Wpisy z tagiem: życie codzienne

Psie szczęscie

9 komentarzy

W Ciechocinku

Brak komentarzy

Leszek Sypniewski, uczestnik Must Be The  Music  dalej sobie gra w Ciechocinku, ku radości spacerujących.

Bije od niego niesłychanie pozytywna energia . Jest taki wewnętrznie uśmiechnięty.  Skromny człowiek. Ludzie spacerują, czasem przystaną, czasem jakis grosz wrzucą do czapki, A On sobie gra…


Ludzie tłumnie spacerują, kupują na straganach mydło i powidło. Od koralików, poduszek,majtek i wszelkiej tandety kreci się w głowie

 

 

 

 

czy bierny opór wystarczy by uratować Polskie  skarby ?????

 

 

 

 

 

 

 

 

Park   Zdrojowy  w nowej szacie

Prześlicznie. Cisza i spokój. I nawet te tłumy nie przeszkadzają, bo wszędzie  kojąca zieleń

… a jednak ponarzekam.Pewnie dlatego, że ogarnia mnie wszech zniecierpliwienie. Z domu wyjechałam 19 kwietnia i z niecierpliwością czekam powrotu. Miał być 1 sierpień , na cały miesiąc urlopu.Niestety zmienniczka nie odzywa się. Nie wiem więc kiedy zawitam we własnych progach.

Siedzę słuchając niemieckiej mowy, na co dzień,  i coraz bardziej jestem drażliwa.

Chcę do Polski                                                      

Poprzez swoja starsza córkę uczestniczę z daleka w życiu jej znajomych. Opowieść  ta budowana jest z ich relacji , a nie osobistego uczestnictwa. Na pewno mocno zindywidualizowana  przez relacje, ale….

Było sobie pięciu chłopaków na łódzkim osiedlu. Rośli razem od piaskownicy. Razem w przedszkolu, razem w podstawówce . Potem wybrali rożne szkoły średnie i rożne studia. Ich drogi ciut się rozeszły , ale byli zawsze zgraną paczką i taką pozostali. Dzisiaj już 30 latkowie utrzymują kontakt może nie ożywiony , codzienny , bo ich życiowe drogi po całym kraju , a jednego w świat zaniosły. Nie mniej jednak kontakt  trzymają , a kiedy tylko wiatry zawieją  ich do rodzinnego miasta , zawsze się spotykają.

W końcu ubiegłego roku , jeden z nich , nazwijmy go Marek, zaczął niedomagać. Bóle głowy nasilały się. Z początku rzecz lekceważona wreszcie zaprowadziła go do lekarza. Szybko zdiagnozowany. Wiadomość okrutna. Glejak. Jakimś cudem udało się bez specjalnych protekcji tuż przed Świętami Bożego Narodzenia przeprowadzić operację w jednym z warszawskich szpitali. Zarówno przed samą operacją jak i w czasie wcześniejszych konsultacji Marek pomieszkiwał u moich bliskich w Warszawie.

Nie wiem , czy rozmawiali o życiu i śmieci. Nie wiem jak przebiegał ostatni wieczór przed operacją w ich domu. O czym rozmawiała ta trójka udając , że nie jutro  skalpel będzie w głowie jednego z nich , że może przeżyje a możne nie, czy będzie widział, mówił,  chodził? Jakie myśli i lęki skrywali głęboko?

Operacja udała się. Nic złego się nie zdarzyło. Chłopaki z paczki spontanicznie zrzucili się , co który miał i mógł. Akurat starczyło na złożenie spermy w Banku spermy i jej przechowywanie przez rok, by kiedyś ewentualnie dziecię począć własnej krwi i kości. Zaraz  też zaordynowano chemię. Ma silny organizm. Chemie przeszedł bez zwykłych u innych komplikacji. Nawet czupryna została.

Kilka dni temu miał rezonans magnetyczny, by potwierdzić skuteczność leczenia , wykluczyć przerzuty. Marek czuje się dobrze. Ośmiela się więc planować życie. Tuż przed rezonansem powierzył swemu przyjacielowi postanowienie. Jeśli wszystko będzie dobrze , oświadczę się. Dziewczyna, dzielnie trwała przy jego boku w czasie choroby. Sekunduje mu caly czas.

To pięknie,że nie opuściła go w trudnej sytuacji. Choć jego reakcja na wieść o chorobie była typowa. Rozstajemy się, nie chce cię widzieć.  Kobieta przetrzymała strach, odrzucenie i wrogość. Była i jest.

