Wpisy z tagiem: refleksje

Coraz częściej mówi się ,ze Polacy obierają nowy kierunek emigracji za zachodnia granicę , do Niemiec. Przyjechałam, zobaczyłam, zostaję , taki tytuł nosi jeden z artykułów  w Na Temat, o nowym kierunku emigracji.

Żyję już tu troszkę, jakby na obrzeżach prawdziwego życia. Jako opiekunka starszych osób w pewien specyficzny sposób, zamknięta w małym światku domu staruszków , nie pozbawiona jednak drobnych przyjemności i wolnego czasu.

Związek Rolników zorganizował dni otwarte w okolicznych gospodarstwach rolnych. Niby nic takiego, gospodarstwa rodzinne prowadzące rożne rodzaje działalności rolniczej, za to cały przekrój.  W jednym dniu można było odwiedzić i zapoznać się z produkcja mleka, hodowlą świń i kurczaków. Obejrzeć gospodarstwo specjalizujące się w uprawie ziemniaka, uprawy warzyw czy odwiedzić fanatyka starych maszyn rolniczych,oraz zapoznać si z produkcja bio gazu. Wszystkie gospodarstwa zlokalizowane w niewielkim okręgu , tak , że w jeden dzień można wszystko zobaczyć.

wstep

Niemcy są fanatykami aktywnego wypoczynku, więc gremialnie wyruszyli na zwiedzanie. Całe rodziny na rowerach, rodzice z dziećmi, starsi i najstarsi. Kto nie czuł się na siłach to samochodem lub młodsi fanatycy motorów na swoich dwuśladach.

rowery

Dla dzieci  to lekcja, że mleko nie pochodzi z półki  w supermarkecie  ale od krowy. Jak wygląda krowa, jak ciele i świnia, skąd się biorą ziemniaki. Namacalnie , nie z obrazka.

Każde z gospodarstw przygotowało sie na przyjecie tłumów organizując przewodników, najczęściej członków rodziny i młodych wolontariuszy gotowych na udzielenie odpowiedzi na każde pytanie, organizując poczęstunek w ramach własnych możliwości, lub udostępniając miejsce dla rożnego rodzaju przewoźnej gastronomii, bo jak to w Niemczech bywa jak nie ma bratwurstu i piwa to impreza nie odbyła się. Zwiedzanie zwiedzaniem , ale piwo z kiełbasa musi być.

Schowek

drugie

  I już teraz wcale mnie nie dziwi, że na pólkach w supermarketach stoi  Deutsche Butter, Deutsche Milsch, czy Deutsche Kartofell, i ludzie chętnie po nie siegają , nie tylko ze względu na cenę , ale z wewnętrznego przekonania , że są nasze – niemieckie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Życie na forum

Brak komentarzy

Nabrałam nieładnego nawyku podglądania.

Regularnie poczytuję na jednym z portali dla Polaków będących za granicą fora opiekunek, czyli Pań , które opiekują się starszymi osobami w ich domach. Rzecz oczywiście dotyczy Niemiec.

Kiedy one maja na to   wszystko czas ? Rano wpisy w ciągu dnia wpisy , w południe wpisy , wieczorem i nocą też.  Piszą i piszą.

Cmok-buziaczki , odbijane kapselki czyli piwko , kawki ciasta, torty, winka i drinki. Częstują się wirtualnie. Do tego relacje z marszów z kijkami, rajdy rowerowe, pływanie w basenie. Jedna od drugiej fajniej spędza czas, jednej od drugiej lepiej się wiedzie. Bite śmietanki , truskaweczki, szampaniki i inne frykasy.

I tylko nie widzę tu nigdzie pracy , choć z podtekstu  wynika, że utrudzone są setnie. Liczą dni do wyjazdu do kraju, opowiadają o wielkich walizach nowych nabytków.

