Wpisy z tagiem: społeczeństwo

Primark

Brak komentarzy

Moim ulubionym sklepem w Hanowerze jest Primark. Może dlatego , że dużo tu ciuchów z angielskiego Atmosfere , który przystaje do polskiej estetyki.
Tak jakoś jest , że w hannowerskich sklepach , na gównym deptaku, gdzie najwięcej jest sieciówek. 90 procent spacerujących i buszujących po sklepach to cudzoziemcy. Czasem i jezyk polski sie trafi , ale najwięcej jest Turczynek otoczonych gromadą dzieci i koniecznie z jednym w wózku. Czasem chodzą grupami, jeśli to same kobiety , lub w towarzystwie mężów, którzy mają ostateczny głos w tym co jest ładne, fajne i co zakupią .
Udałam się wiec do Primarku by jak zwykle zajrzeć do działu dziecięcego , bo lubię Zuzance kupować ciuchy. Sprawia mi to wielką radość. Szkoda tylko , że moja córka, kiedy przyjeżdżam obładowana jak wielbłąd nawet już cieszyć się nie umie….bo to takie oczywiste ze dam prezenty ile tylko mogę.
Ostatnio jednak mało rzeczy udało mi się upolować. Wyraźnie Primark skręca w kierunku najliczniejszej grupy kupujących tj turczynek. Długie kiecki do ziemi, chusty , kolory nie te, inna estetyka. Coraz mniej fajnych rzeczy do wyłowienia. Nie ma na czyn oka zawiesić.
Trudno . KLIENT NASZ PAN , a markietingowcy liczę pieniadze dla korporacji bacznie obserwując grupy kupujących tzn dających dochód.

Znów zwycięża pieniądz , ten wszechwładny Pan Świata

Coraz częściej mówi się ,ze Polacy obierają nowy kierunek emigracji za zachodnia granicę , do Niemiec. Przyjechałam, zobaczyłam, zostaję , taki tytuł nosi jeden z artykułów  w Na Temat, o nowym kierunku emigracji.

Żyję już tu troszkę, jakby na obrzeżach prawdziwego życia. Jako opiekunka starszych osób w pewien specyficzny sposób, zamknięta w małym światku domu staruszków , nie pozbawiona jednak drobnych przyjemności i wolnego czasu.

Związek Rolników zorganizował dni otwarte w okolicznych gospodarstwach rolnych. Niby nic takiego, gospodarstwa rodzinne prowadzące rożne rodzaje działalności rolniczej, za to cały przekrój.  W jednym dniu można było odwiedzić i zapoznać się z produkcja mleka, hodowlą świń i kurczaków. Obejrzeć gospodarstwo specjalizujące się w uprawie ziemniaka, uprawy warzyw czy odwiedzić fanatyka starych maszyn rolniczych,oraz zapoznać si z produkcja bio gazu. Wszystkie gospodarstwa zlokalizowane w niewielkim okręgu , tak , że w jeden dzień można wszystko zobaczyć.

wstep

Niemcy są fanatykami aktywnego wypoczynku, więc gremialnie wyruszyli na zwiedzanie. Całe rodziny na rowerach, rodzice z dziećmi, starsi i najstarsi. Kto nie czuł się na siłach to samochodem lub młodsi fanatycy motorów na swoich dwuśladach.

rowery

Dla dzieci  to lekcja, że mleko nie pochodzi z półki  w supermarkecie  ale od krowy. Jak wygląda krowa, jak ciele i świnia, skąd się biorą ziemniaki. Namacalnie , nie z obrazka.

Każde z gospodarstw przygotowało sie na przyjecie tłumów organizując przewodników, najczęściej członków rodziny i młodych wolontariuszy gotowych na udzielenie odpowiedzi na każde pytanie, organizując poczęstunek w ramach własnych możliwości, lub udostępniając miejsce dla rożnego rodzaju przewoźnej gastronomii, bo jak to w Niemczech bywa jak nie ma bratwurstu i piwa to impreza nie odbyła się. Zwiedzanie zwiedzaniem , ale piwo z kiełbasa musi być.

