Wpisy z tagiem: zwyczje

Organizacja pochówku w Niemczech wcale tania nie jest. Kosztuje i to sporo.  Co powiecie na 5000 do 10000 euro?

Tu żaden organ emerytalny nie wypłaca zasiłków pogrzebowych , więc wszystko w rękach i portfelach rodziny.

Cmentarze parafialne są drogie, utrzymanie miejsca pochówku też, wiec coraz częściej Niemcy szukają alternatywnego, tańszego wyjścia.tablica

W lasach powstały leśne cmentarze, tańsze i zgodnie z duchem narodu ekologiczne, ale też i wygodniejsze , bo nie wymagają pracy, odwiedzania ,pielęgnowania mogiły. Często też pochówki w lasach organizowane są przez rodziny , które mieszkają daleko od miejsca pochówku i nie maja możliwości czy też chęci  zajmować się mogiłą

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o leśnych cmentarzach pomyślałam, las, kamyczek i natura i zapomnienie.

Przypadkiem trafiłam na taki leśny cmentarzyk w okolicach  Wennigser , i mile byłam zaskoczona.

Wśród lasów na polance  niewielkie , acz zadbane miejsce.

Wszystko co potrzeba, miejsce , cisza,  a także kaplica mała kapliczka , a raczej Dom pogrzebowy,  by na miejscu zorganizować uroczystość ostatniego pożegnania.widok

 

 

Cisza i spokój, ptaszki śpiewają, a wokół las…

 kwatera

 

Uczmy się od innych

Brak komentarzy

O tym , że kocham Flohmarki ,  czyli bazary kiedyś już pisałam.

Dzisiaj byłam na bazarku organizowanym, przez szkołę dwa razy w roku. Raz wiosną , raz jesienią. To fantastyczny pomysł dla rodzin z dziećmi. Dzieci tak szybko wyrastają ze wszystkiego i w domach w rożnych miejscach zalegają rzeczy jeszcze porządne, których żal wyrzucić, a praktycznie nie ma jak spieniężyć.

Jakieś dwa tygodnie temu, do każdej gazety dołączona została ulotka.Informuje ona, że organizowany jest bazar w takiej a takiej szkole/przedszkolu, że osoby chcące wystawić towary na sprzedaż maja sie zgłosic  teefonicznie, a kupujących zaprasza sie na dzień i godzinę.

Pojechałam więc. W głównym halu szkoły zorganizowano stoiska z odzieżą, w korytarzach i na zewnątrz na patio stoiska z zabawkami i grami. Oczywiście nie zabrakło tradycyjnie już , jak to w Niemczech, kawiarenki z ciastami wypieczonymi przez mamy i kawą. Bo nade wszystko zjeść trzeba. To nieodłączny element wszelkiego rodzaju zgromadzeń, festynów i jarmarków w Niemczech.

Na takim bazarku można zaopatrzyć się we wszystko co potrzebne dziecku od maluszka do…no powiedzmy pierwszaka.

Oczywiście dokonałam zakupów, z których jestem bardzo dumna.

Łóżeczko dla lalki  > 5 euro

Teatr Lalek  > 2 euro

Gry dla 3 latki > od 1 do 3 euro

i wszystkie nowe, nieużywane

Na gwiazdkę prezenty jak znalazłŚmiech

A że nie tylko dla ducha tylko się wybrałam, to troszkę ciuszków kupiłam.

Za wszystkie zapłaciłam 10 euro, i choć to nieprawdopodobne to bluzeczki na długi rękaw  aż po 50 centów, a spódnisie w tym dżinsową po 2 euro.

Bardzo ucieszyłam się z kurtki zimowej i kombinezonu przeciwdeszczowego , ale niestety po dokładniejszych pomiarach będą dopiero dobre w przyszłym roku, jeśli Zu utrzyma tempo rośnięcia.

 

I tak wszyscy zadowoleni. Sprzedający, bo pozbyli  niepotrzebnych rzeczy i kupujący, bo nabyli to, co potrzebowali.A szkoła w której bazar został zorganizowany też zarobiła  na wpisowym  od sprzedających.

I jak zwykle nasuwa się refleksja.