I tyko nie widzę tu nigdzie pracy, która taka trudna jest a Panie wracją do domu setnie umęczone. Gdzie żmudne , monotonne przebywanie z chorym, ogłupiające granie w chińczyka , ogarnianie wszystkich kątów, pranie, gotowanie, zakupy. Gdzie dźwiganie , przewracanie , zmiana pampersów. Gdzie wpisy o trudzie  pracy z osobami z demencją, żyjącymi we własnym świecie, często agresywnymi. Gdzie te wszystkie opowieści o tym , jak trudno przebywać z chorym zamkniętym tygodniami w domu , bez kontaktu ze światem zewnętrznym.  Gdzie opowiesci o domach w których opiekunka  nie dojada, domach gdzie  zdane są tylko na siebie , bo rodzina nie ma czasu i nie jest generalnie zainteresowana problemami dnia codziennego, bo jak już wynajęła opiekunkę , czyli kobietę z  Polski czy Rumunii to już  uznaje ze  spawa załatwiona i stary rodzic jest  zaopiekowany.

 

I tak sobie myślę , że forum na którym kobiety pisują , jest tylko odskocznią od trudnego dnia codziennego.

Łapią dobre chwilki i żyją nimi cały dzień. Tworzą miraże lepszego ,  fajniejszego życia,  wirtualne koleżeństwo, wirtualne związki na odległość,  które czasem procentują wieloletnia przyjaźnią.

W ich opowieściach nie ma kłamstwa , jest szukanie namiastki prawdziwego życia.  Jakiejś minimalnej niezależności i ułudy , że żyją normalnie….

Nie wyciągaj więc czytelniku forów błędnych wniosków…..

 

 

 

 

 

 

……..

Brak komentarzy

Tylko samotni piszą pamiętniki.
Jestem zmęczona…. chciałabym , by śmierć przyszła do mnie we śnie.

Nie chcę czuć , że nadchodzi.

Nie chcę wiedzieć , że pozostanie ze mnie tylko fizyczna skorupa , a myśli się splączą i będę tylko rośliną.
Zazdroszczę ludziom , którzy umierają we śnie, lub w szybki gwałtowny sposób….

Nie czują bólu przemijania.

Zazdrosnikom w odpowiedzi

Brak komentarzy

Wszystkim zazdroszczącym kasy , a tych jest nie mało, informuje , że na każdego centa Polska opiekunka zasłużyła podwójnie.

Fakt dostajemy kasę , ale płacimy tęsknota za rodziną, polskim niebem i ubezwłasnowolnieniem. Bo prace przy opiece w dużej części na tym również polega.

Pewnie czytelnikom wydaję się , że słowo ubezwłasnowolnienie użyłam na wyrost. Otóż nie. W pracy nad opieką oddajesz się całkowicie. Pracujesz 24 godziny na dobę , nie jesteś panem siebie. Wszystko zależy od innych,i od warunków w jaki się znajdziesz.

Napisałam 24 godziny na dobę , bo często tak jest. Nie dość, że jesteś cały dzień do dyspozycji , to często zdarza się i tak, że musisz po wielokroć wstawać w nocy do staruszka. Niby w ciągu dnia masz  z reguły dwu godzinna przerwę , ale nie czarujmy się , ta przerwa potrzebna jest nie Wam , a staruszkowi na poobiednią drzemkę. Wiele Pań wykorzystuje ten czas na  robienie zakupów bo jest to jedyny możliwy czas , by w miarę spokojnie zaopatrzyć dom. W miarę , bo zawsze musisz zdążyć na czas , więc nawet stojąc w przydługiej kolejce do kasy denerwujesz się. Denerwujesz się , czy Twój podopieczny dalej bezpiecznie przebywa  w łóżku czy fotelu gdzie go ulokowałaś , denerwujesz się , bo nie wiesz jakie niespodzianki czekają cie po powrocie do domu.

Generalnie jest tak, że rodzina wynajmując cię do pracy , składa na Twoje barki absolutnie wszystko. Przebywasz więc z chorym i starym człowiekiem najczęściej sama w domu  i jesteś za niego odpowiedzialna.

Najczęściej są to schorowani ludzie i nie można ich zostawić nawet na chwilkę. Więc gotujesz , sprzątasz dom i jesteś na każde skinienie. Pół biedy gdy podopieczny jest na tyle sprawny , że możesz wyjść z nim na spacer, czy na zakupy. Osoby leżące też nie stanowią większego zagrożenia same dla siebie. Najtrudniej jest z demencjami i otępieniami starczymi. W różnych fazach demencja rożnie się objawia. Wielokrotnie osoby dotknięte tą chorobą bywają agresywne i histeryczne. Dotyczy to szczególnie tych osób, które są w początkowej fazie choroby, kiedy to czasami zdają sobie sprawę z tego ,że coś nie jest w porządku , ale nie umieją zdefiniować co. Są więc niespokojne ,często napastliwe i złośliwe.Sytuację jeszcze pogarsza Twoja obecność, bo nie rozumieją kim jest ten obcy człowiek w ich domu, co robi w jego kuchni, dlaczego otwiera szuflady itd.

