Wpisy z tagiem: Przemyślenia

……..

Brak komentarzy

Tylko samotni piszą pamiętniki.
Jestem zmęczona…. chciałabym , by śmierć przyszła do mnie we śnie.

Nie chcę czuć , że nadchodzi.

Nie chcę wiedzieć , że pozostanie ze mnie tylko fizyczna skorupa , a myśli się splączą i będę tylko rośliną.
Zazdroszczę ludziom , którzy umierają we śnie, lub w szybki gwałtowny sposób….

Nie czują bólu przemijania.

Zasmarkane reflaksje

Brak komentarzy

Dzisiaj katar malutki co prawda, nie daje mi żyć.

Ani chora , ani zdrowa. To taki dla mnie najgorszy stan. Czuję rozbita , ciężka i leniwa. Głowa pobolewa.

Ech jesień…

Uświadomiłam sobie, że gdyby moja Nat była w kraju , to już za cztery dni dostałabym kopertę z lekami, serdeczną kartką , jakąś gazetką i książką. No gdyby była w kraju. Ale Australia daleko. Nawet nie wspomnę , że dopadły mnie jesienne dolegliwości. Po co ma się martwić.

Nat działa z sercem. Racjonalnie ale z sercem. Prawdziwie kocha rodzinę i o nią się troszczy na wszystkie możliwe sposoby. Ewa , młodsza, ma dobre serce , ale prawda jest taka , że nawet nie wpadnie na pomysł , żeby spytać  czy coś nie wysłać. Sama z siebie nic  raczej nie zrobi, co więcej miedzy nami jest tak wielki dystans, że nawet nie poproszę, i raczej nigdy nie proszę o jakąkolwiek pomoc, bo jak już  coś zrobi , to tak to opowiada, jakby  dokonała istnego cudu. Urodziłam ją, ale nie rozumiem. Nasze rozmowy to kupić, posiadać, mieć. Nie wiem co myśli , co czuje. Po prostu nie wiem.

Dzieci wychowane w tym samym domu , jedną ręką , a takie różne. Szkoda , że tak się stało.Jakie refleksje może przynieść zwykły katar.Chyba dlatego, że bardzo chciałabym dostać serdeczną dawkę pocieszenia. Choroba i tęsknota. Marzę się troszkę, ale nawet babcie miewają chwile słabości…..

A na razie leczę się witaminą C i Febrisanem , bo tylko to mam z sobą. Mam nadzieję, że nie złapię  zapalenia oskrzeli jak to najczęściej bywa przy moich przeziębieniach. Jestem na obczyźnie…….

Zazdrosnikom w odpowiedzi

Brak komentarzy

Wszystkim zazdroszczącym kasy , a tych jest nie mało, informuje , że na każdego centa Polska opiekunka zasłużyła podwójnie.

Fakt dostajemy kasę , ale płacimy tęsknota za rodziną, polskim niebem i ubezwłasnowolnieniem. Bo prace przy opiece w dużej części na tym również polega.

Pewnie czytelnikom wydaję się , że słowo ubezwłasnowolnienie użyłam na wyrost. Otóż nie. W pracy nad opieką oddajesz się całkowicie. Pracujesz 24 godziny na dobę , nie jesteś panem siebie. Wszystko zależy od innych,i od warunków w jaki się znajdziesz.

Napisałam 24 godziny na dobę , bo często tak jest. Nie dość, że jesteś cały dzień do dyspozycji , to często zdarza się i tak, że musisz po wielokroć wstawać w nocy do staruszka. Niby w ciągu dnia masz  z reguły dwu godzinna przerwę , ale nie czarujmy się , ta przerwa potrzebna jest nie Wam , a staruszkowi na poobiednią drzemkę. Wiele Pań wykorzystuje ten czas na  robienie zakupów bo jest to jedyny możliwy czas , by w miarę spokojnie zaopatrzyć dom. W miarę , bo zawsze musisz zdążyć na czas , więc nawet stojąc w przydługiej kolejce do kasy denerwujesz się. Denerwujesz się , czy Twój podopieczny dalej bezpiecznie przebywa  w łóżku czy fotelu gdzie go ulokowałaś , denerwujesz się , bo nie wiesz jakie niespodzianki czekają cie po powrocie do domu.