Swego czasu podsuwałam swojej córce pomysł, by w przedszkolu zorganizować taki bazarek czy dzień wymiany ciuchów. Okazało się , że jest to niemożliwe, bo nie dość,  że potrzebna jest góra, albo dwie papierów do rozmaitych urzędów, to jeszcze nasz kochany US chciałby opodatkować dochody ze sprzedaży  nieużywanych ciuszków i zabawek itd itd….

Bez komentarza

I po co ułatwiać ludziom życie?  Państwo nie dba o młode rodziny.

Ach, zapomniałam. Dla Państwa najekonomiczniejsze są rodziny bezdzietne. Zawsze umykają mi złote myśli wodza.

A przecie rzeczą ludzką jest przenosić dobre przykłady z innych krajów. Ale …. po co??????

Ziemniaki z marchwią

1 komentarz

no to spróbowałam cud przepisu, za którym tęskniła moja podopieczna. Szczerze ? takie sobie.

Kartofle i marchew obrać , pokroić w kostkę ugotować  soląc. Dodać pokroją pietruszkę. Dodałam jeszcze trochę masełka na omastę.

I to za ziemniaki robi , albo makaron czy ryż .

Można zjeść . Czemu nie. Ale żeby to jakieś super smaczliwe było to nie powiem. Pewne jest jedno.Jak mamy za mało ziemniaczków do obiadu ,  to czemu nie.

Kocham Polskę  ze spontaniczność…

W Niemczech , tym poukładanym, po regulowanym kraju spontaniczność ??? No pewnie gdzieś tam jest, ale żyje się według kalendarza.

Kalendarz to święta rzecz.

W każdym domu w centralnym miejscu wisi kalendarz, nie takie jak nasze z widoczkiem kalendarium. O nie. To kalendarz  typu biurowego, z miejscem na wpisy. A w nim , na tygodnie wcześniej zapisane , zaplanowane wydarzenia. Zwykłe  sprawy. Kawa z koleżanką dnia … o godzinie 15. Wizyta rodzinna w godzinach 10-12./Nie trzeba się martwić co postawić na stół,tak określony czas wizyty sygnalizuje, że jeść nie będą choćby umierali z głodu. Czemu? BO SA NIE ZAPLANOWANI. Zresztą na obiady się nie zaprasza.Wyjazd na urlop wielkimi literami zaznaczony na początku roku. Wizyta lekarska, termin do fryzjera czy pedikiurzystki.Wszystko na tygodnie, miesiące wcześniej. Nie trzeba się martwić, że ktoś wpadnie nie zaplanowany, a ty masz wałki na  włosach i wiatr w lodówce. Nikt nie wpadnie, bo nie uzgodnił terminu , nie trzeba go karmić bo goście maja się najeść w domu , a u Ciebie to najwyżej wody dostana. No, zapowiedziani na popołudnie, z wyraźną zapowiedzią na kawę, kawę dostana i ciasto , albo i nie.W zależności od rangi gościa.

Częste kontakty telefoniczne jakby zabezpieczają potrzebę życia we wspólnocie. Ludzie do siebie dzwonią.Często jest tak, że pani X  dzwoni w poniedziałki , a inna pani w piątki. Regularnie. Wiadomo, że tego dnia zadzwoni. Dzwoni i odrabia swa lekcje z życia we wspólnocie.Pogadają , poplotkują , jak najmniej o swoich ważnych sprawach.To zbyt osobiste.Do następnego razu.

Kalendarz. Widziałam kalendarze , gdzie planuje się termin telefonu do znajomego.Tak , by nie za często, ale tez nie za rzadko dzwonić i podtrzymywać kontakt.

I nie ma tu nic  spontanicznego naszego przaśnego. Spotykasz Kasie, Marysie gadacie na ulicy a często idziecie tak z marszu na kawę i gadacie , bo właśnie dziś nam w duszy gra i zupełnie nieważne ze zlew pełen garów, obiad w powijakach.Bo jakże się inaczej wygadać, pożalić. Czekając na termin?

Póki na Europa nie przemieliła i urobiła nas na własne kopyto wmawiając ze Walentynki są ważniejsze od Kupały, a Halloween od Wszystkich Świętych, pielęgnujmy nasza spontaniczność w kontaktach z innymi nie nadużywając jej.

Uwielbiam objadać się słodyczami , no w granicach rozsądku. Lubię nowe smaki.