A większość Pań zatrudnionych jest przez agencje pracuje w systemie 6 czy 8 tygodniowym . Ciągła zmiana opiekunek dla osób dotkniętych demencją wprawia je w  jeszcze większe zamieszanie. Ledwie zdążą się przyzwyczaić do jednej osoby , a już przychodzi inna.Najlepszym rozwiązaniem byłoby zatrudnienie 2 opiekunek pracujących na zmiany , ale tak się najczęściej nie dzieje.

Jesteś więc w obcym domu. Nie zależy od Ciebie nic. Nic do Ciebie nie należy. Nie przysiądziesz żeby napić sie herbaty i przejrzeć gazetę , nie włączysz radia ze swoją stacją czy muzyką , nie obejrzysz nie swojego telewizora , a już na pewno nie polskiej stacji, nie wyciągniesz się na sofie , bo dziś nie masz weny. Nie poczytasz , bo prostu jak nie wzięłaś ze sobą odpowiednio dużego zapasu książek czy prasy, to nie masz. Nie  zadzwonisz do koleżanki, nikt do Ciebie nie wpadnie.Nie pogadasz. Jesteś sama.

Kiedy pracujesz z kobietą, ta często nerwowo reaguje na każde stukniecie talerzyka czy szuflady. Boi  się ze pobijesz i zniszczysz , często napomina Cię żebyś uważała. Najgorsze skorupy nabierają milionowych wartości w oczach  właścicielki. Może okazać się , że źle pierzesz, czy prasujesz , czy co tam jeszcze robisz w domu, bo wykonujesz te czynności nie tak jak były wykonywane przez całe życie. To wszystko sprawia , że denerwujesz się i często z tego powodu stajesz się niezgraba i wszystko leci Ci z rąk. Bo ile można wytrzymać permanentną inwigilację.

Praca z mężczyzną o tyle , z reguły  jest  łatwiejszą , że nie wtrąca się w prace domowe, ale w 99 na 100 przypadków spotkasz się z erotycznymi sygnałami, czy wręcz z propozycjami. A to Ci w dekolt zajrzy , a to klepnie w pupie, a popatrzy w oczy, czy wręcz zaproponuje sex.

Śmiertelnie się nudząc, grasz w jakieś gry, czy oddajesz się innym równie nudnym zajęciom by staruszkom jakoś zapełnić czas.

Czasem zajmujesz się parą , chociaż w kontrakcie masz jedna osobę. Bo niby to jest prawda. Jedna osoba chora, która wymaga opieki i jej współmałżonek , któremu też musisz podać posiłki , oprać i wykonać tysiące czynności które związane są z obecnością tej drugiej osoby.

I dźwigasz. Dźwigasz , bo na wózek inwalidzki trzeba posadzić , podnieść z łózka. Podtrzymać, podprowadzić. Schylasz się by podać , podnosisz na klopa, ściągasz z klopa. Wycierasz tyłki. Zmieniasz pampersy. Dźwigasz do wanny czy prysznica. Kręgosłup Ci nawala, stawy w rekach wyskakują.

I jeszcze wąchasz. No bo co górą wchodzi , przetworzone dołem wyjść musi.

Tak wiec nie ma czego zazdrościć.A raczej  współczuć ,

że tylko w ten sposób możemy sobie i naszym rodzinom zapewnić byt.

No cóż kobietki. Pracowite jak pszczółki jesteśmy

…. ale jak to Polskie Baby , nic nas nie zmorze.

Damy radę     BuziakNiewinna minaŚmiech

Nic sie nie stało?

Brak komentarzy

Przeglądam wieczorową porą portale internetowe.

To jedyne źródło bieżących informacji o tym co dzieje się w kraju.