Schowek

drugie

  I już teraz wcale mnie nie dziwi, że na pólkach w supermarketach stoi  Deutsche Butter, Deutsche Milsch, czy Deutsche Kartofell, i ludzie chętnie po nie siegają , nie tylko ze względu na cenę , ale z wewnętrznego przekonania , że są nasze – niemieckie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Organizacja pochówku w Niemczech wcale tania nie jest. Kosztuje i to sporo.  Co powiecie na 5000 do 10000 euro?

Tu żaden organ emerytalny nie wypłaca zasiłków pogrzebowych , więc wszystko w rękach i portfelach rodziny.

Cmentarze parafialne są drogie, utrzymanie miejsca pochówku też, wiec coraz częściej Niemcy szukają alternatywnego, tańszego wyjścia.tablica

W lasach powstały leśne cmentarze, tańsze i zgodnie z duchem narodu ekologiczne, ale też i wygodniejsze , bo nie wymagają pracy, odwiedzania ,pielęgnowania mogiły. Często też pochówki w lasach organizowane są przez rodziny , które mieszkają daleko od miejsca pochówku i nie maja możliwości czy też chęci  zajmować się mogiłą

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o leśnych cmentarzach pomyślałam, las, kamyczek i natura i zapomnienie.

Przypadkiem trafiłam na taki leśny cmentarzyk w okolicach  Wennigser , i mile byłam zaskoczona.

Wśród lasów na polance  niewielkie , acz zadbane miejsce.

Wszystko co potrzeba, miejsce , cisza,  a także kaplica mała kapliczka , a raczej Dom pogrzebowy,  by na miejscu zorganizować uroczystość ostatniego pożegnania.widok

 

 

Cisza i spokój, ptaszki śpiewają, a wokół las…

 kwatera

 

Wędrując uliczkami Barsinghausen oglądam świat. Szaro buro,  ni to wiosna , ni to zima. Ludzi jak na lekarstwo bo wiatr dokucza i pogoda nijaka.

W miejskim bruku złocą się płytki .  barsingTakie inne od bruku , że przyciągnęły moja uwagę. I warto było.

Niemcy na swój sposób rozliczają się z przeszłością.

Tu mieszkali żydzi, a płytki zaznaczają , że tu z tego miasta , z tego miejsca odeszli….

elisejosefrosalierosalie2sallyselnaTreblinka, Warszawa,

 

 

Mińsk, Auschtz

                                                                                                                                           Taki los ich spotkał…..

 

 

A teraz, tylko w miejskim bruku złote kostki.

Tutaj w De przebiegały jakby spokojniej.

Oglądam Polską TV i tam istne szaleństwo, spoty , reklamy, dyskusje mądrych głów.  Którą stację włączysz , tam bicie piany. Bilbordy ogromniaste gdzie się da. Z każdego kata spoglądają na nas najmądrzejsze w kraju głowy, mające niezawodne recepty na szczęśliwość ogólna. Dzień wyborczy to relacje, relacje, liczenie słupków…..

Tu spokojnie. Trochę plakatów z wizerunkami kandydatów, marnej zresztą jakości, parę przypomnień w tv.wyb

wyb2

Moi znajomi starszawi są. Więc na wybory do lokalu wyborczego nie wybrali by się. Za dużo fatygi. Po uprzednim zgłoszeniu telefonicznym, nie osobistym z tysiącem dokumentów potwierdzającymi tożsamość, dostali do domu grubaśne koperty z kartami do głosowania, wyraźną instrukcją i kopertą zwrotną , co ważne bezpłatną wysyłką. Na każdej kopercie wpisany był indywidualny numer wyborcy bez nazwiska i adresu.karty A że do skrzynki pocztowej daleko, wiec po prostu włożyliśmy koperty z kartami do głosowanie do domowej skrzynki pocztowej z prośba do pana listonosza o wzięcie  korespondencji ze soba i już. Już widzę polskiego listonosza jak odbiera  korespondencje do wysyłki :oops:

dziadki

Zasiedli w kuchni i pracowicie czytali  instrukcje, potem obejrzeli karty do głosowania, które z namaszczeniem wypełnili i już.