I tylko mnie , na wieść o zamierzonych oświadczynach ścisnęło mi się serce. Ze strachu. Z żalu. Z niepewności nad losami tych młodych ludzi.

Żadna decyzja nie jest dobra. Przyjmie oświadczyny, wybierze niepewna przyszłość. Czy Marek dożyje późnej starości , czy będą wychowywać swe dzieci razem ? Wielka niewiadoma…

Odrzuci go , to zada mu śmiertelna ranę, bo uwierzył jej, że go kocha. Że jest to Kobieta na niepogodę…

…a ja co myślę? Gdybym była matką chłopaka skakałabym z radości ze taka perła  mu sie trafiła. Ale gdybym matkowała dziewczynie targały by mną wielkie emocje. Jak doradzic córce. Jak odradzic corce. Gdzie jest granica między ludzką miłoscią i poświeceniem , a zwykłym zdrowym egoizmem?

Jakakolwiek dziewczyna podejmie decyzje, bedzie ona zła.Odrzucenie kochanego człowieka , czy byc moze samotne borykanie sie z życiem. Bo chociaz z calego serca pragnę , by młody żył w zdrowiu i szczęsciu do póznych lat , w duchu powatpiewam czy to sie uda.


Mam 60 lat. Jestem sierotą. Od 8 lat sierotą. I nie ma prawie dnia , by chociaż przez moment nie mignęła mi jego twarz.

Im starsza jestem, tym jaśniej widzę i rozumiem jaki odcisnął na mnie znak. Nie, nie piętno, bo piętno ma ocień negatywny. Właśnie znak. Swój stempel.

Pamiętam ten straszny poranek, kiedy skończyło się moje dzieciństwo. Obudził mnie głuchy łoskot i cisza. Leniwie rozważałam czy wstać. Wewnętrzny imperatyw nakazał otworzyć oczy .. w progu pokoju leżałeś. Bezradny i cichy. Ta cisza była przerażająca. Lekarze, karetki i później trzymiesięczne czuwanie przy Twoim łóżku w odległym o 80 km szpitalu.

Rano wyprawiałam dzieci do szkoły, praca, by punkt 15 zatrzasnąc biurko i odpalić samochód. Musiałyśmy zdążyć przed 17, bo wtedy kończyły się godziny odwiedzin. Dziewczynki odrabiały lekcje na szpitalnych korytarzach siedząc na podłodze, jadałyśmy  w drodze powrotnej zakupione w przydrożnych marketach jakieś bułki i  parówki , czy co tam było. Czasami jakaś sąsiadka wyszła z garnkiem gorącej zupy poruszona naszym oddaniem. A Ty sobie spałeś i spałeś… Nie myślałam wtedy. Działałam jak automat. I nigdy mi do głowy nie przyszło , by choć raz opuścić jeden dzień.

Stawało się jasne, że kończy się dzieciństwo, że teraz ja przejmuje rolę przewodnika stada.

Później pięć lat. Nieważne że nie mówiłeś , nie chodziłeś, byleś sparaliżowany. Byłeś. Rozmawiałeś. Rozmawiałeś ze mną oczami.

Przed sobą mam czarną płytę pianina. Mam siedem lat. Panienki z dobrych domów grają na pianinie, malują, są grzeczne, ciche, nieśmiałe. Dobrze ułożone. Bębnię w te klawisze, wskazówka  zegara nad pianinem  z wolna się przesuwa. Zaraz trzecia. Wchodzisz do domu . Wyzwolenie. Już nie muszę grać. Wracasz do domu i wraca moje dzieciństwo. Wykłócasz się z mamą o moje wyjście na podwórko. Do dzieci. To takie prostackie, każdym gestem podkreśla mama, a ja o niczym innym nie marzę, by pobiegać jak inne dzieci z piłką , czy zagrać w dwa ognie. Kupujesz mi piłkę. Gumową. Odbija się wysoko. Jestem kimś. Dzieci bawią się ze mną. Do gry w palanta wybrałeś najlepiej leżący w ręce kijek. Ćwiczymy zamachy. Mało rozmawiamy. Raczej jesteśmy.To znaczy ja jestem. Grzeje się w cieple taty.