Popularne portale  Onet, WP, Interia,  NAWET SŁÓWECZKIEM SIĘ NIE ZAJĄKNĘŁY

i tyko nieśmiało zadaję sobie pytanie. Czy to poprawność polityczna,  niechęć do drażnienia Niedżwiedzia, czy  młode pokolenie dziennikarzy jakieś niedouczone jest, czy też wreszcie na naszych oczach nastepuje powolne zafałszowanie historii……

Figa , moja kundelka mieszka teraz z moja córką. Nie mogę jej ze sobą wziąć  tam gdzie pracuję. Ubolewam , bo po prostu tęsknie za tym sierściuchem. Trafiła do naszego domu tak malutka, że mieściła się w dłoni. Długi czas nosiłam ją na spacerki za pazuchą. Dobry to był czas. Kochana i hołubiona przez obie moje córki, sypiała na wersalce, często razem z nimi, a także ze mną w łóżku , bez przekonania przeze mnie wyganiana. Odpłaciła całym psim serduszkiem miłością bezgraniczną i  ufną. Orzechowe oczy z uwagą patrzyły i mówiły, kocham cię, rozumiem cię.

Losy sie poplątały. Dzieci dorosły, poszły na studia, potem ja musiałam wyjechać. Koniec końców zamieszkała z jedna z córek. Jej los się odmienił. Na świat przyszło dziecko, miłość i oddanie jej młodszej Pani ulotniła się. Już nie było gadania w psi nos godzinami, już nie było wspólnego spania, już nie było dobrze znanego domu , w którym wychowała się. Nagle z dnia na dzień zamieszkała w nowym domu , z jedną z pań , ale pani serce się odwróciło. Ogon, ten cudowny ogon z frędzlem przestał majtać z radości na wszystkie strony. Teraz  podkulony, a orzechowe oczy zaszły mgłą smutku i odrzucenia.

Kiedy przyjechałam z radości posiusiała się. Wytarmosiłam,ucałowałam w nos i patrzyłam jak nieśmiało położyła się kładąc nos na moje nogi. Orzechowe oczy patrzyły tak wiernie i smutno.

Wróciłyśmy do domu. Patrzę na mojego psa. Sierść skundlona, nie wyczesana. Skołtunione kłaki, brudna , że strach dotknąć. Zaczęłam wyczesywać, nie dałam rady, wsadziłam do wanny. Długo spłukiwałam kurz samą wodą. Potem psi szampon. Dobrze że miałam cała butelkę. Brud spływał i spływał. Nareszcie pokazały się bialutkie łatki. Wreszcie na balkonie złapałam za nożyczki i wszystkie kłaki po prostu obcięłam. Nareszcie  zaczęła wyglądać na domowego psa. Kochanego psa.

Spędzamy całe dnie razem. Wszędzie ja biorę ze sobą. Niebieska nowa obroża zastąpiła stary pasek. Oczy Figi nabrały blasku. Ogon faluje z zadowolenia. Czasem widzę jak podnosi swe mądre oczy i niemo pyta.

Zostaniesz ze mną na zawsze??

Nie zostanę. Nie mogę. Jeszcze tylko będziemy razem dwa tygodnie. A potem wróci tam, gdzie nikt  jej nie kocha.

I tak myślę sobie. Że za jakiś czas będę jak ten pies. Stara i bezużyteczna. Dostane jeść i pić. Będę zaopiekowana.

I samotna.

Mam 60 lat. Jestem sierotą. Od 8 lat sierotą. I nie ma prawie dnia , by chociaż przez moment nie mignęła mi jego twarz.

Im starsza jestem, tym jaśniej widzę i rozumiem jaki odcisnął na mnie znak. Nie, nie piętno, bo piętno ma ocień negatywny. Właśnie znak. Swój stempel.

Pamiętam ten straszny poranek, kiedy skończyło się moje dzieciństwo. Obudził mnie głuchy łoskot i cisza. Leniwie rozważałam czy wstać. Wewnętrzny imperatyw nakazał otworzyć oczy .. w progu pokoju leżałeś. Bezradny i cichy. Ta cisza była przerażająca. Lekarze, karetki i później trzymiesięczne czuwanie przy Twoim łóżku w odległym o 80 km szpitalu.