 

Cmentarny obyczaj

Brak komentarzy

Byłam na wielu cmentarzach w DE. I marzy mi się tak…

       

  Koneweczki czekają,grabki  i inne przydatne narzędzia potrzebne do pielęgnacji grobów czekają.

I nikomu nie przyjdzie do głowy, by zabrać je do domu……      

Jak na razie , u siebie walczę ze znikającymi roślinkami, kwiatami z wazonu…..

A może by tak i u nas wprowadzić ten dobry obyczaj????

UDA SIĘ ?????  Etam , nie ma szans

                                                                                                                                 

Życie na forum

Brak komentarzy

Nabrałam nieładnego nawyku podglądania.

Regularnie poczytuję na jednym z portali dla Polaków będących za granicą fora opiekunek, czyli Pań , które opiekują się starszymi osobami w ich domach. Rzecz oczywiście dotyczy Niemiec.

Kiedy one maja na to   wszystko czas ? Rano wpisy w ciągu dnia wpisy , w południe wpisy , wieczorem i nocą też.  Piszą i piszą.

Cmok-buziaczki , odbijane kapselki czyli piwko , kawki ciasta, torty, winka i drinki. Częstują się wirtualnie. Do tego relacje z marszów z kijkami, rajdy rowerowe, pływanie w basenie. Jedna od drugiej fajniej spędza czas, jednej od drugiej lepiej się wiedzie. Bite śmietanki , truskaweczki, szampaniki i inne frykasy.

I tylko nie widzę tu nigdzie pracy , choć z podtekstu  wynika, że utrudzone są setnie. Liczą dni do wyjazdu do kraju, opowiadają o wielkich walizach nowych nabytków.

I tyko nie widzę tu nigdzie pracy, która taka trudna jest a Panie wracją do domu setnie umęczone. Gdzie żmudne , monotonne przebywanie z chorym, ogłupiające granie w chińczyka , ogarnianie wszystkich kątów, pranie, gotowanie, zakupy. Gdzie dźwiganie , przewracanie , zmiana pampersów. Gdzie wpisy o trudzie  pracy z osobami z demencją, żyjącymi we własnym świecie, często agresywnymi. Gdzie te wszystkie opowieści o tym , jak trudno przebywać z chorym zamkniętym tygodniami w domu , bez kontaktu ze światem zewnętrznym.  Gdzie opowiesci o domach w których opiekunka  nie dojada, domach gdzie  zdane są tylko na siebie , bo rodzina nie ma czasu i nie jest generalnie zainteresowana problemami dnia codziennego, bo jak już wynajęła opiekunkę , czyli kobietę z  Polski czy Rumunii to już  uznaje ze  spawa załatwiona i stary rodzic jest  zaopiekowany.

 

I tak sobie myślę , że forum na którym kobiety pisują , jest tylko odskocznią od trudnego dnia codziennego.

Łapią dobre chwilki i żyją nimi cały dzień. Tworzą miraże lepszego ,  fajniejszego życia,  wirtualne koleżeństwo, wirtualne związki na odległość,  które czasem procentują wieloletnia przyjaźnią.

W ich opowieściach nie ma kłamstwa , jest szukanie namiastki prawdziwego życia.  Jakiejś minimalnej niezależności i ułudy , że żyją normalnie….

Nie wyciągaj więc czytelniku forów błędnych wniosków…..