W sierpniu zaplanowałam zabezpieczyć dach garażu, może posmołować, uszczelnić pęknięcia, podciągnąć drzwi, bo się opuściły.Wreszcie wyśpię się w domu. Własnym domu.Tylko ta zdezelowana wersalka. Zawiasy się popsuły. Otwiera się na półokrągło, więc lepiej spać na połówce. A może kupić nową? Myśl dziewczyno, szepcze mi za uszami…podnieś, odkręć , sprawdź sprężynę , ewentualnie dokup nowe zawiasy.

Skąd ja to wiem ?…. Skąd wiem jak wymienić gniazdko, jak udrożnić zapchany zlew , podłączyć akumulator. Czemu wdaję się w dyskusję z majstrem , ze rurka 3/4, że trzeba zrobić obejście, że przed malowaniem ma umyć ściany , zaszpachlować , wygładzić. Skąd ja to wiem… Żaden majster mi nie straszny…. Skąd ja to wiem…

Poświeć tutaj, nie tutaj! Widzisz ? Jak ty widzisz to i ja widzę. Podaj śrubokręt, młotek, uszczelkę , próbnik, klucz 10. Niekończące się godziny domowych reperacji. Reperował wszystko. Żelazko i naszego pierwszego zółtego Moskwicza 403. Dłubał i rozkręcał, przykręcał , skrobał, dmuchał , chuchał. Znał na pamięć każdą śrubkę. Nawet nasz pierwszy telewizor, który mama wydziergała szydełkiem produkując serwetki. Metodą prób i błędów osiągał cel. Działało. A ja przestępując z nogi na nogę świeciłam latarką , podawałam narzędzia i nudziłam się jak mops. Potem pytałeś  jak byś to zrobiła ? Wykładałam swoje racje, a Ty z wilgotnymi oczami od śmiechu niezgrabnie głaskałeś mnie po głowie. I dalej majstrowaliśmy. Rzadkie to były chwile, bo panienki z dobrych domów mają grać na pianinie, deklamować wierszyki , wzdychać i być niewidoczne.

Długie miesiące byliśmy sami. Mama chorowała. Codziennie szliśmy kilometry do szpitala. Najpierw przez most na Dunajcu. Zimno i ciemno. Dmuchało. Mróz szczypał w oczy. Zawsze szedłeś tak, by mnie ochronić przed mroźnymi porywami wiatru. Czasem, kiedy wspinaliśmy się pod gorę do nowotarskiego szpitala niosłeś mnie chwilę , a wtykałam nos w cieple zagłębienie Twej szyi.

Pod mostem zakopianki rosły kaczeńce. Malutkie schodki prowadziły w dół. Zbiegałam , zbierałam kwiatki napominana by  nie wpaść w wodę i uważać na grząski grunt, a Ty sobie stałeś tam u góry i patrzyłeś. Co myślałeś? Pamiętam ten dzień. Podmokła łąka, kwiatki, słońce , nowy prochowiec i Twoja malejąca sylwetka na górze skarpy. Spacer. Jeden z niewielu.

W sierpniu  muszę ubezpieczyć samochód, zrobić przegląd. Mam nadzieję , że auto przejdzie go bezboleśnie. No i zatankować  cały bak. Oj będzie bolało.

Kiedy 30 lat temu  szukałam ratunku dla małej Nat , wpadłam na pomysł by pojechać do Centrum Zdrowia Dziecka. Tak bez skierowania. Koleżanka koleżanki dała kontakt do … koleżanki tam pracującej. Komunikat od Taty. Zbieraj się. Jedziemy. Jak  jedziemy. Benzyna na kartki , a do Warszawy  daleko. Pojechaliśmy. Nic nie mówił. Zadziałał. Obszedł zmotoryzowanych znajomych, kupował na lewo. Bak był pełny. I dzisiaj Nat ma 30 lat. Zdrowa, pełna życia , wykształcona. Szkoda ,że szczęścia szuka w świecie , bo dla mnie Polska to była dumą, matką i Ojczyzną. Pochody pierwszomajowe. Maszeruje wojsko. Łopoczą flagi, gra orkiestra. I ja dumna maszeruję z Tata za rękę. Po co słowa. Popatrz to Polska. Był czas , ze na widok biało czerwonej drżało mi serce z przejęcia. Byłam dumna zwiedzając Kraków, przerażona Oświęcimiem, wystraszona wielką Warszawą,oczarowana Gdańskiem i nadmorskimi plażami. Budowałeś tą miłość po cichu. Popatrz jak pieknie ….