Rano wyprawiałam dzieci do szkoły, praca, by punkt 15 zatrzasnąc biurko i odpalić samochód. Musiałyśmy zdążyć przed 17, bo wtedy kończyły się godziny odwiedzin. Dziewczynki odrabiały lekcje na szpitalnych korytarzach siedząc na podłodze, jadałyśmy  w drodze powrotnej zakupione w przydrożnych marketach jakieś bułki i  parówki , czy co tam było. Czasami jakaś sąsiadka wyszła z garnkiem gorącej zupy poruszona naszym oddaniem. A Ty sobie spałeś i spałeś… Nie myślałam wtedy. Działałam jak automat. I nigdy mi do głowy nie przyszło , by choć raz opuścić jeden dzień.

Stawało się jasne, że kończy się dzieciństwo, że teraz ja przejmuje rolę przewodnika stada.

Później pięć lat. Nieważne że nie mówiłeś , nie chodziłeś, byleś sparaliżowany. Byłeś. Rozmawiałeś. Rozmawiałeś ze mną oczami.

Przed sobą mam czarną płytę pianina. Mam siedem lat. Panienki z dobrych domów grają na pianinie, malują, są grzeczne, ciche, nieśmiałe. Dobrze ułożone. Bębnię w te klawisze, wskazówka  zegara nad pianinem  z wolna się przesuwa. Zaraz trzecia. Wchodzisz do domu . Wyzwolenie. Już nie muszę grać. Wracasz do domu i wraca moje dzieciństwo. Wykłócasz się z mamą o moje wyjście na podwórko. Do dzieci. To takie prostackie, każdym gestem podkreśla mama, a ja o niczym innym nie marzę, by pobiegać jak inne dzieci z piłką , czy zagrać w dwa ognie. Kupujesz mi piłkę. Gumową. Odbija się wysoko. Jestem kimś. Dzieci bawią się ze mną. Do gry w palanta wybrałeś najlepiej leżący w ręce kijek. Ćwiczymy zamachy. Mało rozmawiamy. Raczej jesteśmy.To znaczy ja jestem. Grzeje się w cieple taty.

W sierpniu zaplanowałam zabezpieczyć dach garażu, może posmołować, uszczelnić pęknięcia, podciągnąć drzwi, bo się opuściły.Wreszcie wyśpię się w domu. Własnym domu.Tylko ta zdezelowana wersalka. Zawiasy się popsuły. Otwiera się na półokrągło, więc lepiej spać na połówce. A może kupić nową? Myśl dziewczyno, szepcze mi za uszami…podnieś, odkręć , sprawdź sprężynę , ewentualnie dokup nowe zawiasy.

Skąd ja to wiem ?…. Skąd wiem jak wymienić gniazdko, jak udrożnić zapchany zlew , podłączyć akumulator. Czemu wdaję się w dyskusję z majstrem , ze rurka 3/4, że trzeba zrobić obejście, że przed malowaniem ma umyć ściany , zaszpachlować , wygładzić. Skąd ja to wiem… Żaden majster mi nie straszny…. Skąd ja to wiem…

Poświeć tutaj, nie tutaj! Widzisz ? Jak ty widzisz to i ja widzę. Podaj śrubokręt, młotek, uszczelkę , próbnik, klucz 10. Niekończące się godziny domowych reperacji. Reperował wszystko. Żelazko i naszego pierwszego zółtego Moskwicza 403. Dłubał i rozkręcał, przykręcał , skrobał, dmuchał , chuchał. Znał na pamięć każdą śrubkę. Nawet nasz pierwszy telewizor, który mama wydziergała szydełkiem produkując serwetki. Metodą prób i błędów osiągał cel. Działało. A ja przestępując z nogi na nogę świeciłam latarką , podawałam narzędzia i nudziłam się jak mops. Potem pytałeś  jak byś to zrobiła ? Wykładałam swoje racje, a Ty z wilgotnymi oczami od śmiechu niezgrabnie głaskałeś mnie po głowie. I dalej majstrowaliśmy. Rzadkie to były chwile, bo panienki z dobrych domów mają grać na pianinie, deklamować wierszyki , wzdychać i być niewidoczne.

Długie miesiące byliśmy sami. Mama chorowała. Codziennie szliśmy kilometry do szpitala. Najpierw przez most na Dunajcu. Zimno i ciemno. Dmuchało. Mróz szczypał w oczy. Zawsze szedłeś tak, by mnie ochronić przed mroźnymi porywami wiatru. Czasem, kiedy wspinaliśmy się pod gorę do nowotarskiego szpitala niosłeś mnie chwilę , a wtykałam nos w cieple zagłębienie Twej szyi.