Dzisiaj zaczęłam robić Rumtopf czyli smakowity dodatek do wszystkiego słodkiego .Właściwie robi się sam i na Boże Narodzenie jak znalazł. Świetny dodatek do deserów, lodów i ciast.

Polecam leniom i niesystematycznym.

Ów napój alkoholowy to nic innego jak mieszanka owoców z rumem.Trunek przygotowuje się wg starej bawarskiej receptury . W dosłownym tłumaczeniu Runtopf oznacza garnek z rumem.

Tworzy się go wiosny do późnej jesieni.

Potrzebujemy

  • gliniany garnek z pokrywka, a jak nie ma glinianego to wystarczy słój szklany

/dobrze go potem owinąć w ciemny papier.Ja wykorzystałam papierowa torebke/

  • RUM / wysokogatunkowy   np 54%                           
  • owoce
  • cukier kandyzowany

Zaczynamy od truskawek, potem inne owoce byleby były slodkie. Pokrojone owoce wsypujemy do słoja, zasypujemy cukrem kandyzowanym  zalewamy rumem  . Szerokość poszczególnych warstw taka na 3 palce.

Dodając kolejna warstwę owoców dolewamy nowa porcję rumu.

Ja swój garnek wzbogaciłam rodzynkami. Są świetne.

Spotkałam tez drobniutko pokrojona skórkę pomarańczowa , ale jeśli na nią się decydujemy , pamiętajmy , ze  pomarańcze muszą być Bio, tzn nie pryskane.

W skład dobrego Tutii-fritti powinny wchodzić poziomki,  truskawki, maliny, czereśnie, wiśnie, porzeczki, brzoskwinie, morele, gruszki i śliwki.Poza jabłkami, czarnymi porzeczkami i jagodami, gdyż ich obecność jest niewskazana.

Nawet zwykły budyń waniliowy z dodatkiem owoców tutti-frutti smakować będzie inaczejUśmiech

 

 

…Nie dalej jak wczoraj /18.06.12  w NDR niemieckim kanale tv/ oglądałam reportaż z miejscowości Dalmenhorst.Traktował on ni mniej ni więcej o aktach wandalizmu na cmentarzu żydowskim. Poprzewracane nagrobki,pogruchotane tablice,zamalowane napisy. Jakby tajfun przeszedł. Po zdewastowany cmentarzu oprowadzał i szkody pokazywał miły Pan w jarmułce. Odniosłam wrażenie ze cmentarz ten dalej funkcjonuje wnosząc z formy i materiału nagrobków.

….W pewnej rodzinie,w której przebywałam , 23 lata temu pewna bardzo brzydka Niemka bez pamięci zakochała się w Persie. Dzisiaj nazwalibyśmy go Irańczykiem. Jak zwał tak zwał.Owocem tej szalonej miłości, wybitnie uzdolnionej studentki była córka Anahita. Miłość się skończyła ze strony Persa,młoda matka się rozpiła, a dziecię jak z obrazka tułało się to tu,to tu, by wreszcie wylądować na czas jakiś u dziadków na wychowaniu. Różne były jej koleje losu. Koniec końców dziewczę szkoły skończyło i zaczęło rozsyłać Bewerbung /CV/. Setkami. Jej szkolne koleżanki już dawno znalazły pracę,a dziewczę nie.Na ponad sto rozesłanych CV zaproszono ją na 3 rozmowy.Bez spodziewanego skutku.A dziewczę wygląda  tak,jakby ani kropelka niemieckiej krwi w niej nie płynęła. Rzuciłam mimochodem. Anahita wyrzuć zdjęcie z CV. Popatrzyła ze zrozumieniem, wyrzuciła,rozmów się namnożyło aż prace znalazła.Dużo poniżej kwalifikacji, ale jednak.I choć urodzona przez Niemkę, wychowana na Niemkę, urodę … no cóż odziedziczyła po tacie. Żyła i żyje jakoś na krawędzi. Bez szkolnych i młodzieńczych przyjaźni z czystymi Niemcami,odrzucona przez Irańczyków z racji wychowania,obracała się w gronie młodych również na krawędzi. Młodych Rosjan, w  środowisku  domowym posługujących się  językiem rosyjskim, urodzonych i wychowanych już  w Niemczech, białej rasy, ale jeszcze nie Niemców.