Generalnie jest tak, że rodzina wynajmując cię do pracy , składa na Twoje barki absolutnie wszystko. Przebywasz więc z chorym i starym człowiekiem najczęściej sama w domu  i jesteś za niego odpowiedzialna.

Najczęściej są to schorowani ludzie i nie można ich zostawić nawet na chwilkę. Więc gotujesz , sprzątasz dom i jesteś na każde skinienie. Pół biedy gdy podopieczny jest na tyle sprawny , że możesz wyjść z nim na spacer, czy na zakupy. Osoby leżące też nie stanowią większego zagrożenia same dla siebie. Najtrudniej jest z demencjami i otępieniami starczymi. W różnych fazach demencja rożnie się objawia. Wielokrotnie osoby dotknięte tą chorobą bywają agresywne i histeryczne. Dotyczy to szczególnie tych osób, które są w początkowej fazie choroby, kiedy to czasami zdają sobie sprawę z tego ,że coś nie jest w porządku , ale nie umieją zdefiniować co. Są więc niespokojne ,często napastliwe i złośliwe.Sytuację jeszcze pogarsza Twoja obecność, bo nie rozumieją kim jest ten obcy człowiek w ich domu, co robi w jego kuchni, dlaczego otwiera szuflady itd.

A większość Pań zatrudnionych jest przez agencje pracuje w systemie 6 czy 8 tygodniowym . Ciągła zmiana opiekunek dla osób dotkniętych demencją wprawia je w  jeszcze większe zamieszanie. Ledwie zdążą się przyzwyczaić do jednej osoby , a już przychodzi inna.Najlepszym rozwiązaniem byłoby zatrudnienie 2 opiekunek pracujących na zmiany , ale tak się najczęściej nie dzieje.

Jesteś więc w obcym domu. Nie zależy od Ciebie nic. Nic do Ciebie nie należy. Nie przysiądziesz żeby napić sie herbaty i przejrzeć gazetę , nie włączysz radia ze swoją stacją czy muzyką , nie obejrzysz nie swojego telewizora , a już na pewno nie polskiej stacji, nie wyciągniesz się na sofie , bo dziś nie masz weny. Nie poczytasz , bo prostu jak nie wzięłaś ze sobą odpowiednio dużego zapasu książek czy prasy, to nie masz. Nie  zadzwonisz do koleżanki, nikt do Ciebie nie wpadnie.Nie pogadasz. Jesteś sama.

Kiedy pracujesz z kobietą, ta często nerwowo reaguje na każde stukniecie talerzyka czy szuflady. Boi  się ze pobijesz i zniszczysz , często napomina Cię żebyś uważała. Najgorsze skorupy nabierają milionowych wartości w oczach  właścicielki. Może okazać się , że źle pierzesz, czy prasujesz , czy co tam jeszcze robisz w domu, bo wykonujesz te czynności nie tak jak były wykonywane przez całe życie. To wszystko sprawia , że denerwujesz się i często z tego powodu stajesz się niezgraba i wszystko leci Ci z rąk. Bo ile można wytrzymać permanentną inwigilację.

Praca z mężczyzną o tyle , z reguły  jest  łatwiejszą , że nie wtrąca się w prace domowe, ale w 99 na 100 przypadków spotkasz się z erotycznymi sygnałami, czy wręcz z propozycjami. A to Ci w dekolt zajrzy , a to klepnie w pupie, a popatrzy w oczy, czy wręcz zaproponuje sex.