 

 

 

 

 

 

Bogaci Niemcy , biedni Niemcy

Brak komentarzy

Chodząc po  miastach i ulicach niemieckich miast oglądam wszystko. Zabytki , ludzi, sklepy, próbuje chwycić atmosferę miasta, jego rytm i zapach.

Miasteczka i wsie zadbane, ludzie jacyś bardziej uśmiechnięci. Nie czuje sie tego pedu jak na warszawskich ulicach, gdzie obowiązuje prawo prędzej, szybciej. Tu jakoś spokojniej.

Ostatnio byłam w Hanowerze. Złaziłam się, naoglądałam, połaziłam po sklepach. To, że uwielbiam Flohmarki  czyli takie targowiska już pisałam.  Już dawno odkryłam swoiste secend hendy prowadzone prze Niemiecki Czerwony Krzyż i przez Maltesar. Może i inne organizacje , ale się z takimi nie spotkałam. Punkty prowadzone przez te organizacje mają na celu pomoc biednym. Dlatego też najczęściej zaglądają tam Turcy i Rosjanie świeżo przybyli do nowej ojczyzny. Nie brakuje też Polaków i rdzennych Niemców. Każdy kto czuje niedostatek może tam zaopatrzyć się we wszystko co potrzebne do życia za stosunkowo małe pieniądze.

Najczęściej jest tak , że kiedy rodzice odchodzą z tego świata dzieci zabierają z ich domu parę rzeczy, które mają dla nich jakaś wartość , czy to materialną czy sentymentalną. Pozostałość darują organizacjom prowadzącym takie punkty. Ta pozostałość, to właściwie wszystko. Od mebli począwszy poprzez pościel, firany, ręczniki, szkło i porcelanę, garnki i wyposażenie kuchni. Dzwonią do organizacji umawiają termin i zabierane jest wszystko do gołych ścian. Następnie rzeczy te są segregowane, wyceniane i wystawione do nabycia przez potrzebujących. Ceny iście symboliczne.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tutaj w samym centrum Hanoweru właśnie taki sklep z rzeczami używanymi. Wielki 3 piętrowy.

Obok tablica informacyjna co na którym piętrze się znajduje. Parter to książki i płyty, kasety. Pierwsze piętro to wszystko dla dzieci od ubranek, wózków, poprzez zabawki które czekają na maluchy całymi stosami. Najwięcej jest rożnego rodzaju gier i układanek, gdyż granie z dziećmi w rożnego rodzaju gry jest tu naprawdę powszechne. Drugie piętro kryje meble, lampy, instrumenty, urządzenia do fitness i elektronikę. Na trzecim znajdziemy cala drobnicę do kuchni,od przysłowiowego wałka i garnka,po sprzęt elektryczny, a także obrusy, zasłony. Na czwartym zaś wszystko do ubrania.

Sklep działa od poniedziałku do soboty i naprawdę cieszy sie wielkim powodzeniem.

Zdjęcia robiłam z ukrycia, bo Niemcy są wyczuleni i od razu jakiś kierownik by mnie zapytał a po co , a z jakiej organizacji , a gdzie to będzie i dlaczego. A ja po prostu chciałam pokazać jak to wygląda tym, którzy trafia na ten blog.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sami widzicie ,że wybór jest ogromny.  Właściwie początkujący może za stosunkowo niewielka kwotę urządzić swój dom  i wyposażyć we wszystko co potrzebne.

 

 

 

Jasne, że nie są to nowe rzeczy, ale komuś służyły i nowemu nabywcy też jeszcze posłużą

 

 

 

 

 

 

Chociaż muszę przyznać, że porcelanę taka sama chciałabym  mieć w domu. Można znaleźć prawdziwe perełki

 

 

 

Meble też w bardzo dobrym stanie. Tu akurat na pewno wyposażenie z pokoju stołowego.