Miałeś i swoje ciemne strony. Przecież byłeś człowiekiem. Wyliczać ? Po co. Wiem co mi dałeś. Klatka po klatce. We wszystkim co robię , co planuję, gdzieś jest Twoje echo. Tak jak Ty potrafiłam kochać bez pamięci, tak jak Ty równie silnie nienawidzić. Jestem gwałtowna, skora do wybuchów. Choć z wiekiem uspokoiłam się… tak jak Ty.

To dzięki Tobie okrutniku, gwałtowniku, sentymentalny głupcze sama wychowałam swoje córki. Sama ? Jakie sama. Bo chociaż dzieliło nas  dziesiat kilometrów zawsze byłeś. Pozwalałeś mi robić błędy. I to jakie!!! A Ty sobie patrzyłeś jak tonę , jak włażę coraz głębiej. I zawsze, jak topielca przy ostatnim wypłynięciu , łapałeś za włosy stawiając na twardym gruncie. Zacierałeś uciesznie ręce , bo robota wykonana. Czasem powrzeszczałeś. A jakże. Odpalałeś fiacika i tyle cię było. Radz sobie dalej sama. No … do następnego razu. Nie, nie byłam nierozsądna,roztrzepana, głupia. Byłam młoda i uczyłam się życia.Wpoiłeś mi , że ludzie są bezwzględnie dobrzy i nieraz dostałam za to po tyłku od życia. Tak się nie robi!  nauczałeś. Oj robiło się i robi. Czemu mnie oszukałeś ?

Dobry kierowca umie jeździć powoli. Uważnie wciskaj sprzęgło… a moja skrzynia biegów zgrzyta. No zgrzyta. Jak wtedy, gdy wiozłeś Floczka do szpitala , bo organizmowi zapomniało się sikać i lała się przez ręce. I tylko ta zgrzytająca  skrzynia i dzikie skoki samochodu mówiły jak jesteś zdenerwowany. A ja dalej jeżdżę  wolno i uważnie.

To wreszcie Ty pędziłeś 40 kilometrów by przywieźć małym pierwsze nowalijki. Ostrożnie w pudełeczku po zapałkach przywiozłeś 3 pierwsze poziomki. Oczy Ci wilgotniały jak opowiadałeś dzieciom, popatrzcie co dziadziuś dla was ma…To Ty byleś opoką dla małej Ew.Ty ja chroniłeś, obdarzałeś uczuciem za dwoje. Prowadziłeś za rękę i cieszyłeś się ze wszystkich jej małych osiągnięć. To w Twoją dłoń wkładała ufnie rączkę.

Buty. To Twoja obsesja. Kupowałeś wszystkim buty.Ty ze swoim bratem chodziliście do szkoły na zmianę , bo mieliście jedną parę butów. Buty. Całe mnóstwo butów. I właśnie kiedy odszedłeś , to zabrakło butów. KupiŁam Ci nowe. Pierwszy raz.

Nigdy nie powiedziałeś , że mnie kochasz. Bo i po co…..

W ogrodzie

11 komentarzy

Burzowo i parno. Raz pada deszcz, raz grad  to znowu świeci słońce. Takie jakieś dziwne lato.

Pobiegłam przedwieczorną porą cyknąć parę zdjęć moim gruchotkiem. Za parę dni dostane nowy aparat i zobaczymy czy jakość zdjęć  polepszy się. Ale na razie mój stary wysłużony Canon

 

 

słoneczniki wyciągają swe dumne główki do słońca , a ono jak nie za chmurkami to pali niemiłosiernie. I tak na zmianę po sto razy dziennie

 

 

 

 

czereśnie nabrzmiały w słońcu i czekają na zbiory. Ciemne, ciężkie od słodkiego soku, olbrzymie. Wołają zjedz mnie

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

maliny kuszą czerwienią

 


 

 

 

orzechy na razie bezpiecznie rosną w swych zielonych łupinkach

 

 

 

 

przekwitły łubin i trawy  powodują siąkanie nosem. Więc smarkam i dorabiam wytwórców chusteczek higienicznych

 

 

 

i tylko ciężki upojny zapach lawendy ratuje trochę me astmatyczne oskrzela. Wszechogarniający zapach . Lawendowe krzewinki rosną wszędzie wokół. To kraina lawendy. Uspokaja i odurza….