Śmiertelnie się nudząc, grasz w jakieś gry, czy oddajesz się innym równie nudnym zajęciom by staruszkom jakoś zapełnić czas.

Czasem zajmujesz się parą , chociaż w kontrakcie masz jedna osobę. Bo niby to jest prawda. Jedna osoba chora, która wymaga opieki i jej współmałżonek , któremu też musisz podać posiłki , oprać i wykonać tysiące czynności które związane są z obecnością tej drugiej osoby.

I dźwigasz. Dźwigasz , bo na wózek inwalidzki trzeba posadzić , podnieść z łózka. Podtrzymać, podprowadzić. Schylasz się by podać , podnosisz na klopa, ściągasz z klopa. Wycierasz tyłki. Zmieniasz pampersy. Dźwigasz do wanny czy prysznica. Kręgosłup Ci nawala, stawy w rekach wyskakują.

I jeszcze wąchasz. No bo co górą wchodzi , przetworzone dołem wyjść musi.

Tak wiec nie ma czego zazdrościć.A raczej  współczuć ,

że tylko w ten sposób możemy sobie i naszym rodzinom zapewnić byt.

No cóż kobietki. Pracowite jak pszczółki jesteśmy

…. ale jak to Polskie Baby , nic nas nie zmorze.

Damy radę     BuziakNiewinna minaŚmiech

Uczmy się od innych

Brak komentarzy

O tym , że kocham Flohmarki ,  czyli bazary kiedyś już pisałam.

Dzisiaj byłam na bazarku organizowanym, przez szkołę dwa razy w roku. Raz wiosną , raz jesienią. To fantastyczny pomysł dla rodzin z dziećmi. Dzieci tak szybko wyrastają ze wszystkiego i w domach w rożnych miejscach zalegają rzeczy jeszcze porządne, których żal wyrzucić, a praktycznie nie ma jak spieniężyć.

Jakieś dwa tygodnie temu, do każdej gazety dołączona została ulotka.Informuje ona, że organizowany jest bazar w takiej a takiej szkole/przedszkolu, że osoby chcące wystawić towary na sprzedaż maja sie zgłosic  teefonicznie, a kupujących zaprasza sie na dzień i godzinę.

Pojechałam więc. W głównym halu szkoły zorganizowano stoiska z odzieżą, w korytarzach i na zewnątrz na patio stoiska z zabawkami i grami. Oczywiście nie zabrakło tradycyjnie już , jak to w Niemczech, kawiarenki z ciastami wypieczonymi przez mamy i kawą. Bo nade wszystko zjeść trzeba. To nieodłączny element wszelkiego rodzaju zgromadzeń, festynów i jarmarków w Niemczech.

Na takim bazarku można zaopatrzyć się we wszystko co potrzebne dziecku od maluszka do…no powiedzmy pierwszaka.

Oczywiście dokonałam zakupów, z których jestem bardzo dumna.

Łóżeczko dla lalki  > 5 euro

Teatr Lalek  > 2 euro

Gry dla 3 latki > od 1 do 3 euro

i wszystkie nowe, nieużywane

Na gwiazdkę prezenty jak znalazłŚmiech

A że nie tylko dla ducha tylko się wybrałam, to troszkę ciuszków kupiłam.

Za wszystkie zapłaciłam 10 euro, i choć to nieprawdopodobne to bluzeczki na długi rękaw  aż po 50 centów, a spódnisie w tym dżinsową po 2 euro.

Bardzo ucieszyłam się z kurtki zimowej i kombinezonu przeciwdeszczowego , ale niestety po dokładniejszych pomiarach będą dopiero dobre w przyszłym roku, jeśli Zu utrzyma tempo rośnięcia.

 

I tak wszyscy zadowoleni. Sprzedający, bo pozbyli  niepotrzebnych rzeczy i kupujący, bo nabyli to, co potrzebowali.A szkoła w której bazar został zorganizowany też zarobiła  na wpisowym  od sprzedających.

