla dzieciaków

 

 

 

 

 

a tu wielki kubeł do wyciągania urobku

i szyb , no może ma za 3 metry wysokości , taka miniatura  naszych ślaskich

 

 

 

 

 

 

 

 

no i wystawy. Najróżniejsze.

Zadbano o czas  dzieci. Klauny z   baloników produkowały zwierzątka

 

 

 

 

a tu …. szkło w du…ie reklama  firmy

 

dzieci próbują sił w budowaniu murów

 

 

 

 

i zgodny z niemiecką estetyką,niekoniecznie nam polakom podobajacy  sie gipsowy koń

 

 

 

 

 

 

 

 

a na kosiarkach mozna było pojezdzic

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zawsze zazdrościłam Niemcom dlaczego tak  szybko i równomiernie rozwijają się.Pomijam aspekty historyczne typu reperacje i zagrabienia.Nie czas to i miejsce na takie rozważania.A my pewnie nigdy nie dowiemy się najprawdziwszej prawdy.Zresztą prawda jest względna.

W Niemczech przemysł jest rozdrobniony.Nie ma wielkich fabryk zajmujących parę czy paręnaście hektarów jak nasze Puławy,Azoty czy Ursus.W każdej natomiast miejscowości spotkacie jakiś zakładzik, zakład zatrudniający parę/paręnaście osób, które działają na lokalnym  rynku, lub też produkują na zlecenie innych.To system naczyń połączonych.Wielkie koncerny tez lokują w małych miejscowościach swoje oddziały,co daje miejscowej ludności zatrudnienie,stałą pracę, stabilna płacę, które wiaże ludzi właśnie z tym miejscem. W  każdej wiosce jaka spotkałam sa piękne domki jednorodzinne.Ludzie budowali i budują na potęgę, gdyż mogą liczyć na dogodny system kredytowania , przy czym  raty te są nieznacznie większe od czynszu za wynajmowane mieszkanie.Budownictwo jest motorem napędowym  gospodarki i widać to na każdym kroku.W każdej nawet najmniejszej miejscowości  z pietyzmem spogląda sie na stare budowle , slady przeszłości.Przyzwyczajona do naszych wielkich muzeów do naszego monumentalizmu z początku trochę pokpiwałam z tych mini muzeów.Uświadomiłam sobie jednak, ze tak właśnie buduje się miłość do malej ojczyzny.

to chodzi o ….pieniądze Waluty : Stos weksli 50 EUR, samodzielnie na czyste biaÅ‚e tÅ‚o Zdjęcie Seryjne

tyle tytułem podsumowania mozolnego liczenia .

Każcie sobie płacić na bieżąco,co by potem nie było zdziwienia że aż tyle.Pozostaje niesmak

Pielegnacja orchidei

13 komentarzy

W prawie każdym niemieckim domu spotkacie orchideę. Co prawda u nas coraz popularniejsze, ale my Panie starszej daty nie zawsze umiemy z tymi przepięknymi kwiatami obchodzić się jak należy. Storczyki lubią ciepło i światło, ale pamiętajmy, że najlepiej im po  stronie wschodniej , gdzie jest wystarczająco dużo światła, a słonce nie operuje cały dzień

Z doświadczenia wiem, ze obrane miejsce przez gospodarza domu zawsze jest najlepsze.

Warto pamiętać o kilku podstawowych zasadach.

Pomimo, że orchidee są roślinami egzotycznymi wbrew pozorom nie lubią zbyt gorącego i parnego klimatu.  I tak naprawdę są łatwe w utrzymaniu przy zachowaniu  następujących zasad

1.Niewskazana jest przesadna troska, przejawiająca się w ciągłym przestawianiu, czy zraszaniu.Pozwólmy roślinie swobodnie się rozwijać, pielęgnując ją dokładnie zgodnie z jej potrzebami.

2.Błędem jest także wystawianie rośliny  na działanie ostrych promieni słonecznych.

3. Podłoże musi być przewiewne, luźne, nie zbite i nie mokre.Najczęściej są  one sadzone w przezroczystych doniczkach, w których widać kłąb korzeni. Więc nie przesadzajmy ulegając wrażeniu ,że za ciasno im w doniczce.

4. Podlewać obficie, ale rzadko. Najlepiej wstawiając doniczkę do pojemnika w wodą na 10-20 minut a potem odsączyć

5. Doniczka nie możne stać we wodzie.  Dlatego doniczkę można ustawić na szerokiej podstawce wypełnionej keramzytem ,a jak nie masz keramzytu to wystarczą zwykłe nakrętki po napojach. Chodzi o to by była wentylacja i podłoże wysychało.Najczęściej jednak umieszczane są w osłonkach więc dobrze by było keramzyt wsypać na dno

6. Nie obcinać korzeni powietrznych

7. Nie dopuścić do kurzenia się liści

W praktyce jak sobie przypomnę  to zajrzę na parapet  do kwiatków. Orchidee można szybciej zniszczyć przelewając je woda  niż  wysuszając, gdyż roślina gromadzi wodę w liściach i korzeniach. Zabójcze dla orchidei  jest zalanie serca tj jest takie opryskanie liści,  że woda gromadzi się  w miejscu gdzie liście wyrastają

8. Kiedy podlewać ? wyjmij doniczkę z osłonki. Jak jest leciutka ,to jest sucha , to właśnie jest ten czas.

Stosując się  do tych zasad  rośliny będą pięknie kwitły.

Kiedy kwiaty już zwiędną wstrzymaj  się na chwilę z wycięciem całego pędu, ponieważ często  wypuszcza on odnogi które dalej kwitną, lub obetnij pęd  za 3 kolankiem jak nie ma samoistnej odnogi, może się zdarzyć, że  zaraz wyrośnie nowa odnoga i będziesz się cieszyć pięknymi kwiatami.

tytułem wstepu

4 komentarzy

Tu właśnie , jak wena przyjdzie napisze dlaczego...
Pracuję , opiekuje się starszymi osobami w Niemczech.To ciężki kawałek chleba.Chyba jeden z najcięższych. Z  dala od rodziny, na obczyźnie , najczęściej bez języka, w innej tradycji kulturowej.

Zaczynałam  bez znajomości jezyka.Wiele przeszłam , wiele widziałam i jeszcze wiecej nauczyłam się.

Najpierw przerazona, w cieżkim stresie z powodu bariery jezykowej,kosmicznych klopotow, których końca nie widac, zalękniona, że nie moge sie wygadać, postawić i powiedzieć co myślę , bo …. co bedzie jak strace pracę

Wychowana w domu , w ktorym ojciec  nie baczac na własne korzenie , do końca życia nie chciał znać swego brata,który chcąc nie chcąc podążył za rodziną , za dziećmi,wnukami i żoną do Niemiec na pobyt stały.Nakarmiona w szkole wiedzą o wrogu ,przesiąknieta polska martylorologią , pojechałam by ratowac dom.

Okrzepłam.Pogodziłam się , nauczyłam jezyka. Po latach pustki , beznadzieji,totalnego wyalienowania przypomniłam sobie ze mam głowę i ze ona dalej chce pracować, uświadomiłam sobie, że teraz kiedy już prawie duzo wiem, moge  zacząć pracować głową i to daje mi uczucie spełnienia, i malutką nadzieje , że może  pomogę innym kobietom.Postaram sie napisac wszystko co wiem, czego nauczyłam sie, od kuchni po postepowanie z ludzmi na obczyznie.

Kobietki kochane, głowy do góry !!!!! Nie taki diabeł straszny jak go malują !!!!!!!Mrugnięcie okiemBuziak


  • RSS