Dzisiaj rozmawiałam z Fracem P. Urodzonym w Gdyni. Powiedział mi ciekawą rzecz. Dlaczego Polacy postrzegani są jako naród złodziei samochodów? To proste, był czas , ze w prasie nagminne były artykuły o kradzieży samochodów.Nagłówki krzyczały-Polscy złodzieje samochodów znów w akcji. I ponoć było bardzo dużo tych artykułów. A kiedy teraz prasa pisze o ulicznych burdach to na dole materiału malutkimi literami dopisek. Sprawcami były osoby posługujące się innymi językami, lub tez rasy czarnej. Frank, spytałam, to Niemcy nie kradną nie rozrabiają ? Jego odpowiedz była bezcenna.O tym się nie pisze.

Na każdym kroku podkreślana jest tolerancja,a pod skóra tkwi… najczystszy rasizm. Niewypowiedziany,ale naród dzieli się na prawdziwych Niemców, wschodnich Niemców, Niemców wypędzonych i tych przybyłych z Rosji,najczęsciej z Kazachstanu-białej rasy, którzy Niemcami staną się za parę pokoleń i Turków, ale to odrębny temat.

Poprawność polityczna mówi o jednym narodzie, a życie swoje

Kopalnia i targi

8 komentarzy

W małym bo prawie 30 tysiecznym Barsinghausen na terenie starej kopalni,która na co dzień pełni funkcje muzeum,parku,i miejsca pikników zorganizowano lokalne targi.

Ludziska walili drzwiami i oknami by popatrzeć , spotkać się ze znajomymi i oczywiście napić się piwa z obowiązkowym Bratwurstwem , czyli kiełbasa z grilla.

Targi zostały zorganizowane z myślą o miejscowym przemyśle i handlu , by ożywić  gospodarkę ,pokazać co ciekawego dzieje się w okolicach  a jednocześnie po to, by miejscowa społeczność  zapoznała się z przedsiębiorstwami działającymi na ich terenie.

wejście na teren kopalni i zaraz nas wita wagonik na węgiel

a tu powiększone zdjęcie z dawnych czasów  z oznaczeniami co gdzie było ulokowane

 

wagoniki do przewozu węgla i robotników

 

 

 

 

 

 

tory kolejowe , takie wąziutkie  żeby zmieściły się w chodniku kopalnianym, zupełnie jak zabawki albo wesołe miasteczko dla dzieciaków

 

 

 

 

 

a tu wielki kubeł do wyciągania urobku

i szyb , no może ma za 3 metry wysokości , taka miniatura  naszych ślaskich

 

 

 

 

 

 

 

 

no i wystawy. Najróżniejsze.

Zadbano o czas  dzieci. Klauny z   baloników produkowały zwierzątka

 

 

 

 

a tu …. szkło w du…ie reklama  firmy

 

dzieci próbują sił w budowaniu murów

 

 

 

 

i zgodny z niemiecką estetyką,niekoniecznie nam polakom podobajacy  sie gipsowy koń

 

 

 

 

 

 

 

 

a na kosiarkach mozna było pojezdzic

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zawsze zazdrościłam Niemcom dlaczego tak  szybko i równomiernie rozwijają się.Pomijam aspekty historyczne typu reperacje i zagrabienia.Nie czas to i miejsce na takie rozważania.A my pewnie nigdy nie dowiemy się najprawdziwszej prawdy.Zresztą prawda jest względna.

W Niemczech przemysł jest rozdrobniony.Nie ma wielkich fabryk zajmujących parę czy paręnaście hektarów jak nasze Puławy,Azoty czy Ursus.W każdej natomiast miejscowości spotkacie jakiś zakładzik, zakład zatrudniający parę/paręnaście osób, które działają na lokalnym  rynku, lub też produkują na zlecenie innych.To system naczyń połączonych.Wielkie koncerny tez lokują w małych miejscowościach swoje oddziały,co daje miejscowej ludności zatrudnienie,stałą pracę, stabilna płacę, które wiaże ludzi właśnie z tym miejscem. W  każdej wiosce jaka spotkałam sa piękne domki jednorodzinne.Ludzie budowali i budują na potęgę, gdyż mogą liczyć na dogodny system kredytowania , przy czym  raty te są nieznacznie większe od czynszu za wynajmowane mieszkanie.Budownictwo jest motorem napędowym  gospodarki i widać to na każdym kroku.W każdej nawet najmniejszej miejscowości  z pietyzmem spogląda sie na stare budowle , slady przeszłości.Przyzwyczajona do naszych wielkich muzeów do naszego monumentalizmu z początku trochę pokpiwałam z tych mini muzeów.Uświadomiłam sobie jednak, ze tak właśnie buduje się miłość do malej ojczyzny.