I jak zwykle nasuwa się refleksja.

Swego czasu podsuwałam swojej córce pomysł, by w przedszkolu zorganizować taki bazarek czy dzień wymiany ciuchów. Okazało się , że jest to niemożliwe, bo nie dość,  że potrzebna jest góra, albo dwie papierów do rozmaitych urzędów, to jeszcze nasz kochany US chciałby opodatkować dochody ze sprzedaży  nieużywanych ciuszków i zabawek itd itd….

Bez komentarza

I po co ułatwiać ludziom życie?  Państwo nie dba o młode rodziny.

Ach, zapomniałam. Dla Państwa najekonomiczniejsze są rodziny bezdzietne. Zawsze umykają mi złote myśli wodza.

A przecie rzeczą ludzką jest przenosić dobre przykłady z innych krajów. Ale …. po co??????

Nic sie nie stało?

Brak komentarzy

Przeglądam wieczorową porą portale internetowe.

To jedyne źródło bieżących informacji o tym co dzieje się w kraju.

Popularne portale  Onet, WP, Interia,  NAWET SŁÓWECZKIEM SIĘ NIE ZAJĄKNĘŁY

i tyko nieśmiało zadaję sobie pytanie. Czy to poprawność polityczna,  niechęć do drażnienia Niedżwiedzia, czy  młode pokolenie dziennikarzy jakieś niedouczone jest, czy też wreszcie na naszych oczach nastepuje powolne zafałszowanie historii……

Figa , moja kundelka mieszka teraz z moja córką. Nie mogę jej ze sobą wziąć  tam gdzie pracuję. Ubolewam , bo po prostu tęsknie za tym sierściuchem. Trafiła do naszego domu tak malutka, że mieściła się w dłoni. Długi czas nosiłam ją na spacerki za pazuchą. Dobry to był czas. Kochana i hołubiona przez obie moje córki, sypiała na wersalce, często razem z nimi, a także ze mną w łóżku , bez przekonania przeze mnie wyganiana. Odpłaciła całym psim serduszkiem miłością bezgraniczną i  ufną. Orzechowe oczy z uwagą patrzyły i mówiły, kocham cię, rozumiem cię.

Losy sie poplątały. Dzieci dorosły, poszły na studia, potem ja musiałam wyjechać. Koniec końców zamieszkała z jedna z córek. Jej los się odmienił. Na świat przyszło dziecko, miłość i oddanie jej młodszej Pani ulotniła się. Już nie było gadania w psi nos godzinami, już nie było wspólnego spania, już nie było dobrze znanego domu , w którym wychowała się. Nagle z dnia na dzień zamieszkała w nowym domu , z jedną z pań , ale pani serce się odwróciło. Ogon, ten cudowny ogon z frędzlem przestał majtać z radości na wszystkie strony. Teraz  podkulony, a orzechowe oczy zaszły mgłą smutku i odrzucenia.

Kiedy przyjechałam z radości posiusiała się. Wytarmosiłam,ucałowałam w nos i patrzyłam jak nieśmiało położyła się kładąc nos na moje nogi. Orzechowe oczy patrzyły tak wiernie i smutno.

Wróciłyśmy do domu. Patrzę na mojego psa. Sierść skundlona, nie wyczesana. Skołtunione kłaki, brudna , że strach dotknąć. Zaczęłam wyczesywać, nie dałam rady, wsadziłam do wanny. Długo spłukiwałam kurz samą wodą. Potem psi szampon. Dobrze że miałam cała butelkę. Brud spływał i spływał. Nareszcie pokazały się bialutkie łatki. Wreszcie na balkonie złapałam za nożyczki i wszystkie kłaki po prostu obcięłam. Nareszcie  zaczęła wyglądać na domowego psa. Kochanego psa.