 

 

 

 

 

Sypialnię też da się za mały grosz urządzić

 

 

 

 

Klientów jak widać nie brakuje. Spotkacie tu i zasobnych Niemców,którzy polują na okazje

 

Szczególnie spodobały mi się stare lampy.Takie klimatyczne. Chciało by się taka mieć

 

Tutaj naprawdę jest dużo kupujących. I chociaż na pietrach z wyposażeniem wyraźnie widać Niemców polujących na okazję, lub potrzebujących w trybie pilnym coś uzupełnić , to na pietrach z odzieżą i bielizna dominują Turcy i starsze osoby.

 

 

 

Podoba mi się taka gospodarność. Podoba mi się fakt, że ludzie mniej zasobni maja możliwość za stosunkowo niewielkie pieniądze urządzić sobie mieszkanie, ubrać się.

 

Pamiętacie kaczora Donalda Sknerusa? Oszczędzał na wszystkim. Niemcy są bogaci, bo są gospodarni.

 

Jeśli chcecie obejrzeć zdjęcia w powiększeniu wystarczy na nie kliknąć

 

 

 

 

 

A nam wszystkim życzę, byśmy też umieli się tak zorganizować. Odciążymy nasze piwnice, strychy i garaże. Pozbędziemy się różnistych cósiów, co to a nuż jeszcze się przydadzą.

 

 

 

Ponieważ tak dużo pisałam, że tanio  powinnam jeszcze powiedzieć  jak tanio. Otóż regał do pokoju w całości może kosztować od 50 do 120 euro. Kanapa , sofa w zależności od jej stanu i obicia, czy z materiału czy ze skóry od 30  do 80/100 euro komplet. Pamiętać jednak należy, że kanapy te z reguły są tylko do siedzenia i nie rozkładają się. Przeważnie w niemieckich domach spotyka się tzw. Schlafzimmer, czyli sypialnię , więc nie ma większej potrzeby by kanapy rozkładały się , tym bardziej , ze nie jest przyjęte nocowanie gości z zewnątrz.

Wszelkiego rodzaju akcesoria kuchenne to doprawdy drobne kwoty. Najczęściej w granicach 0,25/0,50 centów, a większe po 1 do 5 euro. Często zdarza się , że akurat jest na zbyciu większa ilość podobnego towaru np łyżek czy widelców,to wyceniane są na np 1 euro za cały komplet . Tak samo rzecz się ma z porcelaną czy szkłem, wszelkiego rodzaju doniczkami-osłonkami . A te potrafią być naprawdę ładne.

Telewizory na zbyciu są najczęściej starego , pudełkowego typu, i te można nabyć po 10 do 20 euro. Oczywiście na chodzie. Bo wszystkie rzeczy które są kierowane do powtórnej sprzedażny są sprawdzane pod względem użyteczności, i jeśli znajdzie się najmniejsza usterka natychmiast wycofywane ze sprzedaży.

Jeśli chodzi o odzież dla dorosłych to ceny są naprawdę bardzo rożne. Ale kurtkę zimową można kupić za 5 euro.Właściwie wszystko zależy od stany zużycia i modelu. Odzież dziecięca jest również tania jak barszcz. Dzieciaka można przy odrobinie szczęścia ubrać od stóp do głów. Oczywiście wszystko zależy od tego czy akurat jest to na czym zalezy kupującemu , jak to w ciucholandach.

Pewnie myślicie że są to duże kwoty , bo podaję je w euro, ale należny pamiętać , że mówimy nie o Polsce , a o Niemczech i nie można tych cen przeliczać na złotówki. Chociaż każdy chciałby kupić  regał stołowy czy sofę za ok 400 złociszy.

 

Pierwszy raz trafiłam do takiego punktu sprzedaży rzeczy używanych za sprawą znajomej Rosjanki Iriny. Przyjechała do Niemiec za  swoim mężem, który miał niemieckie pochodzenie , a tych przyjmuje się w dalszym ciągu bez ograniczeń.