Na progu swojego pokoju znalazłam kopertę z przyklejoną czekoladką i takie podziękowania.

I mam mieszane uczucia, bo stary tiszert dałam tak z porywu serca,bo zaświeciło nagle słonce, zrobiło się gorąco i  odwiedzającej nas kobitce było, no po prostu źle w grubej bluzce .Po prostu odruch.

I może to dziwne, ale bardziej ucieszyłabym się z samej kartki z podziękowaniem niż z kasy.

Tu za wszystko się płaci. Za zwykły serdeczny gest też….. blleeeee,

 

ale pamiętajcie, często jest też tak, że opiekując się kimś rodzina uważa , że im się należy.      I nigdy, przenigdy nie usłyszycie słowa Dziękuję.

Na zakupy art. spożywcze

2 komentarzy

….a że w innym kraju po innemu piszą , wiec na początku trzeba nieźle nagłówkować żeby kupić to, na czy nam zależy.

Przypominałam sobie scenę z lat dawnych kiedy to odwiedziłam stolicę i kuzynka wysłała mnie w ramach spaceru z Nat ,wtedy paroletnią po śmietanę. Był to czas,  kiedy jeszcze nieśmiało wchodziły innostranne markety. Wiadomo w stolicy ,powiew wielkiego świata. Poszłam więc ja po rzeczoną śmietanę, a tam sklep jak z obrazka. Samoobsługa, błyszczące lodówki pełne towaru. Europa. Ale …. wszystkie towary jakieś zagraniczne.Wiec wracam pod blok kuzynki i wrzeszczę. Krysia !!!!! a jak wygląda śmietana ?????

Drogie Panie .Podstawowe  produkty wyglądają tak

Zucker -cukier ,Mehl -  mąka i  Panier Mehl -bułka tarta, uwaga w konsystencji trochę inna jak nasza ale ok

 

 

Kawa , z reguły w opakowaniach 0,5 kg   / jeden z gatunków                       najtańszych ale smacznych

kawa rozpuszczalna

 

 

Speisequark – odpowiednik naszego serka homogenizowanego bezsmakowy

Joghurt – czyli jogurt  ,utaj 1,5  % tłuszczu /fet

Butter Milsch – maślanka

Vollmilsch – mleko

Deutsche Markenbutter  – masło , tu najtańsze           Schmand  – odpowiednik kwaśnej śmietany

W miarę dokonywanych zakupów będę uzupełniała  ten mini przewodnik Mrugnięcie okiem

Handel

Brak komentarzy

Niezależnie od tego, czy jesteś w kraju czy w Niemczech handel jest taki sam.Takie same markety , te same sieci.Jedyne różnice to czas pracy i trochę asortyment.

Duże sieci handlowe pracują zazwyczaj w godzinach 7-20 /spożywcze/ a przemysłowe 9 lub 10 do 18/19

W soboty  sklepy spożywcze 7-20 zaś przemysłowe w godzinach 9/10 do 13/14.W dużych miastach często sklepy przemysłowe pracują do 17/18.

Sklepy z żywnością już znamy.Aldi, Lidl, Kaufland, Netto, Edeka  itd.

Ale uwaga. Po  godzinie 20 oraz w niedzielę i święta  zamknięte jest wszystko, prócz czynnych z rana piekarni /Bakerai/, gdzie można kupić świeże pieczywo i oczywiście bułki.

Drobne zakupy w niedziele możesz zrobić na stacjach benzynowych.Napoje, bułki, słodycze.

Zajrzyj do kalendarza. W święta państwowe, i kościelne,  w których ustanowione są wolne dni od pracy handel też odpoczywa.


  • RSS