Pod mostem zakopianki rosły kaczeńce. Malutkie schodki prowadziły w dół. Zbiegałam , zbierałam kwiatki napominana by  nie wpaść w wodę i uważać na grząski grunt, a Ty sobie stałeś tam u góry i patrzyłeś. Co myślałeś? Pamiętam ten dzień. Podmokła łąka, kwiatki, słońce , nowy prochowiec i Twoja malejąca sylwetka na górze skarpy. Spacer. Jeden z niewielu.

W sierpniu  muszę ubezpieczyć samochód, zrobić przegląd. Mam nadzieję , że auto przejdzie go bezboleśnie. No i zatankować  cały bak. Oj będzie bolało.

Kiedy 30 lat temu  szukałam ratunku dla małej Nat , wpadłam na pomysł by pojechać do Centrum Zdrowia Dziecka. Tak bez skierowania. Koleżanka koleżanki dała kontakt do … koleżanki tam pracującej. Komunikat od Taty. Zbieraj się. Jedziemy. Jak  jedziemy. Benzyna na kartki , a do Warszawy  daleko. Pojechaliśmy. Nic nie mówił. Zadziałał. Obszedł zmotoryzowanych znajomych, kupował na lewo. Bak był pełny. I dzisiaj Nat ma 30 lat. Zdrowa, pełna życia , wykształcona. Szkoda ,że szczęścia szuka w świecie , bo dla mnie Polska to była dumą, matką i Ojczyzną. Pochody pierwszomajowe. Maszeruje wojsko. Łopoczą flagi, gra orkiestra. I ja dumna maszeruję z Tata za rękę. Po co słowa. Popatrz to Polska. Był czas , ze na widok biało czerwonej drżało mi serce z przejęcia. Byłam dumna zwiedzając Kraków, przerażona Oświęcimiem, wystraszona wielką Warszawą,oczarowana Gdańskiem i nadmorskimi plażami. Budowałeś tą miłość po cichu. Popatrz jak pieknie ….

Miałeś i swoje ciemne strony. Przecież byłeś człowiekiem. Wyliczać ? Po co. Wiem co mi dałeś. Klatka po klatce. We wszystkim co robię , co planuję, gdzieś jest Twoje echo. Tak jak Ty potrafiłam kochać bez pamięci, tak jak Ty równie silnie nienawidzić. Jestem gwałtowna, skora do wybuchów. Choć z wiekiem uspokoiłam się… tak jak Ty.

To dzięki Tobie okrutniku, gwałtowniku, sentymentalny głupcze sama wychowałam swoje córki. Sama ? Jakie sama. Bo chociaż dzieliło nas  dziesiat kilometrów zawsze byłeś. Pozwalałeś mi robić błędy. I to jakie!!! A Ty sobie patrzyłeś jak tonę , jak włażę coraz głębiej. I zawsze, jak topielca przy ostatnim wypłynięciu , łapałeś za włosy stawiając na twardym gruncie. Zacierałeś uciesznie ręce , bo robota wykonana. Czasem powrzeszczałeś. A jakże. Odpalałeś fiacika i tyle cię było. Radz sobie dalej sama. No … do następnego razu. Nie, nie byłam nierozsądna,roztrzepana, głupia. Byłam młoda i uczyłam się życia.Wpoiłeś mi , że ludzie są bezwzględnie dobrzy i nieraz dostałam za to po tyłku od życia. Tak się nie robi!  nauczałeś. Oj robiło się i robi. Czemu mnie oszukałeś ?

Dobry kierowca umie jeździć powoli. Uważnie wciskaj sprzęgło… a moja skrzynia biegów zgrzyta. No zgrzyta. Jak wtedy, gdy wiozłeś Floczka do szpitala , bo organizmowi zapomniało się sikać i lała się przez ręce. I tylko ta zgrzytająca  skrzynia i dzikie skoki samochodu mówiły jak jesteś zdenerwowany. A ja dalej jeżdżę  wolno i uważnie.