Trochę zawstydzona spytała czy pomogłabym jej przywieźć zakupy. Właściwie nie zakupy , a dary. Przedsiębiorstwa spożywcze , markety przekazują jako darowiznę swoja nadprodukcję , czy artykuły mające krotki już termin spożycia. Kolejka była jak nie wiem co. Rosjanie i Turcy. Wszyscy się znali więc i kolejka nie była uciążliwa,bo przy okazji wszystkie najnowsze ploteczki  aż latały w powietrzu. A że starej daty jestem , to i rosyjskim władam, wiec rozumiałam i jeszcze się pośmiałam.

Tam też dowiedziałam się,  że ci kolejkowicze dostają Tafel , czyli taki bon na mocy którego otrzymują żywność. W zależności od ilości osób w rodzinie dostaje się taki deputat, a w nim prócz artykułów pierwszej potrzeby żywnościowych , od ziemniaków, przez makarony, kasze, ryże , po puszki mięsne i rybne, masło i jogurty. Dodatkowo chemię gospodarczą od mydeł przez szampony i proszki do prania.

Nie wiem dokładnie na jakiej to zasadzie funkcjonuje zarówno ze strony przedsiębiorstw darujących , jak i jakie zasady obowiązują otrzymujących, ale pewne jest, że za dobroczynność to jeszcze nikt  tu nie zbankrutował w przeciwieństwie do polskiego piekarza, który nie sprzedany chleb rozdawał za darmo a nasz kochany US naliczył mu podatki od sprzedaży w wyniku czego chłopina o złotym sercu popadł w niewąskie tarapaty.

http://www.wykop.pl/ramka/862371/koniec-procesu-piekarza-z-legnicy-rozdawal-chleb-biednym-teraz-to-bankrut/

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zazdrosnikom w odpowiedzi

Brak komentarzy

Wszystkim zazdroszczącym kasy , a tych jest nie mało, informuje , że na każdego centa Polska opiekunka zasłużyła podwójnie.

Fakt dostajemy kasę , ale płacimy tęsknota za rodziną, polskim niebem i ubezwłasnowolnieniem. Bo prace przy opiece w dużej części na tym również polega.

Pewnie czytelnikom wydaję się , że słowo ubezwłasnowolnienie użyłam na wyrost. Otóż nie. W pracy nad opieką oddajesz się całkowicie. Pracujesz 24 godziny na dobę , nie jesteś panem siebie. Wszystko zależy od innych,i od warunków w jaki się znajdziesz.

Napisałam 24 godziny na dobę , bo często tak jest. Nie dość, że jesteś cały dzień do dyspozycji , to często zdarza się i tak, że musisz po wielokroć wstawać w nocy do staruszka. Niby w ciągu dnia masz  z reguły dwu godzinna przerwę , ale nie czarujmy się , ta przerwa potrzebna jest nie Wam , a staruszkowi na poobiednią drzemkę. Wiele Pań wykorzystuje ten czas na  robienie zakupów bo jest to jedyny możliwy czas , by w miarę spokojnie zaopatrzyć dom. W miarę , bo zawsze musisz zdążyć na czas , więc nawet stojąc w przydługiej kolejce do kasy denerwujesz się. Denerwujesz się , czy Twój podopieczny dalej bezpiecznie przebywa  w łóżku czy fotelu gdzie go ulokowałaś , denerwujesz się , bo nie wiesz jakie niespodzianki czekają cie po powrocie do domu.

Generalnie jest tak, że rodzina wynajmując cię do pracy , składa na Twoje barki absolutnie wszystko. Przebywasz więc z chorym i starym człowiekiem najczęściej sama w domu  i jesteś za niego odpowiedzialna.