 

http://www.nastrojowyogrod.pl/wp/wp-content/uploads/2010/06/Lawenda-120.jpg

 

 

 

 

 

 

 

Ziemniaki z marchwią

1 komentarz

no to spróbowałam cud przepisu, za którym tęskniła moja podopieczna. Szczerze ? takie sobie.

Kartofle i marchew obrać , pokroić w kostkę ugotować  soląc. Dodać pokroją pietruszkę. Dodałam jeszcze trochę masełka na omastę.

I to za ziemniaki robi , albo makaron czy ryż .

Można zjeść . Czemu nie. Ale żeby to jakieś super smaczliwe było to nie powiem. Pewne jest jedno.Jak mamy za mało ziemniaczków do obiadu ,  to czemu nie.

Nuda…

9 komentarzy

Dopiero teraz mam czas na leniwe myślenie.

To stan wegetatywny. Wyłączona jestem z myślenia, martwienia się o każdy nadchodzący dzień. Lodówka raz zapełniona lepiej, raz gorzej, ale zapełniona. Żadnej odpowiedzialności za prowadzenie domu. Nie muszę myśleć, muszę być.

Po południu zamykają mi się oczy. Chcę spać.  Nuda . Liczę godziny do czasu , kiedy będę mogła pójść do siebie.

Do siebie ???? JAKIE SIEBIE ??? Wszystko jest nie moje. Żyję pożyczonym zyciem. Nie , nie żyję. Jestem.

Oddycham, spożywam, wydalam ….. nic….

Hurra!!!!!!!!!!

Brak komentarzy

… i co ?????     ja to co ??         5  !!!!!!!!

G R A T U L U J Ę   C I   C Ó R E Ń K O

jestem z Ciebie bardzo , bardzo dumna


Deja vu

8 komentarzy

Pokusiłam się , by możne napisać coś o moim ojcu, pchnięta do rozmyślań przez ogłoszony konkurs.

I nie tyle konkurs sam w sobie mnie interesuje, co podsumowanie moich prawie 60 lat.

Więc rozmyślam o  moim ojcu, tatusiu, tyranie, głupku, złośniku, kole ratunkowym,gwałtowniku, sentymentalnym olbrzymie, silnej ręce, która zawsze znalazła się obok w ostatnim momencie.

Nosze się z tym tematem , a raczej wspomnieniami od paru dni. W głowie z codziennych zdarzeń budują się wspomnienia. Dobre i złe. Ale to właśnie wydarzenia dzieciństwa ukształtowały mój charakter.

I nagle zdałam sobie sprawę z tego, że ten konkurs uświadomił mi zupełnie inne zjawisko.  Dziś pomyślałam, że wspomnienia o ojcu wojskowym, dobre wspomnienia są nieprawomyślne. Nie może być innych, jak złe, bo ciągle ze wszystkich stron mądre głowy gadają, że tamten PRL był zły. Że to i tamto, że zniewolenie , bieda, komuna, brak wolności. Wszystko co chcecie. Sieje się w dusze młodych jad przekreślający wszystko co zdarzyło się w tamtym czasie. Siermiężnym, ale przecie bezpiecznym. Mówi się , że tamten czas był zły.

I uświadamiam sobie , że nic się nie zmieniło. Tylko szyld i ekipa.Ta sama retoryka. Takie samo wmawianie nam prawd najprawdziwszych. Takie same media, kiedyś nazywane reżimowymi , teraz wolnymi. Obowiązkowa prawomyślność.

Wmawiało nam się, że komunistyczny reżim Rosji. A pewnie że był. Ale budowaliśmy fabryki, zakłady, przemysł. Były.Teraz w imię  światowych korporacji wyprzedajemy za bezcen wszystko i mówi nam się, że to jedyna słuszna droga. Że tak ma być , że tak jest najlepiej. Osiągnęliśmy dużo, czyli jeździmy gdzie chcemy po całym świecie … by zasilić swą pracą inne narody… Ot wolność.

Wszystko możemy. Nie wierzycie ??? przeczytajcie pierwsza lepszą gazetę , obejrzyjcie wiadomości…

Jan Pietrzak ostatnio powiedział. O czym się w telewizorach nie mówi , tego nie ma. I lemingi się cieszą. Ale do czasu, do czasu!!!

Czyżbyśmy zmienili tylko but, pod którym żyjemy?.


  • RSS