To wreszcie Ty pędziłeś 40 kilometrów by przywieźć małym pierwsze nowalijki. Ostrożnie w pudełeczku po zapałkach przywiozłeś 3 pierwsze poziomki. Oczy Ci wilgotniały jak opowiadałeś dzieciom, popatrzcie co dziadziuś dla was ma…To Ty byleś opoką dla małej Ew.Ty ja chroniłeś, obdarzałeś uczuciem za dwoje. Prowadziłeś za rękę i cieszyłeś się ze wszystkich jej małych osiągnięć. To w Twoją dłoń wkładała ufnie rączkę.

Buty. To Twoja obsesja. Kupowałeś wszystkim buty.Ty ze swoim bratem chodziliście do szkoły na zmianę , bo mieliście jedną parę butów. Buty. Całe mnóstwo butów. I właśnie kiedy odszedłeś , to zabrakło butów. KupiŁam Ci nowe. Pierwszy raz.

Nigdy nie powiedziałeś , że mnie kochasz. Bo i po co…..

OBOJĘTNOŚCI     DOBRYCH     LUDZI

Nuda…

9 komentarzy

Dopiero teraz mam czas na leniwe myślenie.

To stan wegetatywny. Wyłączona jestem z myślenia, martwienia się o każdy nadchodzący dzień. Lodówka raz zapełniona lepiej, raz gorzej, ale zapełniona. Żadnej odpowiedzialności za prowadzenie domu. Nie muszę myśleć, muszę być.

Po południu zamykają mi się oczy. Chcę spać.  Nuda . Liczę godziny do czasu , kiedy będę mogła pójść do siebie.

Do siebie ???? JAKIE SIEBIE ??? Wszystko jest nie moje. Żyję pożyczonym zyciem. Nie , nie żyję. Jestem.

Oddycham, spożywam, wydalam ….. nic….

Deja vu

8 komentarzy

Pokusiłam się , by możne napisać coś o moim ojcu, pchnięta do rozmyślań przez ogłoszony konkurs.

I nie tyle konkurs sam w sobie mnie interesuje, co podsumowanie moich prawie 60 lat.

Więc rozmyślam o  moim ojcu, tatusiu, tyranie, głupku, złośniku, kole ratunkowym,gwałtowniku, sentymentalnym olbrzymie, silnej ręce, która zawsze znalazła się obok w ostatnim momencie.

Nosze się z tym tematem , a raczej wspomnieniami od paru dni. W głowie z codziennych zdarzeń budują się wspomnienia. Dobre i złe. Ale to właśnie wydarzenia dzieciństwa ukształtowały mój charakter.

I nagle zdałam sobie sprawę z tego, że ten konkurs uświadomił mi zupełnie inne zjawisko.  Dziś pomyślałam, że wspomnienia o ojcu wojskowym, dobre wspomnienia są nieprawomyślne. Nie może być innych, jak złe, bo ciągle ze wszystkich stron mądre głowy gadają, że tamten PRL był zły. Że to i tamto, że zniewolenie , bieda, komuna, brak wolności. Wszystko co chcecie. Sieje się w dusze młodych jad przekreślający wszystko co zdarzyło się w tamtym czasie. Siermiężnym, ale przecie bezpiecznym. Mówi się , że tamten czas był zły.

I uświadamiam sobie , że nic się nie zmieniło. Tylko szyld i ekipa.Ta sama retoryka. Takie samo wmawianie nam prawd najprawdziwszych. Takie same media, kiedyś nazywane reżimowymi , teraz wolnymi. Obowiązkowa prawomyślność.

Wmawiało nam się, że komunistyczny reżim Rosji. A pewnie że był. Ale budowaliśmy fabryki, zakłady, przemysł. Były.Teraz w imię  światowych korporacji wyprzedajemy za bezcen wszystko i mówi nam się, że to jedyna słuszna droga. Że tak ma być , że tak jest najlepiej. Osiągnęliśmy dużo, czyli jeździmy gdzie chcemy po całym świecie … by zasilić swą pracą inne narody… Ot wolność.

Wszystko możemy. Nie wierzycie ??? przeczytajcie pierwsza lepszą gazetę , obejrzyjcie wiadomości…

Jan Pietrzak ostatnio powiedział. O czym się w telewizorach nie mówi , tego nie ma. I lemingi się cieszą. Ale do czasu, do czasu!!!

Czyżbyśmy zmienili tylko but, pod którym żyjemy?.


  • RSS