Najczęściej są to schorowani ludzie i nie można ich zostawić nawet na chwilkę. Więc gotujesz , sprzątasz dom i jesteś na każde skinienie. Pół biedy gdy podopieczny jest na tyle sprawny , że możesz wyjść z nim na spacer, czy na zakupy. Osoby leżące też nie stanowią większego zagrożenia same dla siebie. Najtrudniej jest z demencjami i otępieniami starczymi. W różnych fazach demencja rożnie się objawia. Wielokrotnie osoby dotknięte tą chorobą bywają agresywne i histeryczne. Dotyczy to szczególnie tych osób, które są w początkowej fazie choroby, kiedy to czasami zdają sobie sprawę z tego ,że coś nie jest w porządku , ale nie umieją zdefiniować co. Są więc niespokojne ,często napastliwe i złośliwe.Sytuację jeszcze pogarsza Twoja obecność, bo nie rozumieją kim jest ten obcy człowiek w ich domu, co robi w jego kuchni, dlaczego otwiera szuflady itd.

A większość Pań zatrudnionych jest przez agencje pracuje w systemie 6 czy 8 tygodniowym . Ciągła zmiana opiekunek dla osób dotkniętych demencją wprawia je w  jeszcze większe zamieszanie. Ledwie zdążą się przyzwyczaić do jednej osoby , a już przychodzi inna.Najlepszym rozwiązaniem byłoby zatrudnienie 2 opiekunek pracujących na zmiany , ale tak się najczęściej nie dzieje.

Jesteś więc w obcym domu. Nie zależy od Ciebie nic. Nic do Ciebie nie należy. Nie przysiądziesz żeby napić sie herbaty i przejrzeć gazetę , nie włączysz radia ze swoją stacją czy muzyką , nie obejrzysz nie swojego telewizora , a już na pewno nie polskiej stacji, nie wyciągniesz się na sofie , bo dziś nie masz weny. Nie poczytasz , bo prostu jak nie wzięłaś ze sobą odpowiednio dużego zapasu książek czy prasy, to nie masz. Nie  zadzwonisz do koleżanki, nikt do Ciebie nie wpadnie.Nie pogadasz. Jesteś sama.

Kiedy pracujesz z kobietą, ta często nerwowo reaguje na każde stukniecie talerzyka czy szuflady. Boi  się ze pobijesz i zniszczysz , często napomina Cię żebyś uważała. Najgorsze skorupy nabierają milionowych wartości w oczach  właścicielki. Może okazać się , że źle pierzesz, czy prasujesz , czy co tam jeszcze robisz w domu, bo wykonujesz te czynności nie tak jak były wykonywane przez całe życie. To wszystko sprawia , że denerwujesz się i często z tego powodu stajesz się niezgraba i wszystko leci Ci z rąk. Bo ile można wytrzymać permanentną inwigilację.

Praca z mężczyzną o tyle , z reguły  jest  łatwiejszą , że nie wtrąca się w prace domowe, ale w 99 na 100 przypadków spotkasz się z erotycznymi sygnałami, czy wręcz z propozycjami. A to Ci w dekolt zajrzy , a to klepnie w pupie, a popatrzy w oczy, czy wręcz zaproponuje sex.

Śmiertelnie się nudząc, grasz w jakieś gry, czy oddajesz się innym równie nudnym zajęciom by staruszkom jakoś zapełnić czas.

Czasem zajmujesz się parą , chociaż w kontrakcie masz jedna osobę. Bo niby to jest prawda. Jedna osoba chora, która wymaga opieki i jej współmałżonek , któremu też musisz podać posiłki , oprać i wykonać tysiące czynności które związane są z obecnością tej drugiej osoby.

I dźwigasz. Dźwigasz , bo na wózek inwalidzki trzeba posadzić , podnieść z łózka. Podtrzymać, podprowadzić. Schylasz się by podać , podnosisz na klopa, ściągasz z klopa. Wycierasz tyłki. Zmieniasz pampersy. Dźwigasz do wanny czy prysznica. Kręgosłup Ci nawala, stawy w rekach wyskakują.