Spędzamy całe dnie razem. Wszędzie ja biorę ze sobą. Niebieska nowa obroża zastąpiła stary pasek. Oczy Figi nabrały blasku. Ogon faluje z zadowolenia. Czasem widzę jak podnosi swe mądre oczy i niemo pyta.

Zostaniesz ze mną na zawsze??

Nie zostanę. Nie mogę. Jeszcze tylko będziemy razem dwa tygodnie. A potem wróci tam, gdzie nikt  jej nie kocha.

I tak myślę sobie. Że za jakiś czas będę jak ten pies. Stara i bezużyteczna. Dostane jeść i pić. Będę zaopiekowana.

I samotna.

Poprzez swoja starsza córkę uczestniczę z daleka w życiu jej znajomych. Opowieść  ta budowana jest z ich relacji , a nie osobistego uczestnictwa. Na pewno mocno zindywidualizowana  przez relacje, ale….

Było sobie pięciu chłopaków na łódzkim osiedlu. Rośli razem od piaskownicy. Razem w przedszkolu, razem w podstawówce . Potem wybrali rożne szkoły średnie i rożne studia. Ich drogi ciut się rozeszły , ale byli zawsze zgraną paczką i taką pozostali. Dzisiaj już 30 latkowie utrzymują kontakt może nie ożywiony , codzienny , bo ich życiowe drogi po całym kraju , a jednego w świat zaniosły. Nie mniej jednak kontakt  trzymają , a kiedy tylko wiatry zawieją  ich do rodzinnego miasta , zawsze się spotykają.

W końcu ubiegłego roku , jeden z nich , nazwijmy go Marek, zaczął niedomagać. Bóle głowy nasilały się. Z początku rzecz lekceważona wreszcie zaprowadziła go do lekarza. Szybko zdiagnozowany. Wiadomość okrutna. Glejak. Jakimś cudem udało się bez specjalnych protekcji tuż przed Świętami Bożego Narodzenia przeprowadzić operację w jednym z warszawskich szpitali. Zarówno przed samą operacją jak i w czasie wcześniejszych konsultacji Marek pomieszkiwał u moich bliskich w Warszawie.

Nie wiem , czy rozmawiali o życiu i śmieci. Nie wiem jak przebiegał ostatni wieczór przed operacją w ich domu. O czym rozmawiała ta trójka udając , że nie jutro  skalpel będzie w głowie jednego z nich , że może przeżyje a możne nie, czy będzie widział, mówił,  chodził? Jakie myśli i lęki skrywali głęboko?

Operacja udała się. Nic złego się nie zdarzyło. Chłopaki z paczki spontanicznie zrzucili się , co który miał i mógł. Akurat starczyło na złożenie spermy w Banku spermy i jej przechowywanie przez rok, by kiedyś ewentualnie dziecię począć własnej krwi i kości. Zaraz  też zaordynowano chemię. Ma silny organizm. Chemie przeszedł bez zwykłych u innych komplikacji. Nawet czupryna została.

Kilka dni temu miał rezonans magnetyczny, by potwierdzić skuteczność leczenia , wykluczyć przerzuty. Marek czuje się dobrze. Ośmiela się więc planować życie. Tuż przed rezonansem powierzył swemu przyjacielowi postanowienie. Jeśli wszystko będzie dobrze , oświadczę się. Dziewczyna, dzielnie trwała przy jego boku w czasie choroby. Sekunduje mu caly czas.

To pięknie,że nie opuściła go w trudnej sytuacji. Choć jego reakcja na wieść o chorobie była typowa. Rozstajemy się, nie chce cię widzieć.  Kobieta przetrzymała strach, odrzucenie i wrogość. Była i jest.

I tylko mnie , na wieść o zamierzonych oświadczynach ścisnęło mi się serce. Ze strachu. Z żalu. Z niepewności nad losami tych młodych ludzi.

Żadna decyzja nie jest dobra. Przyjmie oświadczyny, wybierze niepewna przyszłość. Czy Marek dożyje późnej starości , czy będą wychowywać swe dzieci razem ? Wielka niewiadoma…

Odrzuci go , to zada mu śmiertelna ranę, bo uwierzył jej, że go kocha. Że jest to Kobieta na niepogodę…

…a ja co myślę? Gdybym była matką chłopaka skakałabym z radości ze taka perła  mu sie trafiła. Ale gdybym matkowała dziewczynie targały by mną wielkie emocje. Jak doradzic córce. Jak odradzic corce. Gdzie jest granica między ludzką miłoscią i poświeceniem , a zwykłym zdrowym egoizmem?

Jakakolwiek dziewczyna podejmie decyzje, bedzie ona zła.Odrzucenie kochanego człowieka , czy byc moze samotne borykanie sie z życiem. Bo chociaz z calego serca pragnę , by młody żył w zdrowiu i szczęsciu do póznych lat , w duchu powatpiewam czy to sie uda.


Niemiecki Fokus

Brak komentarzy

nic dodać , nic ująćZakłopotanie

Mam 60 lat. Jestem sierotą. Od 8 lat sierotą. I nie ma prawie dnia , by chociaż przez moment nie mignęła mi jego twarz.

Im starsza jestem, tym jaśniej widzę i rozumiem jaki odcisnął na mnie znak. Nie, nie piętno, bo piętno ma ocień negatywny. Właśnie znak. Swój stempel.

Pamiętam ten straszny poranek, kiedy skończyło się moje dzieciństwo. Obudził mnie głuchy łoskot i cisza. Leniwie rozważałam czy wstać. Wewnętrzny imperatyw nakazał otworzyć oczy .. w progu pokoju leżałeś. Bezradny i cichy. Ta cisza była przerażająca. Lekarze, karetki i później trzymiesięczne czuwanie przy Twoim łóżku w odległym o 80 km szpitalu.

Rano wyprawiałam dzieci do szkoły, praca, by punkt 15 zatrzasnąc biurko i odpalić samochód. Musiałyśmy zdążyć przed 17, bo wtedy kończyły się godziny odwiedzin. Dziewczynki odrabiały lekcje na szpitalnych korytarzach siedząc na podłodze, jadałyśmy  w drodze powrotnej zakupione w przydrożnych marketach jakieś bułki i  parówki , czy co tam było. Czasami jakaś sąsiadka wyszła z garnkiem gorącej zupy poruszona naszym oddaniem. A Ty sobie spałeś i spałeś… Nie myślałam wtedy. Działałam jak automat. I nigdy mi do głowy nie przyszło , by choć raz opuścić jeden dzień.

Stawało się jasne, że kończy się dzieciństwo, że teraz ja przejmuje rolę przewodnika stada.

Później pięć lat. Nieważne że nie mówiłeś , nie chodziłeś, byleś sparaliżowany. Byłeś. Rozmawiałeś. Rozmawiałeś ze mną oczami.

Przed sobą mam czarną płytę pianina. Mam siedem lat. Panienki z dobrych domów grają na pianinie, malują, są grzeczne, ciche, nieśmiałe. Dobrze ułożone. Bębnię w te klawisze, wskazówka  zegara nad pianinem  z wolna się przesuwa. Zaraz trzecia. Wchodzisz do domu . Wyzwolenie. Już nie muszę grać. Wracasz do domu i wraca moje dzieciństwo. Wykłócasz się z mamą o moje wyjście na podwórko. Do dzieci. To takie prostackie, każdym gestem podkreśla mama, a ja o niczym innym nie marzę, by pobiegać jak inne dzieci z piłką , czy zagrać w dwa ognie. Kupujesz mi piłkę. Gumową. Odbija się wysoko. Jestem kimś. Dzieci bawią się ze mną. Do gry w palanta wybrałeś najlepiej leżący w ręce kijek. Ćwiczymy zamachy. Mało rozmawiamy. Raczej jesteśmy.To znaczy ja jestem. Grzeje się w cieple taty.