I jeszcze wąchasz. No bo co górą wchodzi , przetworzone dołem wyjść musi.

Tak wiec nie ma czego zazdrościć.A raczej  współczuć ,

że tylko w ten sposób możemy sobie i naszym rodzinom zapewnić byt.

No cóż kobietki. Pracowite jak pszczółki jesteśmy

…. ale jak to Polskie Baby , nic nas nie zmorze.

Damy radę     BuziakNiewinna minaŚmiech

Uczmy się od innych

Brak komentarzy

O tym , że kocham Flohmarki ,  czyli bazary kiedyś już pisałam.

Dzisiaj byłam na bazarku organizowanym, przez szkołę dwa razy w roku. Raz wiosną , raz jesienią. To fantastyczny pomysł dla rodzin z dziećmi. Dzieci tak szybko wyrastają ze wszystkiego i w domach w rożnych miejscach zalegają rzeczy jeszcze porządne, których żal wyrzucić, a praktycznie nie ma jak spieniężyć.

Jakieś dwa tygodnie temu, do każdej gazety dołączona została ulotka.Informuje ona, że organizowany jest bazar w takiej a takiej szkole/przedszkolu, że osoby chcące wystawić towary na sprzedaż maja sie zgłosic  teefonicznie, a kupujących zaprasza sie na dzień i godzinę.

Pojechałam więc. W głównym halu szkoły zorganizowano stoiska z odzieżą, w korytarzach i na zewnątrz na patio stoiska z zabawkami i grami. Oczywiście nie zabrakło tradycyjnie już , jak to w Niemczech, kawiarenki z ciastami wypieczonymi przez mamy i kawą. Bo nade wszystko zjeść trzeba. To nieodłączny element wszelkiego rodzaju zgromadzeń, festynów i jarmarków w Niemczech.

Na takim bazarku można zaopatrzyć się we wszystko co potrzebne dziecku od maluszka do…no powiedzmy pierwszaka.

Oczywiście dokonałam zakupów, z których jestem bardzo dumna.

Łóżeczko dla lalki  > 5 euro

Teatr Lalek  > 2 euro

Gry dla 3 latki > od 1 do 3 euro

i wszystkie nowe, nieużywane

Na gwiazdkę prezenty jak znalazłŚmiech

A że nie tylko dla ducha tylko się wybrałam, to troszkę ciuszków kupiłam.

Za wszystkie zapłaciłam 10 euro, i choć to nieprawdopodobne to bluzeczki na długi rękaw  aż po 50 centów, a spódnisie w tym dżinsową po 2 euro.

Bardzo ucieszyłam się z kurtki zimowej i kombinezonu przeciwdeszczowego , ale niestety po dokładniejszych pomiarach będą dopiero dobre w przyszłym roku, jeśli Zu utrzyma tempo rośnięcia.

 

I tak wszyscy zadowoleni. Sprzedający, bo pozbyli  niepotrzebnych rzeczy i kupujący, bo nabyli to, co potrzebowali.A szkoła w której bazar został zorganizowany też zarobiła  na wpisowym  od sprzedających.

I jak zwykle nasuwa się refleksja.

Swego czasu podsuwałam swojej córce pomysł, by w przedszkolu zorganizować taki bazarek czy dzień wymiany ciuchów. Okazało się , że jest to niemożliwe, bo nie dość,  że potrzebna jest góra, albo dwie papierów do rozmaitych urzędów, to jeszcze nasz kochany US chciałby opodatkować dochody ze sprzedaży  nieużywanych ciuszków i zabawek itd itd….

Bez komentarza

I po co ułatwiać ludziom życie?  Państwo nie dba o młode rodziny.

Ach, zapomniałam. Dla Państwa najekonomiczniejsze są rodziny bezdzietne. Zawsze umykają mi złote myśli wodza.

A przecie rzeczą ludzką jest przenosić dobre przykłady z innych krajów. Ale …. po co??????


  • RSS