W sierpniu zaplanowałam zabezpieczyć dach garażu, może posmołować, uszczelnić pęknięcia, podciągnąć drzwi, bo się opuściły.Wreszcie wyśpię się w domu. Własnym domu.Tylko ta zdezelowana wersalka. Zawiasy się popsuły. Otwiera się na półokrągło, więc lepiej spać na połówce. A może kupić nową? Myśl dziewczyno, szepcze mi za uszami…podnieś, odkręć , sprawdź sprężynę , ewentualnie dokup nowe zawiasy.

Skąd ja to wiem ?…. Skąd wiem jak wymienić gniazdko, jak udrożnić zapchany zlew , podłączyć akumulator. Czemu wdaję się w dyskusję z majstrem , ze rurka 3/4, że trzeba zrobić obejście, że przed malowaniem ma umyć ściany , zaszpachlować , wygładzić. Skąd ja to wiem… Żaden majster mi nie straszny…. Skąd ja to wiem…

Poświeć tutaj, nie tutaj! Widzisz ? Jak ty widzisz to i ja widzę. Podaj śrubokręt, młotek, uszczelkę , próbnik, klucz 10. Niekończące się godziny domowych reperacji. Reperował wszystko. Żelazko i naszego pierwszego zółtego Moskwicza 403. Dłubał i rozkręcał, przykręcał , skrobał, dmuchał , chuchał. Znał na pamięć każdą śrubkę. Nawet nasz pierwszy telewizor, który mama wydziergała szydełkiem produkując serwetki. Metodą prób i błędów osiągał cel. Działało. A ja przestępując z nogi na nogę świeciłam latarką , podawałam narzędzia i nudziłam się jak mops. Potem pytałeś  jak byś to zrobiła ? Wykładałam swoje racje, a Ty z wilgotnymi oczami od śmiechu niezgrabnie głaskałeś mnie po głowie. I dalej majstrowaliśmy. Rzadkie to były chwile, bo panienki z dobrych domów mają grać na pianinie, deklamować wierszyki , wzdychać i być niewidoczne.

Długie miesiące byliśmy sami. Mama chorowała. Codziennie szliśmy kilometry do szpitala. Najpierw przez most na Dunajcu. Zimno i ciemno. Dmuchało. Mróz szczypał w oczy. Zawsze szedłeś tak, by mnie ochronić przed mroźnymi porywami wiatru. Czasem, kiedy wspinaliśmy się pod gorę do nowotarskiego szpitala niosłeś mnie chwilę , a wtykałam nos w cieple zagłębienie Twej szyi.

Pod mostem zakopianki rosły kaczeńce. Malutkie schodki prowadziły w dół. Zbiegałam , zbierałam kwiatki napominana by  nie wpaść w wodę i uważać na grząski grunt, a Ty sobie stałeś tam u góry i patrzyłeś. Co myślałeś? Pamiętam ten dzień. Podmokła łąka, kwiatki, słońce , nowy prochowiec i Twoja malejąca sylwetka na górze skarpy. Spacer. Jeden z niewielu.

W sierpniu  muszę ubezpieczyć samochód, zrobić przegląd. Mam nadzieję , że auto przejdzie go bezboleśnie. No i zatankować  cały bak. Oj będzie bolało.

Kiedy 30 lat temu  szukałam ratunku dla małej Nat , wpadłam na pomysł by pojechać do Centrum Zdrowia Dziecka. Tak bez skierowania. Koleżanka koleżanki dała kontakt do … koleżanki tam pracującej. Komunikat od Taty. Zbieraj się. Jedziemy. Jak  jedziemy. Benzyna na kartki , a do Warszawy  daleko. Pojechaliśmy. Nic nie mówił. Zadziałał. Obszedł zmotoryzowanych znajomych, kupował na lewo. Bak był pełny. I dzisiaj Nat ma 30 lat. Zdrowa, pełna życia , wykształcona. Szkoda ,że szczęścia szuka w świecie , bo dla mnie Polska to była dumą, matką i Ojczyzną. Pochody pierwszomajowe. Maszeruje wojsko. Łopoczą flagi, gra orkiestra. I ja dumna maszeruję z Tata za rękę. Po co słowa. Popatrz to Polska. Był czas , ze na widok biało czerwonej drżało mi serce z przejęcia. Byłam dumna zwiedzając Kraków, przerażona Oświęcimiem, wystraszona wielką Warszawą,oczarowana Gdańskiem i nadmorskimi plażami. Budowałeś tą miłość po cichu. Popatrz jak pieknie ….

Miałeś i swoje ciemne strony. Przecież byłeś człowiekiem. Wyliczać ? Po co. Wiem co mi dałeś. Klatka po klatce. We wszystkim co robię , co planuję, gdzieś jest Twoje echo. Tak jak Ty potrafiłam kochać bez pamięci, tak jak Ty równie silnie nienawidzić. Jestem gwałtowna, skora do wybuchów. Choć z wiekiem uspokoiłam się… tak jak Ty.

To dzięki Tobie okrutniku, gwałtowniku, sentymentalny głupcze sama wychowałam swoje córki. Sama ? Jakie sama. Bo chociaż dzieliło nas  dziesiat kilometrów zawsze byłeś. Pozwalałeś mi robić błędy. I to jakie!!! A Ty sobie patrzyłeś jak tonę , jak włażę coraz głębiej. I zawsze, jak topielca przy ostatnim wypłynięciu , łapałeś za włosy stawiając na twardym gruncie. Zacierałeś uciesznie ręce , bo robota wykonana. Czasem powrzeszczałeś. A jakże. Odpalałeś fiacika i tyle cię było. Radz sobie dalej sama. No … do następnego razu. Nie, nie byłam nierozsądna,roztrzepana, głupia. Byłam młoda i uczyłam się życia.Wpoiłeś mi , że ludzie są bezwzględnie dobrzy i nieraz dostałam za to po tyłku od życia. Tak się nie robi!  nauczałeś. Oj robiło się i robi. Czemu mnie oszukałeś ?

Dobry kierowca umie jeździć powoli. Uważnie wciskaj sprzęgło… a moja skrzynia biegów zgrzyta. No zgrzyta. Jak wtedy, gdy wiozłeś Floczka do szpitala , bo organizmowi zapomniało się sikać i lała się przez ręce. I tylko ta zgrzytająca  skrzynia i dzikie skoki samochodu mówiły jak jesteś zdenerwowany. A ja dalej jeżdżę  wolno i uważnie.

To wreszcie Ty pędziłeś 40 kilometrów by przywieźć małym pierwsze nowalijki. Ostrożnie w pudełeczku po zapałkach przywiozłeś 3 pierwsze poziomki. Oczy Ci wilgotniały jak opowiadałeś dzieciom, popatrzcie co dziadziuś dla was ma…To Ty byleś opoką dla małej Ew.Ty ja chroniłeś, obdarzałeś uczuciem za dwoje. Prowadziłeś za rękę i cieszyłeś się ze wszystkich jej małych osiągnięć. To w Twoją dłoń wkładała ufnie rączkę.

Buty. To Twoja obsesja. Kupowałeś wszystkim buty.Ty ze swoim bratem chodziliście do szkoły na zmianę , bo mieliście jedną parę butów. Buty. Całe mnóstwo butów. I właśnie kiedy odszedłeś , to zabrakło butów. KupiŁam Ci nowe. Pierwszy raz.

Nigdy nie powiedziałeś , że mnie kochasz. Bo i po co…..

OBOJĘTNOŚCI     DOBRYCH     LUDZI


  • RSS